Siły zbrojne Korei Płd., USA i Japonii rozpoczęły w poniedziałek u wybrzeży wyspy Czedżu pięciodniowe manewry Freedom Edge. Odbywają się zgodnie z planem, mimo ograniczenia przez prezydenta USA Donalda Trumpa w sierpniu wspólnych ćwiczeń wojsk amerykańskich i południowokoreańskich.
- Trzy państwa wykorzystają te manewry do zwiększenia zdolności operacyjnych i wspólnego reagowania w wielu dziedzinach, w tym na morzu, w powietrzu i cyberprzestrzeni – przekazało w komunikacie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Korei Płd. (JCS).
JCS oświadczyło, że defensywne szkolenie służy „wzmocnieniu zdolności odstraszania i reagowania na północnokoreańskie zagrożenia nuklearne oraz rakietowe”.
Dowództwo Sił Zbrojnych USA w Japonii (USFJ) przekazało w osobnym komunikacie, że rozwój tych ćwiczeń oraz ciągła współpraca trzech państw stanowią dowód ich „wspólnej siły, wysokiego poziomu interoperacyjności oraz niewzruszonego zaangażowania w obronę swoich narodów i bezpieczeństwo wolnego oraz otwartego Indo-Pacyfiku”.
Działania sojuszników potępiło w ubiegłym tygodniu MSZ w Pjongjangu, określając je jako zagrożenie i element „niezmiennej, wrogiej polityki” Waszyngtonu. Według północnokoreańskiej agencji KCNA resort dyplomacji zapowiedział „najostrzejszą reakcję”.
Dowództwo w Seulu nie wymieniło w oświadczeniu zaangażowanych sił. Południowokoreańska agencja Yonhap informuje jednak, że w ćwiczeniach wezmą udział m.in. niszczyciele z systemem Aegis. Z nieoficjalnych doniesień wynika również, że w tegorocznych manewrach, podobnie jak w zeszłym roku, nie bierze udziału żaden lotniskowiec USA, co ma wiązać się z zaangażowaniem amerykańskich grup uderzeniowych w trwającym konflikcie zbrojnym z Iranem.
Czwarta edycja Freedom Edge doszła do skutku pomimo decyzji prezydenta Trumpa o skróceniu dwustronnych ćwiczeń Ulchi Freedom Shield w sierpniu. Swoją decyzję Trump uzasadnił kosztami ćwiczeń, bardzo dobrymi stosunkami z przywódcą Korei Płn. Kim Dzong Unem oraz odmową Korei Płd. dołączenia do wojny przeciwko Iranowi.
Krzysztof Pawliszak




