Chwilę grozy przeżyła załoga jachtu, który w odległości kilku mil morskich od Świnoujścia zaczął nabierać wody. Kapitan nadał sygnał „mayday”. Na pomoc ruszyli strażnicy graniczny i ratownicy SAR ze Świnoujścia.
Do zdarzenia doszło 6 lipca. Po odebraniu sygnału alarmowego „Mayday” funkcjonariusze z Pomorskiego Dywizjonu Straży Granicznej natychmiast ruszyli z pomocą załodze jachtu, który zaczął nabierać wody około 4 mil morskich od portu w Świnoujściu.
Do działań skierowano jednostkę interwencyjno-pościgową SG-216, która jako pierwsza dotarła na miejsce zdarzenia. Do akcji zadysponowano również jednostkę Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (SAR) ze Świnoujścia.
- Na pokładzie jachtu znajdowało się pięć osób. Dzięki szybkiej interwencji funkcjonariuszy oraz wypompowaniu wody z jednostki nie było konieczności ewakuacji załogi. Po opanowaniu sytuacji jacht samodzielnie dopłynął do mariny w Świnoujściu - wyjaśnia kapral Krystian Kowalewski, z zespołu prasowego Morskiego Oddziału Straży Granicznej.
Załodze statku nic się nie stało.
Warto dodać, że sygnał „mayday” to wezwanie pomocy o najwyższym priorytecie na morzu.
Hubert Bierndgarski
