Bezpieczeństwo, Granice

Jak obronić się przed piratami? Na świecie wiedzę tę mają nieliczne firmy "ochroniarskie" i te organizujące szkolenia dla marynarzy oraz uzbrojonej ochrony wynajmowanej przez armatorów. W Polsce jest takich firm jeszcze mniej.

Problem piractwa morskiego jest daleki od rozwiązania. Nawet jeżeli w pewnych rejonach notuje się zmniejszenie liczby incydentów, pojawiają się inne problemy - np. postępująca brutalizacja ataków i eskalacja przemocy. Potrzeba przygotowania załóg statków do odpierania ataków oraz radzenia sobie w sytuacji, gdy nie uda się uniknąć przejęcia statku, rodzi zapotrzebowanie na usługi szkoleniowe. Jak na każdym rynku - mamy do czynienia z podmiotami doświadczonymi i zapewniającymi wysoką jakość szkoleń, i z nowicjuszami, którzy brak doświadczenia i znajomości realiów próbują nadrobić marketingiem i PR-em, chodząc "na skróty".

Niedawno zetknęliśmy się z takim właśnie przypadkiem. Już sama treść zaproszenia dla mediów rodziła wątpliwości. Znaleźć w nim można było m.in. stwierdzenie, że "podczas tygodniowego szkolenia jego uczestnicy będą poznawać tajniki pracy Ship Security Officer`a. Osoby, która ochrania statki prywatnych armatorów przed piratami". Tymczasem każdy, choć powierzchownie zorientowany w zagadnieniach maritime security wie, że tzw. oficer ochrony statku (SSO - Ship Security Officer) nie jest osobą chroniącą fizycznie, czy nawet organizacyjnie jednostki przed piratami, a realizuje inne zadania w ramach kodeksu ISPS (nierzadko wręcz biurokratyczne).

SSO to z reguły nie oddzielne, dedykowane stanowisko na statku, tylko zespół dodatkowych kompetencji i obowiązków nakładanych na "normalnego" członka załogi. Najczęściej jest nim wyznaczony przez armatora kapitan lub (i) starszy oficer, czy starszy mechanik. Nie zostanie nim zatem zapewne uczestnik organizowanego niedawno "medialnego" szkolenia.

Szkolenia SSO organizowane są przez niemal każdą placówkę organizującą szkolenia STCW (w Polsce jest ich wiele). Certyfikat oficera SSO, to nie przepustka do zdobycia lepszej pracy, a potwierdzenie niezbędnych kwalifikacji dodatkowych dzisiejszego oficera marynarki handlowej.

Poproszony przez nas o komentarz doświadczony fachowiec w tej dziedzinie podejrzewał, że organizatorzy mieli być może na myśli szkolenie członków zespołu bezpieczeństwa statku - VPT, lub jak mówi się potocznie - marsec operatorów. Od takich osób wymaga się m.in. posiadania ukończonego i potwierdzonego certyfikatem przeszkolenia Ship Security Officer. Być może mieli na myśli jeszcze inne szkolenie, ale na pewno nie szkolenie na SSO, którego program określa kurs modelowy IMO 3.19. Organizatorzy mając ambicję prowadzenia tego typu szkoleń powinni o tym wiedzieć.

Wobec braku rozwiązań systemowych na szczeblu międzynarodowym, szkolenia są koniecznością. Załogi statków muszą być przygotowane na stawienie czoła pirackiemu zagrożeniu. Ale jak się szkolić i u kogo?...

Są w Polsce firmy, które prowadzą takie szkolenia nie od dziś. Dla przykładu szczecińska Maritime Safety & Security, która od 2010 roku przygotowuje do wykonywania zawodu członka zespołu bezpieczeństwa statku. W tym kontekście niezrozumiała jest informacja ze wspomnienego zaproszenia o tym, że "jest to pierwsze tego typu szkolenie w tej części Europy". Było tam też powoływanie się na wydawanie certyfikatów nieistniejącej organizacji międzynarodowej (podczas gdy certyfikaty, o które chodziło, wydawane są przez administrację morską w danym kraju - w Polsce przez Urząd Morski).

A jak powinien wyglądać modelowy kurs dla marsec operatorów?... Właściwy i uznawany za wystarczający proces przygotowywania przyszłych członków zespołu bezpieczeństwa (na przykładzie rozbudowanego programu autorskiego  Maritime Safety & Security, o kompleksowości i zakresie trudnym do znalezienia gdziekolwiek indziej, nawet w zagranicznych firmach szkoleniowych) obejmuje: Basic Training STCW (rozszerzony oprócz pierwszej pomocy medycznej o Maritime Tactical Casual Care - morski kurs "czerwonej taktyki", bardzo ważny z punktu widzenia przyszłej pracy, w której absolwenci mogą spotkać się z obrażeniami i urazami pola walki), Oficera Ochrony Statku (SSO), Basic Marine Knowledge, z elementami podstaw nawigacji, obsługi radaru i UKF, kurs antypiracki, obejmujący m.in. wykorzystanie środków ochrony, obrony aktywnej i pasywnej, risk assesment, podatność statków na ataki pirackie, opracowanie SSAA (Ship Security Antypiracy Audit), modus operandi piratów, tzw. BMP 4, system raportowania i powiadamiania w GoA.

Dodatkowo, kandydaci na operatorów przechodzą kurs szkolenia taktycznego Tactical on the Board, w czasie którego zajęcia praktyczne odbywają się na statkach (o długości całkowitej powyżej 160 m i nośności powyżej 17 000 t oraz zbliżonych wielkością do tych, z jakimi mogą się zetknąć w czasie pracy w ochronie statków), które obejmują działania taktyczne dotyczące ochrony statku w czasie przejścia przez rejon zagrożony i uzyskują praktyczną wiedzę na temat jednostek pływających, czy też samej organizacji służby na statku, współpracy z załogą. Element ten jest bardzo ważny, bo najczęściej kursanci w czasie szkolenia przekraczają pierwszy raz w swoim życiu trap statku. Osoby, które kończą takie szkolenie, mogą znaleźć pracę w MS&S Vessel Protection Team, czy z powodzeniem ubiegać się o uzyskanie zatrudnienia w innych zagranicznych firmach "maritime security", czyli - popularnie rzecz ujmując - w "anty-pirackich firmach ochroniarskich", takich, jak słynna Blackwater.

Przy wyborze firmy zapewniającej szkolenia na "uzbrojonych morskich ochroniarzy" warto sprawdzać, czy posiada odpowiednie uprawnienia, licencje i certyfikaty, ale nie chodzi jedynie o uprawnienia i kwalifikacje "ochroniarskie", ale przede wszystkim te związane z branżą morską. Dla przykładu - dotychczas tylko jedna firma w Polsce uzyskała uznanie morskiego towarzystwa klasyfikacyjnego Germanischer Lloyd i certyfikat systemu zarządzania jakością ISO 9001-2008 w zakresie: szkoleń antypirackich, szkoleń w zakresie MarSec, zarządzaniu operacjami bezpieczeństwa morskiego – MarSec i ochronie statków. Warunkiem absolutnie koniecznym (formalnym) w zakresie szkoleń objętych konwencją STCW 95 jest posiadanie uznania organów morskiej administracji państwowej (Urzędu Morskiego).

Zdaniem ekspertów, niepokojące są (ujawniające się m.in. w materiałach promocyjnych czy wypowiedziach medialnych nowicjuszy na rynku szkoleń antypirackich) niebezpieczne porównania ochrony statków do działań antyterrorystycznych. Pokazują ewidentne niezrozumienie problemu piractwa i charakteru oraz specyfiki pracy członków uzbrojonej ochrony statku. Operacje bezpieczeństwa morskiego - uzbrojonej ochrony statków nie są działaniami militarnymi czy policyjnymi. Bazowanie na szkoleniu wojskowym, które jest inaczej ukierunkowane niż działania uzbrojonej ochrony, nie sprawdza się w operacjach MarSec. Zdaje się to potwierdzać wydarzenie z 12 lutego br., kiedy to członkowie uzbrojonego zespołu bezpieczeństwa na włoskim tankowcu Enrica Lexie zastrzelili pomyłkowo 2 rybaków hinduskich u wybrzeży Indii. Na statku znajdował się Autonomiczny Zespół Oddział Ochrony Statku włoskiej Marynarki Wojennej (AVPD). Żołnierze z odległości 100 metrów u wybrzeży Indii ostrzelali skiff'a z hinduskimi rybakami biorąc ich omyłkowo za piratów.

W wyniku zdarzenia 2 rybaków zginęło, a 2 żołnierzy trafiło do więzienia w Indiach. Nietrudno sobie wyobrazić, jak niebezpieczne może być w konsekwencji złe wyszkolenie ludzi, którzy przez kilka lub kilkanaście dni tranzytu przez rejon zagrożony znajdą się uzbrojeni w półautomatyczne karabinki na pokładzie statku. Nie chodzi tylko o samo zagrożenie dla piratów, czy potencjalnie omyłkowo wziętych za piratów innych ludzi morza, ale także o zagrożenie dla samej załogi. Dlatego kwestie użycia broni (Rules of Engagement) są bardzo ważne dla "morskich ochroniarzy" i dla rzetelnych firm organizujących szkolenia dla nich.

Wspomniana Maritime Safety & Security ze Szczecina, jako pierwsza polska firma została członkiem sygnatariuszem szwajcarskiej inicjatywy ICOC, która zobowiązuje do działań etycznych i z poszanowaniem życia ludzkiego w dostarczanych przez firmę usługach bezpieczeństwa. Nie szkoli się kursantów z dokonywania abordażu statków, czy innych taktyk antyterrorystycznych, bo nigdy tego nie będą robili i nie jest to ich zadaniem. Właściwy zakres szkolenia, to ten dotyczący uzbrojonej ochrony statków, czyli szkolenie profesjonalistów, którzy dostosowują swoje działanie i użyte środki adekwatnie do zagrożenia.

Przy wyborze szkoleń warto przyjrzeć się grupie wykładowców. To bardzo wąski rynek. Trzeba zadawać pytania o doświadczenie. Zajęcia taktyczne prowadzą w Maritime Safety & Security byli operatorzy Formozy, którzy jako dowódcy zespołów bezpieczeństwa statku w rejonie Rogu Afryki realizowali także zadania bezpieczeństwa morskiego. Wykładowcami są  także kapitanowie uprowadzonych statków (np. z głośnych przypadków VLCC Sirius Star czy Beluga Nomination), o których obszernie informowaliśmy także na łamach "Naszego MORZA", instruktorzy "czerwonej taktyki", psychologowie wojskowi.

Działania realizowane w zakresie operacji specjalnych na morzu przez Formozę czy Grom mają zgoła inny charakter i samo tylko doświadczenie wyniesione z służby w tych jednostkach, bez doświadczenia w operacjach MarSec jest absolutnie niewystarczające do przygotowań ochroniarzy. Mając bieżącą wiedzę, ciągle analizując i monitorując sytuację w rejonie zagrożonym piractwem, rzetelna firma prowadząca szkolenia dla "anty-pirackich ochroniarzy" wyciąga wnioski i uczy się na błędach innych.

- Od około dwóch lat z powodzeniem szkolimy kapitanów, oficerów i załogi - jak dowodzić w żegludze w rejonach zagrożonych piractwem, czy jak postępować w czasie ataku pirackiego - przekonuje Sebastian Kalitowski*, prezes Maritime Safety & Security. - Wiele osób nie wierzyło, iż polska firma będzie mogła realizować zadania uzbrojonej ochrony w rejonach zagrożonych piractwem. Tymczasem po szeregu audytów ze strony morskiej administracji państwowej czy klasyfikatorów, działań lustracyjnych ze strony morskich towarzystw ubezpieczeniowych P&I, sprawdzeń przygotowania i wiedzy merytorycznej, dostarczamy z sukcesem armatorom usługę ochrony statków w obszarach wysokiego zagrożenia (HRA - high risk areas).

Warto dodać, że najlepszym kursantom szczecińskiej firmy oferowana jest możliwość zdobycia praktycznego doświadczenia w ochronie statków dzięki rejsom szkoleniowym. To kolejna przepustka - poza samymi szkoleniami - do pracy na morzu, także w zagranicznych "morskich firmach ochroniarskich". Notabene, także członkowie znanych zagranicznych firm tego typu szkolą się w Polsce.

PioSta, rel

Zdjęcia: Maritime Safety & Security

Na zdjęciu pierwszym - Szkolenie taktyczne MarSec operatorów realizowane przez Maritime Safety & Security na pokładzie pełnomorskiego statku towarowego.

_______________
* absolwent Akademii Marynarki Wojennej i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, doktorant Akademii Marynarki Wojennej (rozprawa pt. „Zmniejszenie podatności statków handlowych na zagrożenie aktami piractwa i terroryzmu morskiego”), były dowódca grupy specjalnej płetwonurków w jednostce specjalnej Marynarki Wojennej Formoza, autor jednego z pierwszych na świecie programu szkolenia antypirackiego dla marynarzy „Piractwo morskie i terroryzm. Postępowanie, obrona i minimalizacja strat w przypadku ataku oraz długotrwałego incydentu zakładniczego na morzu”, autor wielu publikacji nt. piractwa i terroryzmu morskiego, biegły sądowy w zakresie piractwa i terroryzmu morskiego.

0 Sciema
Na tym zdj. Co to ma byc po pierwsze operatorzy czyli ochrona nie jest od takich zadan tylko od kazdego teamu wymagane jest odparcie ataku na statek a nue walka na statku to juz jest inna procedura. To zdj to dla mnie lipa zreszta firma MS&S szczecinska to jeden wielki kanal. Organizoja szkolenie dosc okrojone i za bardzo duze pieniadze. Na strzelnicy jak wystrzelisz z jednego egzemparza broni 5 naboi to sukces. Sa lepsze firmy w Warszawie W Poznaniu u nich sa mniejsze pieniadze do zaplacenia a kurs jest lepiej przygotowany lacznie z zabezpieczeniem logistycznym.
Pozatym zeby zostac operatorem trzeba znac angielski bardzo dobrze a nie tylko podstawy jak na wczesniejszych kursach w tej firmie bylo a teraz zadaja certyfikatu B2 haha i jeszcze chca weryfikowac u nich czy biegl sie poslugujesz j.angielskim.
Ludzie ktorzy to zdj ogladaja a nie maja pojecia to im sie podoba ale tak nie jest.
Realia sa calkiem inne. Ta firma to naprawde moge powiedziec z czystm sumieniem kant i oszustwo WIEM CO MOWIE.
Jesli chcecie zostac operatorami to polecam inne firmy a prace bedziecie mieli super. Bo u nich to nawet czekasz po 5 lub7 miechow oszukoja cie z tranzytami i nie pracojesz a chodzi o robienie pieniedzy a nie siedzenie w domu.
26 wrzesień 2015 : 15:17 Operator Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1