Żegluga

Trudno pokochać rzekę, która jest brudna, cuchnąca i zaśmiecona - a taka niestety w wielu miejscach jest nasza Wisła. W dyskusjach na temat żeglowności polskich rzek bardzo dużo do powiedzenia mają środowiska ekologiczne, czy też nazywając rzecz po imieniu - pseudoekolodzy. Niestety, skupiając się na blokowaniu żeglugi, organizacjom z ekologią w nazwie zupełnie nie przeszkadza fakt, że nasze rzeki są silnie zanieczyszczone. Nad tym problemem powinni się jednak pochylić nie tylko ekolodzy, ale też zwolennicy żeglugi, którzy niesłusznie tę sprawę bagatelizują.

Ktoś spyta: co ma wspólnego zanieczyszczenie Wisły z przystosowaniem naszej rzeki do celów żeglugowych? Przecież statki mogą pływać nawet po największym ścieku. To prawda, ale pamiętajmy, że impulsem do inwestycji służących poprawie żeglowności bardzo często jest żegluga rekreacyjna, która przeciera szlak poważniejszym inwestycjom. Bez zainteresowania społeczeństwa sprawami wodnymi nie zmienimy nastawienia decydentów. Trudno jednak pokochać rzekę, która jest brudna, cuchnąca i zaśmiecona - a taka niestety w wielu miejscach jest nasza Wisła.

Oczywiście prawdą jest, że w porównaniu z latami 80. czystość Wisły radykalnie się poprawiła. Tym niemniej, nadal ponad połowa długości tej rzeki nie mieści się w żadnej klasie czystości. Warto w tym momencie zauważyć, że obowiązująca nas Ramowa Dyrektywa Wodna przewidywała, że do 2015 roku problem zanieczyszczenia Wisły zniknie - rzeka miała być tak czysta, że nadawałaby się do kąpieli. Gdy dziesięć lat temu przyjmowaliśmy te zobowiązania, osiągnięcie stanu "czystej Wisły" wydawało się być celem bardzo ambitnym, ale realnym. Plan (wciąż obowiązujący) był taki, że do 2015 roku wszystkie ścieki w Polsce będą trafiać do nowoczesnych oczyszczalni, które miały powstać praktycznie w każdej gminie. Większość z zaplanowanych inwestycji rzeczywiście udało się zrealizować, a mimo to nadal Wisła nie jest tak czysta, jak jeziora mazurskie i niespecjalnie widać amatorów kąpieli w naszej rzece. Co w takim razie poszło nie tak i dlaczego tak mało osób się tym przejmuje?

Odpowiedź na to pytanie może dać chociażby wycieczka do Ojcowskiego Parku Narodowego, gdzie bierze swój początek potok Prądnik - prawy dopływ Wisły. Oczywiście to jest tylko przykład, bo podobnych dopływów są w dorzeczu Wisły setki, a sytuacja jest w większości przypadków analogiczna. Otóż w źródłowym biegu Prądnika mamy do czynienia z parkiem narodowym, więc teoretycznie potok powinien być krystalicznie czysty. A nie jest. Cuchnącą woń ścieków wyczuwa się już u samych źródeł Prądnika, mimo że oficjalnie ścieki nie mają prawa się tam znaleźć - wioski w okolicach Ojcowa mają kanalizację, a tam gdzie jej jeszcze nie zrobiono, gospodarze mają obowiązek korzystać ze szczelnych szamb. Jeśli nawet w takim przypadku dopływ Wisły już u samych źródeł przemienia się w nośnik zanieczyszczeń, a państwo nawet nie próbuje z takimi sytuacjami walczyć, to mamy poważny problem.

Nietrudno sobie wyobrazić, jak ta sytuacja wpływa na nastawienie społeczeństwa do rzeki. Takich przykładowych Prądników są setki, w efekcie Wisła już poniżej Krakowa jest ściekiem, w którym nie sposób się kąpać. W samym Krakowie co prawda są podejmowane inicjatywy, które mają za cel przybliżyć rzekę miastu. Funkcjonujący tu tramwaj wodny i przystań żeglarska cieszą się jednak niewielkim zainteresowaniem mieszkańców, bo o wiele przyjemniej jest żeglować po czystych (jeszcze) jeziorach mazurskich, niż po rzece-ścieku.

Żegluga rekreacyjna, uruchomienie tramwajów wodnych do Niepołomic - to jeden z najważniejszych argumentów, wysuwanych przez zwolenników budowy dwóch stopni wodnych poniżej Krakowa, które przysłużą się również żegludze towarowej. Gdyby rzeka była czysta, z pewnością takie argumenty by do mieszkańców trafiały i poparcie dla tych inwestycji byłoby o wiele większe, niż jest obecnie. W ten oto sposób czystość rzeki wpływa na sytuację żeglugi, mimo pozornego braku związku między obiema sprawami. 

Jakub Łoginow

1 1 1 1

Źródło: