Aż o 30 procent w ciągu ostatnich trzech lat spadły połowy ryb łowionych przez polskich rybaków. Flota rybacka skurczyła się o 12 procent a ponad połowa ryb, które zdają rybacy trafia do zagranicznych portów morskich. Główny Urząd Statystyczny opublikował właśnie Rocznik Statystyczny Gospodarki Morskiej 2025, który uwzględnia dane do końca 2024 roku.
W ciągu trzech lat połowy ryb morskich zmniejszyły się o niemal jedną trzecią. W 2021 roku łączne połowy ryb morskich i bezkręgowców wynosiły około 185 tysięcy ton. Na koniec 2024 roku jest to już tylko 130, 7 tysiąca ton złowionych ryb. Z czego 58 procent (75,5 tysiąca ton) złowionych jest na Bałtyku i zalewach Szczecińskim i Wiślanym a pozostałe 48 procent (55 ,3 tysiąca ton) odławiane jest w połowach dalekomorskich, w tym na Atlantyku i Pacyfiku.
Zmieniła się również dynamika połów. Dorsz, który kiedyś był najmocniej odławianą rybą w 2024 roku miał dosłownie symboliczne znaczenie gospodarcze (odłowiono tylko 104 tony tej ryby). Najwięcej na Bałtyku złowiono szprot - 52,7 tysiąca ton i śledzia (15 tysięcy ton). Warto jednak dodać, że ryby te są niskomarżowe co oznacza, że zarobek na ich połowach jest relatywnie niewielki. Nie są również łowione przez małe łodzie rybackie do 15 metrów długości, których połowy ograniczają się do nielimitowanych ryb płaskodennych typu flądra, gładzica czy turbot.
Duże zmiany nastąpiły również w samym układzie floty rybackiej z której korzystają polscy rybacy. W ciągu ostatnich lat zezłomowało się kilkaset jednostek (rocznik tego nie wykazuje, bo duże złomowania miały miejsce w 2025 roku). Najczęściej armatorzy kasowali łodzie rybackie, których połowy były nastawione na dorsze. Na koniec 2024 roku łączna liczba jednostek rybackich spadła o 102 (823 jednostki w 2021 - 721 w 2024 roku z czego na stanie są tylko 2 trawlery dalekomorskie, 108 kutrów rybackich i aż 611 łodzi rybackich)
Województwo pomorskie pozostaje centrum ciężkości polskich wyładunków. Hel, Władysławowo czy Ustka nadal obsługują największe wolumeny ryb trafiających do kraju. Co istotne – spadki są tu relatywnie najmniejsze, choć nie oznacza, to że nie ma ich wcale. Owszem, połowy maleją, ale wolniej niż gdzie indziej. To region, który korzysta z efektu skali: infrastruktury portowej, zaplecza przetwórczego, logistyki i kapitału.
- W 2024 roku z portu odeszły dwa duże kutry rybackie z których każdy dostarczał nam około tysiąca ton ryby w skali roku - wyjaśnia Marcin Jodko, prezes Krajowej Izby Producentów Ryb w Ustce - Po ich odejściu wyładunki spadły o kilkadziesiąt procent. Jest to dużo, ale znaleźliśmy już inne rozwiązanie i od tego roku chcemy się skupić bardziej na składowaniu ryby z racji tego, że mamy duże magazyny. Nadal będziemy również przyjmować ryby od pozostałych rybaków, którzy stacjonują w usteckim porcie morskim. Ale będą to już znikomo liczby nie mające większego wpływu na funkcjonowanie firmy.
W 2024 roku łączne wyładunki ryb w portach woj. Pomorskiego wyniosły 45,7 tysiąca ton. W województwie zachodniopomorskim było to niewiele ponad 17 tysięcy ton a w warmińsko-mazurskim (Zalew Wiślany) niewiele ponad 2 tysiące ton.
Wyładunki w zachodniopomorskich portach spadły w ciągu 3 lat o ponad 60 procent. Kołobrzeg, Darłowo czy Dziwnów coraz częściej pełnią funkcje turystyczne, serwisowe, rekreacyjne. Ryby znikają – nie tylko z nabrzeży, ale i z lokalnej gospodarki. Armatorzy sprzedają jednostki, zmieniają profil działalności albo wyładowują poza Polską.
- Dla nas głównym powodem spadków dostaw ryb do portu były zmniejszające się limity połowowe - wyjaśnia Marcin Mojsiewicz, prezes Organizacji Producentów Ryb „Bałtyk” z Kołobrzegu dla której pracuje 10 dużych kutrów rybackich - Najpierw zmniejszono nam limit na śledzia. Potem ograniczono aż o 36 procent limity połowowe na szproty. To mocno wpłynęło na nasze przeładunki. Dodatkowo część dużej floty z Kołobrzegu została sprzedana do portów w Helu i Władysławowie. A małe łodzie zostały w większości zezłomowane. Ten rok zapowiada się bardziej stabilnie, bo limity połowowe zostały nieznacznie podniesione do góry. Pozwoli to jednak tylko na utrzymanie załóg i statków w dobrym stanie technicznym.
Więcej na temat sytuacji i kondycji floty rybackiej będzie można przeczytać w miesięczniku „Polska na Morzu”.
Hubert Bierndgarski
