Stocznie, Statki

Dzisiaj mija 30 lat od decyzji ówczesnego premiera Mieczysława Rakowskiego o likwidacji Stoczni Gdańskiej. Decyzja podjęta 29 października 1988 roku nie była jednak przejawem pro-rynkowej odwagi partyjnego dygnitarza, a zemstą na stoczniowcach, którzy przeszkodzili w utrwalaniu socjalistycznego systemu i władzy, poprzez zniszczenie ich miejsca pracy.  

Nie chodziło też na pewno o brak zamówień ani zdolność stoczni do ich pozyskiwania przed decyzją o zamknięciu. Wręcz przeciwnie - to właśnie decyzja o zamknięciu stoczni zarówno faktycznie zamroziła pozyskiwanie nowych zamówień, jak i wysłała na rynek szkodliwy dla stoczni sygnał, utrudniający jej później samodzielną działalność i odbudowę zaufania ze strony uczestników rynku - armatorów.

W dodatku, na pewnym etapie - owszem, polskie stocznie miały problem z urwaniem się napływu nowych kontraktów od wschodniego "wielkiego brata", ale był to problem przejściowy, z którego zresztą stocznie polskie generalnie się otrząsnęły i podniosły (trapiły je później inne utrudnienia działalności). Notabene, zarówno załamanie "rynku radzieckiego", jak i stopień uzależnienia polskich stoczni od kontraktów "ze wschodu", jako powód zapóźnienia polskich stoczni oraz jako zasadniczy lub jeden z głównych powodów ich upadku są wyolbrzymiane (głównie w narracji ówczesnych polityków próbujących uzasadnić "nieprzydatność" stoczni w "nowej rzeczywistości" polityczno-gospodarczej).

W ciągu całego roku 1988 Stocznia Gdańska przekazała do eksploatacji 10 statków (w tym tylko 4 statki dla ZSRR, które wartościowo i pod względem pracochłonności stanowiły dalece mniej niż 40% produkcji stoczni z tego roku, prawdopodobnie zaledwie 1/5 lub mniej). Statki zbudowane przez Stocznię Gdańską w roku, gdy Rakowski skazał ją na śmierć, to: prom pasażersko-samochodowy dla Szwecji (pływa do dzisiaj - od dobrych kilku lata na linii Gdynia-Karlskrona, pod nazwą Stena Spirit; wcześniej przez długie lata pracował na szlaku między Szwecją a Niemcami), dwa chłodniowce dla polskiego armatora Transocean, trzy trawlery-przetwórnie - jeden dla odbiorcy z Holandii i dwa dla ZSRR, statek ro-ro dla Finlandii (Antares, pływa do dzisiaj; na zdjęciu poniżej), H. Cegielski - pierwszy kontenerowiec komorowy w polskiej flocie handlowej i dwa niewielkie udźwigowione masowce - drewnowce dla odbiorcy radzieckiego. W następnym roku po decyzji o zamknięciu stoczni, przekazała ona do eksploatacji 7 statków, w tym niemal bliźniaki Daru Młodzieży - żaglowce szkolne Khersones i Pallada dla ZSRR, nowoczesny masowiec udźwigowiony dla Finlandii i kolejny kontenerowiec dla Polskich Linii Oceanicznych - T. Wenda.

Powyższe nie oznacza, że stocznia była wolna od problemów i zdrowa ekonomicznie. Obciążona była m.in. przerostem kosztów związanych z opóźnieniami w realizacji kontraktów (choćby promów dla Stena Line, przy czym drugi z zamówionych w Stoczni Gdańskiej nie został nigdy dokończony, opuścił Polskę w sekcjach, jego kadłub, po modyfikacjach projektu zmontowała stocznia w Grecji, która ostatecznie też nie zdołała doprowadzić budowy do końca).

Jednak w Polsce było wiele zakładów i branż w znacznie gorszym stanie, przynoszących większe straty i mniej przyszłościowych, które wtedy ratowano zamiast zamykać czy likwidować. 
P
rzy dobrej woli władz Stocznię Gdańską można było uratować i skierować na tory zmieniającej się już wtedy rzeczywistości gospodarczej w Polsce. To w rządzie Mieczysława Rakowskiego działał minister przemysłu Mieczysław Wilczek, króry stał się rzecznikiem gruntownej reformy polskiej gospodarki i rozpoczął w Polsce zmiany prawne mające na celu wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej. W 1988 roku przeforsował w Sejmie liberalną ustawę o przedsiębiorczości, która spowodowała aktywizację drobnych przedsiębiorców w ostatnich miesiącach istnienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. 
Trzeba też pamiętać, że Stocznia Gdańska nie była "wyspą" problemów pośród dobrze funkcjonujących innych zakładów pracy i branż - wtedy praktycznie cała polska, sterowana centralnie, gospodarka "doszła do ściany" przeżywając kryzys wynikający z niewydolności systemu i wieloletnich zaniedbań.

29 października 1998, dokładnie w 40. rocznicę zwodowania w Gdańsku pierwszego statku powojennej budowy, premier Rakowski wymógł na ministrze przemysłu decyzję o likwidacji Stoczni Gdańskiej jako zakładu nierentownego i podobno "bez przyszłości".

"Był to wyjątkowo haniebny faul polityczny - zemsta między innymi za porażkę z 25 sierpnia 1983 roku, kiedy to Rakowski, wtedy wicepremier, przyjechał do stoczni, by w nagrywanej przez telewizję dyskusji z 'ekstremistami' pod wodzą Wałęsy, został jednak przykładnie wygwizdany" - czytamy w relacjach historycznych.

W oświadczeniu KKW NSZZ "Solidarność" z 5 listopada 1988 r. czytamy m.in.: "Decyzja o likwidacji Stoczni Gdańskiej jest groźnym aktem politycznym, wskazującym na to, że rząd Mieczysława Rakowskiego wykorzystuje nadzwyczajne uprawnienia do utrwalenia stalinowskiego modelu zarządzania gospodarką. Nic nie wskazuje na rzeczywiste uzasadnienie ekonomiczne tej decyzji."

Z kolei Mieczysław Rakowski, w rozmowie z ambasadorem NRD w Warszawie, Jurgenem van Zwollem powiedział w połowie listopada 1988 r.: "Najważniejsze rozstrzygnięcie tego tygodnia to Zamknięcie Stoczni Lenina. […] Zdecydowałem się na to, ponieważ w Polsce tylko przez szok można skierować rzeczy na nowe tory. Towarzysz Jaruzelski i kierownictwo partii - wyrazili zgodę. Po raz pierwszy od lat rząd pokazał znowu, że sprawuje władzę. Mimo to decyzja była hazardowa jak poker."

PBS

Antares zbudowany w roku, w którym premier Rakowski zdecydował o likwidacji Stoczni Gdańskiej
Antares zbudowany w roku, w którym premier Rakowski zdecydował o likwidacji Stoczni Gdańskiej

Komentarze   

-1 Nierzetelny artykuł
Stocznia była wtedy bankrutem a decyzja o jej zamknięciu była decyzją ekonomiczną a nie polityczną. Artykuł nierzetelny ...ale czego się spodziewać?
29 październik 2018 : 06:45 Andrzej Sikorski Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
-3 i tendencyjny artykuł
teza o politycznej zemście jest prawdziwą, ale teza o tym, że ekonomicznie było źle ale nie tragicznie jest błędna. Było całkowite bankructwo ekonomiczne, dewizowe, technologiczne i ...ludzkie. Premierkowi MFR trafił się idealny powód do zemsty.
Autorze, pisząc tendencyjny tekst należy wybitnie dbać o ...niestosowne literówki: "29 października 1998 (!!!!!), dokładnie w 40. rocznicę zwodowania w Gdańsku pierwszego statku powojennej budowy, premier Rakowski wymógł ...".
29 październik 2018 : 11:34 x Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
-1 popieram
popieram
13 listopad 2018 : 12:53 adi Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 Z ekonomicznego punktu widzenia
dobrze by bylo, by czesc baranow popelnila samobojstwo. Ani to madre, ani to przydatne, lazi to po forach i mowi o ekonomiach.
29 październik 2018 : 20:08 Robert2 Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 czy na pewno polityka?
Autor decyzję Rakowskiego przedstawia jako typowo polityczną, bez racjonalnych argumentów ekonomicznych. Chyba nie była to jednak, tylko i wyłącznie "polityczna zemsta". Nic nie pisze się o stanie kontraktu ze Steną (wręcz przedstawia się to w artykule jako "sukces" Stoczni). O ile dobrze pamiętam, kontrakt ze Steną opiewał na 3 promy z opcją na kolejne 3. Ponieważ Stocznia porwała się na ten kontrak totalnie nieprzygotowana na takie wyzwanie, to ten pierwszy (i jak się okazało jedyny) prom był w momencie decyzji Rakowskiego opóźniony o ponad rok. Wobec braku stosownych aktów prawnych (w ówczesnym prawie nie było pojęcia upadłości przedsiębiorstwa) wszelkie konsekwencje i kary ponosiło państwo, nie Stocznia), decyzja Rakowskiego była próbą "wymigania się" od zapłaty kar umownych za wtopiony kontrakt.
29 październik 2018 : 06:54 GXV Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 prom
o ile pamiętam prom był budowany w Gdyni a nie w Gdańsku chyba że byłem nie w tym mieście
29 październik 2018 : 18:06 any Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+4 pamięć bywa zawodna
Owszem, kontrakt opiewał na 3 jednostki. Ponieważ Stocznia Lenina nie potrafiła sobie z tym poradzić, do akcji włączono Komunę Paryską ...
30 październik 2018 : 06:28 GXV Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 ale
zamówienie było na 4 statki
2 miały być zbudowane w Gdyni, dwa w Gdańsku
30 październik 2018 : 10:08 zubi Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 pewnie i tak było
Dokładnie nie wiem, bo minęło wiele lat a o rzeczach, które nas bezpośrednio nie dotyczą specjalnie się nie pamięta. Z resztą to czas w którym rozpoczęto przekształcenia w polskim przemyśle i poszczególne firmy zaczęły bardziej reglamentować informacje, które wcześniej w ramach Zjednoczenia były ogólnie dostępne.
31 październik 2018 : 13:01 GXV Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 kłopot z pamięcią
Słabo pamiętasz Gdańsk. W Gdańsku wybudowano 2 promy. Widać je było nawet z Alei Zwycięstwa przez kilka z lat 80-tych.
13 listopad 2018 : 13:03 adi Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+1 Ciekawy artykuł, ale...
Mimo niechęci do tamtego systemu trzeba jednak zauważyć 2 rzeczy: 1. Stocznia Gdańska w latach 80. była bankrutem, podobnie jak cała polska sterowana centralnie gospodarka, a to, że oddawała wtedy jeszcze statki niczego nie zmienia, bo była zadłużona. ZSRR w tym czasie nie płacił za te statki w pieniądzu, nie licząc tzw. rubli transferowych, które nie miały żadnej wartości, bo nie były normalną walutą. 2. Po drugie, Stocznia Gdańska nie należała niestety do stoczniowców, tylko do państwa, jak zresztą wszystkie zakłady pracy, więc państwo jakie było, takie było, ale jak najbardziej miało prawo ją zamknąć. Czy rzeczywiście chodziło tu "tylko" o doraźną politykę - to zadanie dla historyków. Wydaje mi się, że zamknięcie Stoczni Gdańskiej w 1988 roku do tej pory nie doczekało się rzetelnego opracowania, szczegółowo wyjaśniejącego przyczyny, a szkoda.
29 październik 2018 : 07:33 Stan Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+3 Jaka ekonomia?!!
Ekonomia nie miała tu nic do rzeczy, tylko polityka! Artykuł jest dobry. Nie ma się co oszukiwać, ani szukać "drugiego dna" i rzekomej "mądrości" Rakowskiego. Ludzie, czyście pogłupieli? Zapomnieliście o stanie wojennym? Stocznia Gdańska, kolebka Solidarności i mącicielka "ładu i porządku publicznego:" stała w poprzek ówczesnej władzy, reprezentowanej przez Rakowskiego i dlatego ją zamknięto. Koniec kropka. I to była hańba i trzeba rzeczy nazywać po imieniu, a nie gadać jakieś głupoty o ekonomii.
29 październik 2018 : 08:04 Hanys Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
-2 może jakieś argumenty ...
Na jakiej podstawie twierdzisz, że ekonomia nie miała tu nic do rzeczy? Jakieś argumenty na to, że masz rację. Co do tego miał stan wojenny zakończony kilka lat wcześniej, czemu nie zamknięto np. Stoczni Szczecińskiej im. A. Warskiego, czy szeregu kopalń
29 październik 2018 : 09:52 grzegorzp Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
-2 Hanys
znawca polskiego przemysłu stoczniowego i jego kondycji w latach 80-tych
29 październik 2018 : 10:30 alien3 Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+3 Premier
"Partyjny dygnitarz"? co za eufemizm, mówomy o PREMIERZE rządu Polski! To była decyzja Premiera Rządu, nie jakiegoś pomniejszego "dygnitarza". Polityki było w tym dużo, ale też wykorzystano kiepską sytuację stoczni która mocno "wtopiła" ze Steną. Stoczni w dobrej sytuacji ekonomicznej nikt by wtedy nie zamknął, bo dewiz brakowało, a stocznia mogła przynosić te dewizy.
29 październik 2018 : 08:36 Gryf Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+2 Partyjny dygnitarz...
dałby dobry bóg dzisiaj choć jednego tak inteligentnego partyjnego dygnitarza... ;)
29 październik 2018 : 09:33 Radiotirana Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1