Wczoraj strajk pracowników Stoczni Gdańskiej zawieszony został do poniedziałku. - Mamy dość, chcemy terminowej i normalnej pensji - mówili pracownicy.
Wiceprzewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" Karol Guzikiewicz wyjaśnił, że strajk został zawieszony "by nie złamać ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych". Dodał, że na nastroje wśród załogi wpłynęła także informacja podana przez portal trojmiasto.pl, według której zamknięcie stoczni jest przesądzone, a spory trwają wyłącznie nad formą, w jakiej należy o tym poinformować.
- Pracowników nie interesują spory między właścicielami stoczni - powiedział Guzikiewicz. - Chcą po prostu pracy i pieniędzy za nią.
Tymczasem wicepremier Piechociński chce, by rząd na najbliższym posiedzeniu zajął się sytuacją stoczni. Uważa, że to ukraiński inwestor doprowadził zakład do obecnej trudnej sytuacji finansowej.
Z kolei premier Donald Tusk zadeklarował stoczniowcom daleko idącą pomoc państwa. - Jeżeli stocznia zostanie postawiona w stan upadłości, to państwo wypłaci stoczniowcom zaległe wynagrodzenia i będzie szukać dla nich pracy - oświadczył.
Dodał jednak, że państwo "nie będzie bez końca dosypywać pieniędzy ukraińskiemu właścicielowi".
Według premiera, obecna kondycja stoczni to efekt wcześniejszych decyzji politycznych, nadzwyczaj silnej pozycji związków zawodowych i właściciela ukraińskiego. Zdaniem Tuska, decyzja o przewłaszczeniu stoczni była decyzją czysto polityczną nie opartą na jednoznacznym rachunku ekonomicznym.
fot. sxc.hu
źródło: Polskie Radio
