Rozmowa z Markiem Tałasiewiczem, współautorem książki Stocznia Szczecińska. Upadek.
- Czy nosi pan żałobę po stoczni szczecińskiej?
- Raczej ćmiący się żal, że zniknęła - w dużej mierze wskutek braku skrupułów moralnych, nieuctwa i złych intencji części tzw. klasy politycznej i zawodowych związkowców - największa i najlepiej rokująca organizacja gospodarcza na Pomorzu Zachodnim.
- Zanim powstała książka, był kontrowersyjny artykuł „Okradałem stocznię”. Padło w nim między innymi zdanie, że nie ma chyba człowieka, który może powiedzieć, że nie wyniósł ze stoczni najmniejszej śrubki. Jak dziś odpowiedziałby pan na taką prowokację?
- Tak samo: byli tacy, co nie kradli, choć wiem, że nie była to statystyczna większość...
- Wydanie książki o upadku stoczni zbiegło się z kampanią wyborczą. To dobrze, czy źle?
- Zapewne dla jednych jest to dobry zbieg okoliczności, dla drugich - raczej przykra niespodzianka. Zawsze jest jakaś kampania polityczna, a książka może być albo dobra, bo prawdziwa, albo tendencyjna i płytka. Nasza jest prawdziwa, choć pewnie mogłaby być lepsza...
- W książce można przeczytać szczere i osobiste wspomnienia z aresztu. Dlaczego zdecydował się pan na ich opublikowanie? Na ile więzienne losy Marka T. wiążą się z historią stoczni?
- Nie byłbym niesłusznie oskarżony i nie trafiłbym do kryminału, gdyby nie stocznia, a ponieważ ten areszt i wieloletnie szarganie mojego dobrego imienia w dużej mierze zrujnowały mi zdrowie i resztę życia, więc właśnie stocznia jest nieodłącznym tłem.
- Co jakiś czas pojawia się inicjatywa odbudowa dawnej „dużej" stoczni. To zresztą stały element każdej kampanii wyborczej. Wierzy pan, że to możliwe?
- Możliwości są zawsze; to kwestia, kto za to zapłaci i będzie stale wykładał - oby niepubliczną - kasę na utrzymanie takiego potiomkinowskiego bytu. Ja uważam, że powinno powstać coś jakościowo innego, pasującego do nowych wyzwań i potrzeb. Skansen, o który wojuje senator Zaremba, byłby tylko skansenem.
Rozmawiał Piotr BINIEK
{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Pytania o stocznię
09 września 2011 |
Źródło:
