Nie bez trudu matka chrzestna kpt. ż.w. Anna Wypych-Namiotko dokonała swojej powinności. Dopiero za piątą próbą butla szampana rozprysła się o burtę kontenerowca.
Organizatorzy chrztu kontenerowca spłatali figla filigranowej pani minister. Ceremonię zaplanowali niemal przy dziobie statku. Do burty było ładnych parę metrów. Na tyle dużo, by matce chrzestnej sprawić nie lada problem. Bardzo zdesperowana dopiero za piątym podejściem roztrzaskała szampana o burtę. Trudno się dziwić jej zdenerwowaniu. Marynarze są przesądni. Wierzą, że Neptun czuwa nad jednostkami, które chrzczone są za pierwszym razem.
To niejedyne potknięcie organizatorów.
Sobotnią ceremonię chrztu kontenerowca rozpoczęli z 10-minutowym wyprzedzeniem. Przez co spóźnił się między innymi poseł i lider SLD Grzegorz Napieralski z partyjnymi kolegami.
Chociaż przybyli przed czasem. Nowoczesna jednostka warta jest 150 mln zł. To ostatni statek zbudowany w zlikwidowanej Stoczni Szczecińskiej Nowa. Mógł trafić na żyletki.
– Przejęliśmy go w trakcie budowy, i w okresie globalnego kryzysu – przypomniał Wojciech Dąbrowski, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. Udało się znaleźć pieniądze na dokończenie budowy kontenerowca i z ewentualnej straty stworzyć bardzo interesujący projekt biznesowy.
Port Gdynia będzie zarabiać co najmniej przez najbliższe 20 lat.
Armatorem statku jest firma Pol Euro Linie Żeglugowe. Będzie go dzierżawić przez 10 lat. Armator posiada 3 własne jednostki. Firma należy do Agencji Rozwoju Przemysłu. Podobnie jak Aranda, będąca właścicielem kontenerowca. Została powołana przez Agencję właśnie w celu ukończenia budowy statku.
Ostatni raz statek w polskiej stoczni dla polskiego armatora zbudowano 12 lata temu. Był to masowiec Pilica, który zwodowano w Szczecińskiej Stoczni dla Polskiej Żeglugi Morskiej. Port Gdynia ma 220 m długości i ponad 32 m szerokości. Zanurzenie wynosi 12,15 m. Można na niego załadować 3100 kontenerów.
Silnik ma moc 26 270 kW.
– To dla nas przełomowy projekt – przyznał Patryk Michalak, prezes Szczecińskiej Stoczni Remontowej Gryfia, która dokończyła budowę statku. – Wbrew sceptycznym głosom co do przyszłości naszej firmy, pokazaliśmy, że umiemy działać w trudnych warunkach a załoga potrafi z sukcesem kończyć tak skomplikowane projekty.
Odzyskujemy wiarygodność. Prezes zapewnił nas, że firma nie ma problemów z płynnością. Pojawiają się nowe projekty od bardzo znaczących armatorów.
– Jesteśmy przygotowani także do budowy statków – dodał. – Przed firmą nowe szanse. Myślę, że odbudowa pozycji handlowej Gryfii to kwestia czasu.{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Chrzest kontenerowca: Szampana udało się rozbić... za piątym razem
23 maja 2011 |
