Stocznie, Statki
Walkę o odszkodowanie i zadośćuczynienie za szkody wywołane niesłusznym zatrzymaniem oraz tymczasowym aresztowaniem rozpoczęli we wtorek w sądzie eks prezesi Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA. A roszczenia sięgają setek tysięcy złotych.

W lipcu 2002 roku sąd ogłosił upadłość Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA. Członkowie zarządu zostali tymczasowo aresztowani. Śledztwo w ich sprawie prowadziła poznańska Prokuratura Apelacyjna, która oskarżyła ich o przekroczenie, w latach 1999-2001, uprawnień oraz niedopełnienie obowiązków. Mieli narazić spółkę na szkody w wysokości ponad 63 mln zł. Proces zarządu rozpoczął się w październiku 2004 roku. W kwietniu 2008 roku, szczeciński Sąd Okręgowy uniewinnił Krzysztofa Piotrowskiego, Ryszarda Kwidzińskiego, Grzegorza Huszcza, Zbigniewa Gąsiora, Andrzeja Żarnocha, Arkadiusza Goja i Marka Tałasiewicza od zarzucanych im czynów.

Prokuratura złożyła apelację od tego wyroku. W maju 2010 roku, eks prezesi prawomocnie zostali uznani za niewinnych. Prokuratura złożyła kasację od tego orzeczenia. W październiku Sąd Najwyższy oddalił ten wniosek. Sprawa została ostatecznie zakończona.

Byli prezesi zapowiadali wniesienie pozwów o odszkodowanie i zadośćuczynienie za szkody wywołane niesłusznym zatrzymaniem oraz tymczasowym aresztowaniem. Złożyli je w ubiegłym roku.

We wtorek, w szczecińskim Sądzie Okręgowym, zeznaniami byłego wiceprezesa (aktualnie przewodniczącego sejmiku województwa) Marka Tałasiewicza, rozpoczął się proces w tej sprawie. Żąda on kilkudziesięciu tysięcy złotych.

- W chwili aresztowania miałem zapewnioną pracę m.in. jako wykładowca akademicki. Po opuszczeniu aresztu przez kilka miesięcy przebywałem w szpitalach. Dopiero kiedy poprawił się mój stan, mogłem podjąć pracę na uczelni. Ale w ograniczonym zakresie - mówił Tałasiewicz.

Aresztowanie zniszczyło cały jego dotychczasowy dorobek.

- Wcześniej uznawany byłem za człowieka honoru, godnego zaufania, rzetelnego, cieszącego się powszechnym szacunkiem. I nagle okazałem się złodziejem i malwersantem. Taką opinię kształtowały m.in. media oraz publiczne wypowiedzi niektórych polityków. Np. kiedy prosiłem o osobiste poręczenie byłego marszałka Płażyńskiego. Wtedy, aktualny senator Zaremba mówił, że marszałek nie będzie się zajmował złodziejami. W podobnym tonie wypowiadali się ministrowie Janik i Piechota oraz ówczesna posłanka Elżbieta Romero. Cytowały to gazety a ja długo nie mogłem znaleźć pracy. Przez prawie 10 lat starałem się odbudować mój autorytet. Po części się to udało. Świadczyć o tym może wynik jaki osiągnąłem w wyborach samorządowych, kiedy zdobyłem najwięcej głosów. Ale te lata są dla mnie stracone - opowiadał Tałasiewicz.

Po nim jako świadek wystąpił były prezes stoczniowego holdingu Krzysztof Piotrowski, który swoje roszczenia wyliczył na 1,4 mln zł. To odszkodowanie m.in. za utracone pobory od 2002 roku do zakończenia procesu karnego oraz zadośćuczynienie.

- Dzięki podstępnym działaniom ministra Piechoty zostałem zdjęty ze stanowiska. Moim zdaniem ta decyzja i aresztowanie wiążą się ze sobą. Po opuszczeniu aresztu nie mogłem wyjechać za granicę i tam szukać pracy. Bano się zatrudnić kogoś z zarzutami o malwersację. Fakt aresztowania uniemożliwiał znalezienie pracy - stwierdził Piotrowski.


D. Staniewski{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter