Komisja Europejska wydłuża termin sprzedaży stoczni.
Na wniosek polskiego rządu unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zgodziła się na wydłużenie terminu sprzedaży majątku polskich stoczni nie określając jego ostatecznej daty. To wielki ukłon w stronę Polski, bo to na podstawie jej decyzji przemysł stoczniowy w Szczecinie i Gdyni przestał istnieć. Dała szansę rządowi na przeprowadzenie ponownego przetargu na sprzedaż majątku. Jednak premier Donald Tusk we wtorek stwierdził, że nie widzi wielkich szans na to, by w zlikwidowanych stoczniach przywrócić produkcję statków. A tego domagają się zwolnieni stoczniowcy.
W liście do polskiego rządu Kroes poinformowała o swojej decyzji. Zastrzegła, że będzie domagała się miesięcznych raportów o przebiegu procesu prywatyzacji. Jak napisała KE, zastrzega sobie również prawo do wszczęcia kroków prawnych przeciwko Polsce przed Trybunałem Sprawiedliwości, jeśli polskie władze nie doprowadzą do efektywnego wdrożenia decyzji z listopada 2008 r. przewidującej sprzedaż aktywów stoczni w drodze specjalnej procedury uzgodnionej z polskim rządem, zapisanej w tzw. specustawie stoczniowej. Zapisano tam, że jedynym kryterium była cena, bez zobowiązania inwestorów utrzymania produkcji oraz zachowania miejsc pracy.
Kroes napisała w dokumencie, że „zakończenie sprzedaży aktywów w najkrótszym możliwym terminie” leży w interesie pracowników czekających na wznowienie działalności gospodarczej. Przypomniała, że przetargi muszą mieć charakter otwarty, przejrzysty i niedyskryminacyjny, a sprzedaż nie może prowadzić do zakłócenia konkurencji na rynku.
Decyzja KE umożliwia rozpoczęcie procedury ogłoszenia owego przetargu na sprzedaż majątku stoczni. Jednak – co podkreślił Tusk – jeśli stoczni nie kupią inwestorzy katarscy to znalezienie kogoś chętnego na zakup majątku, by kontynuować działalność stoczniową, jest niemożliwe.
Jak powiedział nam szef OPZZ stoczni Gdynia Jan Gumiński, decyzję komisji przyjęto w stoczni z zadowoleniem. – Jest decyzja pozwalająca na przeprowadzenie kolejnego przetargu i liczymy na to, że tym razem skutecznego – stwierdził. Podkreślił, że związki chcą, by inwestor kupił główną roboczą część stoczni, aby móc kontynuować budowę statków. – Piłeczka jest teraz po stronie rządu – dodał.
Grad odpowiada Iwińskiemu
W odpowiedzi na interpelację Tadeusza Iwińskiego (SLD) o los stoczni i powiązaniu transakcji z innymi interesami z rządem Kataru Grad odpowiedział, że warunki postawione przez KE wobec likwidacji stoczni wykluczyły możliwość stawiania innych warunków przyszłemu inwestorowi niż wysokość zaoferowanej ceny. Grad przyznaje, że problemy inwestora doprowadziły do fiaska transakcji. Jednocześnie zaprzeczył powiązaniu kupna stoczni z kontraktem na katarski skroplony gaz. Zapewnił, że umowa na LNG jest zdeterminowana budową terminalu LNG w Świnoujściu i pozwoli na dywersyfikację dostaw gazu, co wzmocni naszą pozycję negocjacyjną z innymi dostawcami. A formuła cenowa jest określana w każdej umowie odrębnie, lecz ze względu na tajemnicę handlową nie zostanie ujawniona. Wiadomo, że w ramach kontraktu za gaz zapłacimy więcej niż na wolnym rynku.
{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Szansa na kolejny przetarg
10 września 2009 |
