- Aleksander Grad pozostaje na stanowisku ministra skarbu - powiedział premier po posiedzeniu rządu, przepraszając za wcześniejsze zapowiedzi dymisji ministra.
Tłumaczył, że po analizie dokumentów nie doszukał się argumentów przemawiających za dymisją. Według premiera, sprzedaż stoczni okazała się niewykonalna w obecnej sytuacji gospodarczej.
- Nie chcę, żeby ten chocholi taniec trwał dalej i tak się będzie kolejne miesiące udawało przed samymi sobą, że lada dzień ruszy znowu na masową skalę produkcja stoczniowa, bo nie ruszy - stwierdził, jak podało radio RMF, Tusk.
Dodał, że błędem było rzucanie obietnic, iż inwestor z Kataru zagwarantuje produkcję stoczniową.
- To kompromitacja premiera, który po raz kolejny złamał słowo - podkreśla Jacek Kurski, europoseł PiS. - Zresztą nie pierwsza. Nieudolne negocjacje z Komisją Europejską, beznadziejna specustawa, de facto likwidująca stocznie. Uwikłaniem się w rozmowy z niewiarygodnym inwestorem powinien zająć się Trybunał Stanu. Wciskano ludziom kit, że ze stoczniami będzie OK, a został nam tylko niekorzystny kontrakt na dostawy gazu.
- To żadna kompromitacja - broni premiera Tadeusz Aziewicz, poseł PO. - Premier merytorycznie wytłumaczył się ze zmiany swoich wcześniejszych zapowiedzi. Tak to bywa, że po dogłębnej analizie zmianie ulega postrzeganie problemu. Minister zrobił co mógł, aby stocznie sprzedać, ale okazało się to niemożliwe. Najważniejsze jest podejmowanie dobrych decyzji, a decyzja premiera o pozostawieniu ministra Grada na stanowisku jest dobra.
Czy premier i minister Grad ostatecznie uznali, że to koniec budowy statków w Gdyni i Szczecinie? Dwa tygodnie temu resort skarbu wysłał do Komisji Europejskiej prośbę o dodatkowy czas na przeprowadzenie jeszcze jednej próby sprzedaży stoczni.
Komisja Europejska, a konkretnie komisarz Neelie Kroes wczoraj zgodę dała. Nie określiła jednoznacznie, ile polski rząd dostał czasu. Resort skarbu przewiduje, że stocznie mają zostać sprzedane w całości lub w kawałkach.
- Na przeprowadzenie transakcji dajemy sobie czas do końca roku - powiedział Maciej Wewiór, rzecznik prasowy resortu skarbu.
Na taką decyzję Brukseli liczyli byli stoczniowcy z Gdyni i Szczecina, którzy wczoraj wiecowali w Stoczni Gdynia. Niewielu ich było, bo tylko około 200. Na rządzie nie zostawili jednak suchej nitki. Niektórzy, bez ogródek mówili, że rząd nie zasługuje na nic innego jak słowo "spier...", przytaczając zresztą słowa wypowiedziane przez minister pracy do jednego ze swoich rządowych kolegów. Domagali się głowy ministra Grada, a nawet dymisji samego premiera.
- Już w lipcu zorientowaliśmy się, że ktoś nas zaczyna oszukiwać - stwierdził wprost Jan Gumiński, szef Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w Stoczni Gdynia. - Premier Tusk powinien zdymisjonować ministra Grada, tak jak to zapowiadał. Jest posiedzenie rządu, jest dobra okazja, żeby dotrzymać słowa.
- Grad i Tusk za to odpowiadają. Jeden i drugi powinien odejść - mówił Zbigniew Ewertowski, 34 lata przepracował w gdyńskiej stoczni. - Tyle lat stocznie funkcjonowały, a teraz czeka je prawdopodobnie upadłość.
- Musimy nauczyć się żądać, nie prosić, bo nasze prośby są nieskuteczne - nawoływał Krzysztof Dośla, szef Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność. - Nie można sprzedać stoczni, to trzeba je zlikwidować. Taka jest polityka rządu! Nie możemy na to pozwolić.
- Na komisji trójstronnej zapytaliśmy się, jakie są plany wobec stoczni - opowiadał Jan Guz, przewodniczący OPZZ. - Pomimo obecności dwóch wiceministrów, nie uzyskaliśmy odpowiedzi nawet na najprostsze pytania. Rząd nie ma żadnego pomysłu dla stoczni.
18 września stoczniowcy z Gdyni jadą do Szczecina, aby wspólnie walczyć o stocznie.
- Nasze protesty powinniśmy zaostrzyć - zapowiedział na wiecu Jan Guz. - Musimy pojechać do Warszawy. Mamy kilka pomysłów, jak zwrócić na siebie uwagę.
Specustawa
Komisja Europejska dała rządowi dodatkowy czas na sprzedaż stoczni.
Ministerstwo Skarbu zamierza przeprowadzić kolejny przetarg na sprzedaż stoczniowego majątku i pozyskanie inwestora.
Do Komisji Europejskiej list wysłały także związki zawodowe. Oczekują zgody na przedłużenie o pół roku okresu obowiązywania specustawy stoczniowej. Obowiązuje ona tylko do końca roku. Argumentują, że już w listopadzie wypłacone zostaną ostatnie miesięczne świadczenia, stoczni nie uda się do tego czasu sprzedać i ok. 8 tys. ludzi pozostanie bez środków na utrzymanie. Na dodatkowe pieniądze nie mają co liczyć. Stanowisko rządu, który ma decydujący głos w tej sprawie, jest jednoznaczne. Pięniędzy na dodatkowe odprawy nie będzie. Program dobrowolnych odejść w stoczni w Gdyni i Szczecinie kosztował do tej pory 500 mln zł.
Jacek Klein{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Gdyńscy i szczecińscy stoczniowcy wiecują
09 września 2009 |
Źródło:
