Konsorcjum DGA i Workservice żądało od Stoczni Gdańsk pieniędzy za możliwość zatrudnienia przez gdański zakład zwalnianych stoczniowców z Gdyni. Chodziło o kwotę od jednej do dwóch średnich pensji za głowę.
Problem w tym, że takich pieniędzy konsorcjum nie mogło żądać od żadnego z pracodawców chcących zatrudnić zwalnianych pracowników Stoczni Gdynia. Konsorcjum DGA i Workservice dostało bowiem w lutym tego roku kontrakt opiewający na ok. 50 milionów. Za te pieniądze miało właśnie zorganizować doradztwo zawodowe, szkolenia oraz poszukiwać pracy dla zwalnianych z gdyńskiej stoczni pracowników.
Całą sprawę ujawnił na posiedzeniu wojewódzkiej komisji dialogu społecznego dyrektor ds. restrukturyzacji stoczni Gdańsk, Arkadiusz Aszyk. Powiedział, że na początku tego roku jego zakład chciał zatrudnić 100 spawaczy.
- W tym celu dyrektor ds. spraw zatrudnienia zwróciła się do firmy Workservice - mówił Aszyk. - W odpowiedzi dostaliśmy informację, że jest to możliwe jednak za dodatkową opłatą.
Chodziło o równowartość jednej średniej pensji za każdego zatrudnionego spawacza, czyli ok 2,5 tys. złotych
Informacje te potwierdzają też związkowcy z Gdańska. Jednak twierdzą, że opłata była dwukrotnie wyższa.
- Słyszałem, że chodziło o równowartość dwóch pensji za każdego zatrudnionego - mówi Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" w Stoczni Gdańsk. - Nie można tego inaczej nazwać jak haracz.
Andrzej Głowacki, prezes DGA SA twierdzi, że nic nie wie o jakichkolwiek dodatkowych opłatach za możliwość zatrudniania zwalnianych stoczniowców.
- O jakimkolwiek haraczu nic mi nie wiadomo. Konsorcjum nie mogło go żądać. - twierdzi Głowacki. -
Tak jak na spotkaniu u pomorskiego wojewody referowała wiceminister pracy pani Czesława Ostrowska owszem pod koniec ub. roku firma WorkService mogła podjąć działania w celu znalezienia pracy w Gdańsku dla gdyńskich stoczniowców. Działała wtedy jako firma doradcza nie związana umową o programie zwolnień monitorowanych. Z mojej wiedzy wynika, że po podpisaniu umowy nie było żadnych żądań haraczu.
- O sprawie dowiedzieliśmy się nie pod koniec ubiegłego roku, ale w tym samym czasie kiedy wybuchła 'afera Misiak", czyli w marcu 2009 - odpowiada Karol Guzikiewicz. - Sam mówiłem o tym głośno na jednym ze spotkań w sprawie stoczni jakie odbyło się w Sejmie.
DGA poprosiła przedstawicieli zarządu Stoczni Gdańsk o zweryfikowanie tej informacji. Jeśli jednak zarzuty się potwierdzą będzie to kolejny skandal wokół sprzedaży Stoczni Gdynia. W marcu tego roku na jaw wyszło, że senator PO, Tomasz Misiak był przewodniczącym komisji gospodarki narodowej i czynnie uczestniczył w pracach nad specustawą stoczniową. Jednocześnie senator był współwłaścicielem firmy Workservice. W lutym Agencja Rozwoju Przemysłu do realizacji usługi szkoleniowo-doradczej wybrała m.in firmę senatora Misiaka. Wszystko odbyło się bez przetargu.
R.Kiewlicz, J.Klein{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Haracz za pracę dla stoczniowców?
18 czerwca 2009 |
Źródło:
