
Plyca odpływa ze Szczecina
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
205-metrowa "Plyca" rzuciła cumy o 13.45. Pomalowany na biało statek popłynął w dziewiczy rejs do Lubeki. Negocjacje cenowe z holenderskim armatorem Spliethoff, który zbudował w Szczecinie w sumie sześć identycznych jednostek typu con-ro, trwały jeszcze w ubiegłym tygodniu. Armator zamówił w SSN jeszcze siódmy taki statek, ale stoczni udało się zbudować tylko kilka sekcji.
Kilka dni temu ubezpieczająca kontrakt Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (spółka skarbu państwa) zwróciła Holendrowi zaliczkę, za jaką SSN wykonała część statku.
"Plyca" będzie pływać w północnej części Europy. To jedna z najbardziej udanych konstrukcji SSN. Może transportować zarówno kontenery, jak i ładunki wjeżdżające na samochodach.
Stoczniowcy mają pracę jeszcze do piątku, kiedy zdadzą rosyjskiemu armatorowi kontenerowiec "Fesco Vladimir". Potem 1200 ostatnich stoczniowców zostanie zwolnionych.
Trwają jednak intensywne poszukiwania 80 fachowców, którzy zajmą się konserwowaniem i zabezpieczeniem przed zniszczeniem majątku zakładu. O tym problemie pisaliśmy w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej" [w artykule "Specbubel stoczniowy" - przyp. red.]. Bez grupy stoczniowców infrastruktura zakładu rozleci się, zanim zdąży ją przejąć nowy właściciel. Stoczniowcy nie palą się jednak do pozostania w firmie, bo stracą wówczas prawo do półrocznych szkoleń i wynagrodzenia w wysokości 1,8 tys. zł netto miesięcznie.
- Właśnie dostałem telefon z uprzejmą prośbą, żebym przyszedł w sobotę do stoczni i podpisał umowę o pracę na dwa miesiące - mówi "Gazecie" jeden z "niezbędnych". - To był ktoś z Agencji Rozwoju Przemysłu. Przekonywał, że na tym na pewno nie stracę. Słyszałem, od innego "niezbędnego" kolegi, że niezależnie jak długo będziemy dozorować stoczniowy majątek, dostaniemy 1800 zł razy sześć.
Sprawa załogi, która utrzyma w sprawności urządzenia, musi być załatwiona do końca tygodnia. Innym - mniejszym - problemem jest zorganizowanie ochrony terenu stoczni.
akr{jathumbnail off}
