Stocznie, Statki
Utrzymanie silnego ośrodka przemysłu na północno-zachodnich rubieżach naszego kraju to coś więcej niż nakaz chwili. To wymóg polskiej racji stanu - pisze Joachim Brudziński, szczeciński poseł, przewodniczący Zarządu Głównego PiS

Joachim Brudziński
Joachim Brudziński
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG

Zgadzam się z Prezydentem Piotrem Krzystkiem, który na łamach "Gazety Wyborczej" pisał we wtorek, że "szczecinianie są wygłodniali sukcesu tu i teraz". Też chcę, żeby Szczecin odniósł sukces. Musi być on wynikiem czegoś w rodzaju "umowy społecznej". Umowy obejmującej różne środowiska społeczne, zawodowe, gospodarcze, polityczne naszego miasta. Musi być w zgodzie z oczekiwaniami mieszkańców, a nie wbrew nim.

***

Arcybiskup Andrzej Dzięga, metropolita Kamieńsko-Szczeciński, swoją homilią wywołał nas do refleksji nad przyszłością naszego miasta. Intelektualna odwaga pasterza naszej diecezji, który nie waha się stanąć po stronie ludzi pracy, stawia nas polityków zarówno szczebla krajowego jak i samorządowego przed koniecznością odpowiedzi na najważniejsze dzisiaj pytanie o przyszłość naszego miasta. Refleksja ta jest szczególnie konieczna w momencie kiedy ważą się losy Stoczni Szczecińskiej. Wraz z jej losami decyduje się los nie tylko Szczecina, ale także wielu jego mieszkańców. Ksiądz Arcybiskup zadał fundamentalne pytania: Czy Szczecin tak naprawdę chce być jeszcze miastem stoczni? Czy Szczecin chce być miastem portu morskiego?

Jako polityk wybrany do polskiego Sejmu z tej ziemi, ale także mieszkaniec Szczecina czuje się w obowiązku odpowiedzieć na te pytania. Dlatego też chciałbym podziękować redaktorowi Wojciechowi Jachimowi za umożliwienie mi odniesienia się do tych pytań, a przede wszystkim za podjecie tego tematu na łamach kierowanej przez Niego szczecińskiej "Gazety Wyborczej".

Pytania zadane przez Księdza Arcybiskupa w znacznej mierze można streścić w pytaniu o to czy Szczecin ma być nadal miastem silnego przemysłu okrętowego. Mówiąc wprost co dalej ze Stocznia Szczecińską? Czy nowy inwestor zapewni zachowanie dotychczasowego zakładu pracy? Nam wypada mieć nadzieje, że tak. Bo odpowiedź na pytanie o los stoczni Szczecińskiej, to nie tylko odpowiedź o losy jej pracowników i ich rodzin. To nie tylko odpowiedź na pytanie o losy kooperujących ze stocznią firm. To przede wszystkim odpowiedź na pytanie jakim miastem ma być Szczecin. Słusznie ksiądz arcybiskup pyta czy Szczecin z koncepcją tzw. pływających ogrodów ma być nowymi Mikołajkami? Wizja pływających ogrodów jest miła dla ucha i przyjemna dla oka. Ale czy na pewno jest na miarę ambicji Szczecina? Czy pomysł, który mógłby być jedną z atrakcji Szczecina, jedną z wielu, ma być pomysłem na pustkę po stoczni? Nie mam nic przeciwko tej koncepcji, gdyby zakładała ona, że obok filaru jakim pozostaje przemysł stoczniowy szukamy dodatkowych pomysłów na rozwój i miejsca pracy. Koncepcja ta może być tylko dodatkiem, ale nie alternatywą dla przemysłu stoczniowego. Alternatywą nie jest także zachowanie stoczni jako producenta jachtów czy żaglówek. Przemysł stoczniowy wielu kojarzy się z siermiężnym socjalizmem. Tymczasem jest odwrotnie. To właśnie przemysł stoczniowy oparty jest na najnowszych technologiach. Budowa statku to nie produkcja kajaków. Budowane dzisiaj statki, także te wypływające ze Stoczni Szczecińskiej, to produkty nafaszerowane elektroniką i wymagające kunsztu, precyzji i wyrafinowanej myśli technologicznej. Warto to przypomnieć, bo czytając teksty red. Jachima i prezydenta Krzystka, odnosi się wrażenie, że stocznia kojarzy im się li tylko z "perelelowską" siermiężnością. Wizja ta ma się nijak do uznania na światowych rynkach żeglugowych i wśród armatorów z całego świata jakim cieszą się statki budowane w ostatnim dwudziestoleciu, tutaj w Szczecinie. Absolutnie nie zgadzam się z opinia Pana redaktora Jachima, że jedyna przesłanką do kontynuacji prac w Stoczni Szczecińskiej powinien być tylko i wyłącznie zysk. Szczególnie w czasie kryzysu kraje takie jak Francja czy Niemcy znajdują wiele sposobów na to aby obchodząc unijne przepisy dotować swoje stocznie. Są na to różne sposoby a to w formie dotacji kierowanych do armatorów zamawiających statki w danej stoczni (Niemcy) a to w formie korzystania z unijnych programów operacyjnych takich jak Innowacyjna Gospodarka (Francja). Ten akurat sposób jest również niezwykle atrakcyjny dla miejscowych uniwersytetów czy ośrodków badawczych kooperujących ze stoczniami. We wspomnianych krajach oczywistym jest, że doktrynalne kierowanie się zasadami czystego zysku może narobić nieodwracalnych szkód w całych dziedzinach gospodarki. Koszta społeczne związane z upadkiem dużych zakładów pracy wielokrotnie przewyższają koszta pomocy kierowanej dla podtrzymania procesów technologicznych i utrzymania miejsc pracy. Dla przypomnienia podam, iż upadek stoczni to nie tylko likwidacja 4 tys. miejsc w samej stoczni. To również niebezpieczeństwo pozbawienia pracy dla około 80 tys. ludzi pracujący w przemyśle około stoczniowym. Upadek jednej tylko stoczni powoduje olbrzymie kłopoty, poczynając od kopalń i hut, poprzez Zakłady Cegielskiego w Poznaniu, na wielo tysięcznej rzeszy małych i średnich przedsiębiorcach (pozostawionych samym sobie z niezapłaconymi rachunkami upadłej stoczni) kończąc.

***

Szczecin to miasto 400-tysięczne, chociażby z tego względu nie da się zrobić tutaj drugich Mikołajek, które liczą niespełna 4 tysiące mieszkańców. Oczywiście nikt rozsądny, komu na sercu leży dobro Szczecina i jego mieszkańców nie będzie przeciwny pomysłom, które służą miastu. Ale pomysły te muszą uwzględniać miejsce Szczecina na mapie Polski, jego tradycje, jego ambicje i aspiracje. Muszą być realistyczne nie minimalistyczne. Czy aby na pewno pomysł zastąpienia przemysłu stoczniowego pływającymi ogrodami jest pomysłem na miarę Szczecina naszych marzeń i ambicji. Oczywiście trzeba maksymalnie wykorzystać walory turystyczne miasta. Turystyka może być źródłem miejsc pracy, ale czy może być wizytówką Szczecina? Czy pływające ogrody to rozwiązanie gwarantujące rozwój miasta? Wątpię. A moje wątpliwości wynikają z analizy rzeczywistości. Dlaczego dzisiaj snuje się wizje pływających ogrodów, skoro nie potrafimy wykorzystać tego niesamowitego potencjału turystycznego którym jest Park Krajobrazowy Doliny Dolnej Odry. Ten park to nic innego jak pływający ogród dany nam przez naturę . Czy należycie wykorzystany?

Naszym atutem jest położenie Szczecina. Bliskość do morza. Niedaleko do Berlina, do którego można dotrzeć przecież nie tylko lądem, ale także szlakami wodnymi. Jeśli dodamy do tego jezioro Dąbie to z umiejętnego wykorzystania geografii możemy czerpać jako miasto duże profity. Także pływające ogrody, pod warunkiem, że umiejętnie wkomponowane w tkankę miasta, mogą sprzyjać promocji miasta.

Ma racje redaktor Wojciech Jachim pisząc, że nic nie jest wieczne. Dowodem tego chociażby historia takich miast jak hiszpańskie Bilbao czy szwedzkie Malmoe, które dokonały istotnych przeobrażeń. Ale chociażby ze względu na klimat drugiego Bilbao tutaj nie zbudujemy, a Polska nie jest niestety bogatą Szwecją, którą stać było na przeobrażenie Malmoe. Zresztą sam redaktor Jachim pisze, że zmiany w obu miastach udały się bo przeprowadzono je błyskawicznie i w dużej skali. Dodać trzeba, że przy niemałych nakładach. Czy w dobie kryzysu będzie to możliwe? Czy pływające ogrody mogą zastąpić światowej sławy muzeum Guggenheima (Bilbao) czy prestiżowy Światowy Uniwersytet Morski (Malmoe)? Raczej nie. A to tylko część z kompleksu usług turystycznych, kulturalnych, nowych technologii, z których znane są oba miasta. Pływające ogrody wyglądają tu skromnie i minimalistycznie. Zresztą jak Szczecin miałby rywalizować z Muzeum Guggenheima skoro dotąd nie potrafiono zrealizować koncepcji Muzeum Morskiego.

***

Światełkiem w tunelu jest pojawienie się inwestora w stoczni. Ale jak to zawsze bywa z takim światłem może być ono złudzeniem i imaginacją zagubionych w czeluściach ciemnego tunelu, którzy wypatrują z nadzieją wyjścia. Mało wiemy o nowym inwestorze. Stąd nadzieja miesza się z pytaniami? Czy zapewni miejsca pracy dla zwolnionych stoczniowców? Ile miejsc pracy utworzy? Czas pokaże na ile firma, która zakupiła majątek postoczniowy zrealizuje swoje deklaracje o chęci kontynuowania dalszej produkcji stoczniowej.

Problem Szczecina to nie tylko stocznia. To także problemy Zakładu Chemicznego Police (straty jakie poniosły w pierwszym kwartale tego roku ZCH Police to ok. 175 mln. zł już przewyższają kwotę uzyskaną ze sprzedaży Stoczni Szczecińskiej). Nie można zapomnieć o torze wodnym Szczecin-Świnoujście. Jego dalsze wypłycenie spowoduje że port szczeciński pozostanie morskim tylko w nazwie. Już dzisiaj ruch na torze jest jednostronny, a każde wpłyniecie większego statku powoduje niepokój oficerów dyżurnych obydwu kapitanatów zarówno w Szczecinie, jak i w Świnoujściu. Z punktu widzenia interesów całego naszego wybrzeża decyzja obecnego premiera o likwidacji Ministerstwa Gospodarki Morskiej była ze wszech miar chybiona. Ustanowienie osobą odpowiedzialną za gospodarkę morską jednego z dziewięciu wiceministrów w Ministerstwie Infrastruktury spowodowało, że z takimi problemami jak ten dotyczący braku środków na funkcjonowanie administracji morskiej i utrzymanie szlaków żeglugowych będziemy niestety borykać się w każdym roku budżetowym.

Jasnym punktem na przemysłowej mapie naszego miasta jest niewątpliwie Polska Żegluga Morska, nasz ostatni tak duży narodowy armator. Dla wielu doktrynalnych zwolenników prywatyzacji za wszelka cenę, solą w oku jest fakt, iż PŻM pozostaje przedsiębiorstwem państwowym i pomimo bessy na rynku trwa, a nawet odnawia i odbudowuje swoją flotę. PŻM to uznana na globalna marka jednego z największych na świecie armatorów dalece niewykorzystana dla promocji naszego miast

***

Uważam, że najważniejszym z elementów budowy potencjału oraz dalszego rozwoju naszego miasta powinny być nasze uczelnie. Szczecin może i musi być prężnym ośrodkiem akademickim. Już dzisiaj naszą dumą jest Uniwersytet Szczeciński, Pomorska Akademia Medyczna, nowo powołany Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny, Akademia Morska. Jestem dumny, że jako student uczestniczyłam w wykładach znakomitego naukowca, twórcy szczecińskiej szkoły socjologii morskiej prof. Ludwika Janiszewskiego. Zaszczytem dla mnie jest fakt, że akademickim promotorem mojej pracy magisterskiej (oraz nieukończonego niestety cały czas doktoratu na temat żeglugi i gospodarki morskiej na Pomorzu Zachodnim) jest znakomity historyk i politolog prof. zw. dr hab. Wiesław Burger, wieloletni wykładowca Wyższej Szkoły Morskiej oraz Instytutu Politologii Uniwersytetu Szczecińskiego.

Jestem gorącym zwolennikiem połączenia naszych uczelni w jeden wielki Uniwersytet Szczeciński. Wierzę głęboko, że poszczególne Senaty naszych uczelni podejmą w niedługim czasie tę strategiczną z punktu widzenia interesów naszego miasta decyzję.

Również w tym kontekście upadek strategicznych zakładów takich jak stocznia czy ZCh Police, miałby także konsekwencje dla świata akademickiego. Po co kształcić specjalistów w bardzo skomplikowanych dziedzinach, skoro na miejscu nie ma dla nich pracy w zawodzie?

***

Dzisiaj Szczecinem, jak i Polską rządzi Platforma Obywatelska. Włodarze miasta mają ten komfort, że wywodzą się z ugrupowania z którego wywodzi się premier obecnego rządu. Nie powinno więc być problemu z ustaleniem wspólnej wizji Szczecina. Tylko wizja ta musi być w sposób czytelny i bez żadnych PR-owskich chwytów przedstawiona Szczecinianom. Słusznie zauważa Ksiądz Arcybiskup w swojej homilii: "I ta dyskusja się tutaj rozpocząć powinna. Po co? Po to by prawda była znana publiczne. Jeśli jest tragiczna, jeśli coś już jest w beznadziejnym stanie to też ma to być powiedziane publicznie. A jeśli jest nadzieja, to wszyscy od których() ta nadzieja zależy, czy się rozwinie, czy zaowocuje, powinni się jej uchwycić i mówić jednym głosem."

To powinno być nasze credo bez względu na barwy partyjne.

Myślę, że spójna strategia rozwoju Szczecina, uwzględniająca wiele aspektów: geograficznych, społecznych, ekonomicznych, historycznych może pogodzić i morskość Szczecina i nowe pomysły. Nic nie stoi na przeszkodzie by w Szczecinie obok firm nowych technologii, usług finansowych, turystyki istniała prężna stocznia i Port.

Szczecin ma w sobie ogromny potencjał. To także potencjał całego regionu. Szczecin może umiejętnie wykorzystywać walory pobliskich miasta. Z pożytkiem dla siebie jak i dla nich i całego regionu. W dyskusjach nad przyszłością miast powinniśmy wyjść założenia, że zależy nam na jego pomyślności. Na pomyślności Szczecinian.

Patrząc na Szczecin z perspektywy jego mieszkańców nie powinniśmy tracić z oczu szerszego kontekstu. Bo Szczecin to bardzo ważne miasto z perspektywy całej naszej Ojczyzny. Tutaj na północno-zachodnich rubieżach utrzymanie silnego ośrodka przemysłu to coś więcej niż nakaz chwili. To wymóg polskiej racji stanu. Słowo to dzisiaj nie jest modne nad Wisłą i Odrą. Ale nad Renem i Szprewą, Tamizą czy Sekwaną nie jest kwestią mody, ale codziennego działania. Często bez oglądania się na Traktaty, Komisję Europejską i inne argumenty, które nam zamykają usta.

Polska racja stanu wymaga także tego by Szczecin nie był odwrócony do Warszawy. Są problemy, których bez pomocy państwa, bez dużych nakładów pieniężnych, żadne władze miasta same nie rozwiążą. Problemy komunikacyjne z resztą Polski mogą rozwiązać środki unijne. Tutaj energiczne działania rządu są czymś więcej niż tylko obowiązkiem.

Pamiętam jak na jednym spotkań na Podlasiu premier Jarosław Kaczyński tłumaczył mieszkańcom Siemiatycz jak ważna jest droga S 3. Będąc na Podlasiu pamiętał o sprawach ważnych dla Szczecina, bo ważne są w aspekcie spójności naszego państwa. Spójności której pod wieloma względami, także tymi podstawowymi, to jest komunikacyjnymi, nam brakuje.

Słusznie wspomina Jego Ekscelencja słowa Prymasa Tysiąclecia o darze Bożej Opatrzności, jakim był powrót polskiego Narodu na te ziemie. Ten dar nie może zostać zmarnowany. Pokolenie dzieci i młodzieży musi odnaleźć swoje miejsce tutaj. Muszą czuć, że to jest ich miejsce na ziemi, że tutaj mogą czuć się dobrze.

Jaka jest przyszłość Szczecina?

To temat dyskusji, do której wezwał 10 maja, podczas mszy w intencji robotników, abp Andrzej Dzięga. Na naszych łamach opublikowaliśmy już opinie na ten temat redaktora naczelnego "Gazety" w Szczecinie Wojciecha Jachima, prezydenta miasta Piotra Krzystka i marszałka Władysława Husejki. W piątek - przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski.



Joachim Brudziński
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter