
Jeśli z kolegami pojedzie autokarem do Brukseli (a każdemu płaci podobno sto złotych za dzień demonstracji, plus podróż za darmo) i spali opony na placu Schumanna, to wreszcie zmęczona Europa dowie się, gdzie się wszystko zaczęło! I to on, a nie młodzież z kilku postkomuni- stycznych krajów, zgromadzona przez ojca Ziębę, przewróci kostki domina, aż Europejczykom szczęki opadną.
Na razie opadają gdańszczanom, którym zepsuł już uroczystość. Gdy stało się tak, jak Guzikiewicz - za namową polityków - (Z jakiej partii? Zgadnij Koteczku - jak pisał Kisiel) postanowił: uroczystości polityczne przeniesione zostały do Krakowa, a do stoczni przyjedzie pan prezydent z bratem, nagle okazało się, że manifestacja związkowców odbędzie się w Katowicach! Fiku miku i po krzyku. W Gdańsku natomiast pan prezydent z bratem i Guzikiewiczem wezmą udział we mszy świętej pod Trzema Krzyżami. Po mszy odbędzie się pokojowy wiec Solidarności. A gdzie Lech Wałęsa?
- Nawet krowa wygrałaby dzięki zdjęciu z Wałęsą - mówił elegancko po wyborach w roku 1989 Jerzy Urban. Ale ponieważ Lech W. nie podoba się dziś Lechowi K., więc nie jest na placu Solidarności potrzebny. Może nawet podczas pokojowego wiecu Guzikiewicz i jego ludzie wygwiżdżą Wałęsę, jak przed rokiem usiłowali wygwizdać legendę gdańskiej Solidarności, Bogdana Borusewicza?
Mówiąc całkiem serio: 4 czerwca nie jest świętem kościelnym, lecz świętem Polaków - wierzących i niewierzących (jak mówiło się w PRL) - a przede wszystkim tych, którzy głosowali wtedy na kandydatów Solidarności. Dzięki temu, że w Senacie zdobyliśmy dziewięćdziesiąt dziewięć miejsc na sto, a w Sejmie wszystko, co mogliśmy i jeszcze w dodatku przewróciliśmy tzw. listę krajową, na której komuniści umieścili swoich najważniejszych towarzyszy, Joanna Szczepkowska mogła powiedzieć, że 4 czerwca upadł w Polsce komunizm.
Nie jest to więc także święto spadkobierców PZPR, którzy wówczas sromotnie przegrali. Chyba że lubią czcić klęski. Przypomnę tylko, że Aleksander Kwaśniewski chciał być senatorem, ale mu się nie udało.
Nie dajmy odebrać sobie tego święta - ani Guzikiewiczowi, ani postkomunistom.
Barbara Szczepuła{jathumbnail off}
