
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Nowy metropolita, który w sobotę odbędzie swój uroczysty ingres do szczecińskiej katedry, zwołał w kurii konferencję prasową. Pierwszą w historii diecezji szczecińsko-kamieńskiej i, jak zastrzegł, na pewno nie ostatnią. Zaznaczył na wstępie: - To gorący czas. Nie tylko ze względu na pogodę i przygotowania do mojego ingresu, ale przez wydarzenia gospodarcze, które rzutują na życie Szczecina. Dlatego bądźmy razem.
Słów: stocznia, zwolnienia, Szczecin użył w czasie spotkania z dziennikarzami kilkanaście razy.
Herb po szczecińsku
56-letni abp Andrzej Dzięga przychodzi do archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej po ponad sześciu latach pracy w Sandomierzu. To "dwa bieguny" katolickiej Polski. Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w Polsce w diecezji sandomierskiej w mszach św. w niedzielę uczestniczy 47,4 proc. wiernych, a w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej - 29,3.
Nowy metropolita chce związać się ze Szczecinem, dlatego przychodząc na Pomorze Zachodnie zmienił już swój herb biskupi. W niebieskim, górnym polu, w którym wcześniej widniał piastowski orzeł, jest teraz gołębica (pierwotnie miał tam być gryf, ale okazał się zbyt "świecki"). - Gołębica, symbol Ducha Świętego, to nawiązanie do tego, co robił prymas Stefan Wyszyński, który tu, w Szczecinie był wiele razy - wyjaśnił abp Dzięga. - W jego nauce dominowała nadzieja, która rodzi się z Ducha Świętego. I do tej metody musimy teraz powrócić. Trzeba ją dać ludziom.
Zaznaczył, że kolory jego herbu: czerwony i niebieski nawiązują do barw Szczecina, który stał się symbolem problemów gospodarczych i społecznych w Polsce. - I nie mam nic przeciwko temu, żeby tu wypracować metody, z których potem mogłaby skorzystać cała Polska - wyjaśnił.
Stocznia - na pomoc zwalnianym
Nowy metropolita, choć nie ma jeszcze przygotowanego programu pracy w Szczecinie (bo jak wyjaśnił, "nie można przywozić go teczce, po teoretycznym opracowaniu ich przy biurku"), jest zaniepokojony losem zwalnianych stoczniowców. We wtorek był na nabożeństwie w kościele pw. św. Stanisława Kostki przy stoczni, by "modlić się za zwalnianych z pracy i za tych, którzy podejmują w tej sprawie decyzje". I nie wyklucza, że potrzebny będzie specjalny program pomocy zwalnianym stoczniowcom. Być może taki, jak "fundusz interwencyjny", który powołał w diecezji sandomierskiej. Caritas zbiera tam od lutego pieniądze na pomoc finansową rodzinom dotkniętym zwolnieniami z pracy. - Szczególną opieką duszpasterską należy otoczyć stoczniowców, którzy w wyniku likwidacji Stoczni Szczecińskiej Nowej stracili w tym roku pracę, oraz ich rodziny - mówi arcybiskup Dzięga. - Czuję, że jakieś działania trzeba będzie podjąć. Ale jeszcze ważniejsza od takiej materialnej pomocy jest nasza modlitwa, żeby ci ludzie i ich rodziny mieli poczucie bezpieczeństwa.
Zapowiedział, że tak w sprawach stoczni, jak i innych problemach regionu chce "słuchać, pytać, rozmawiać i modlić się". - Ale potrzebuję trochę czasu, żeby poznać najważniejsze problemy tego miejsca - mówi.
Nie będę przeszkadzał Radiu Maryja
Arcybiskup, który w Episkopacie Polski uchodzi za sympatyka środowisk związanych z Radiem Maryja, wyjaśnia, że... podział na kościół "pieronkowy" i "radiomaryjny" tak naprawdę nie istnieje. - Środowisko Radia Maryja obrosło, mam takie wrażenie, legendami. Tymczasem jeśli ludzie chcą dyskutować o Polsce, to dobrze. Byle analizować te problemy uczciwie - mówił do dziennikarzy abp Dzięga, ale zapowiedział, że Radia Maryja "nie będzie w Szczecinie ani promował, ani hamował".
Nie wyklucza za to przemeblowania w strukturach kurii, seminarium duchownym i na parafiach. Zaznacza jednak, że konkretnych decyzji jeszcze nie podjął. - Zmiany nie mogą wynikać z jakichś przyjętych z góry założeń, ale muszą mieć na celu dobro pracy duszpasterskiej - wyjaśnił.
Wałęsie zrobili wielką krzywdę
- Lustracji się nie boję, bo prawda jest potrzebna - mówił abp Dzięga pytany o pracę kościelnej komisji historycznej, która bada teczki księży w archiwach IPN. Ale jego zdaniem, dokonując lustracji w Polsce popełniono "błąd metodologiczny". - Historia tych czasów to w przytłaczającej większości czas heroizmu ludzi: świeckich i księży, których nikt do dziś nie zrehabilitował za prześladowania. Analizując to pokolenie zachwialiśmy proporcjami redukując wszystko do problemów lustracyjnych. Jest jednak jeszcze szansa, zachęcam ludzi, by pisali historie o heroizmie tamtych czasów.
Dzięga podkreśla: to Kościół jako jedyne środowisko dokonał autolustracji poprzez powołanie komisji historycznych. - Chciałbym, żeby taką samą inicjatywę jak duchowieństwo podjęły i inne środowiska - powiedział dziennikarzom sugerując, że to właśnie m.in. w mediach powinna odbyć się wewnętrzna lustracja.
- Lechowi Wałęsie uczyniono wielką krzywdę - stwierdził w końcu, nawiązując do publikacji, które sugerują, że współpracował z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa. - Nie oceniam tego, co było w jego życiu. Ale pana prezydenta Lecha Wałęsę uważam za dar boży dla naszego narodu.
Marcin Górka{jathumbnail off}
