
Wodowanie statku Plyca. Jedno z ostatnich wodowań w Stoczni Szczecińskiej Nowa
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Nowy prezes został wybrany na poniedziałkowym posiedzeniu rady nadzorczej stoczni, czyli przez przedstawicieli Agencji Rozwoju Przemysłu. Stocznia nie miała prezesa od początku lutego. Poprzedni szef firmy - Artur Trzeciakowski - wraz ze współpracownikami zrezygnował ze stanowiska. Pozostał jedynie odpowiedzialny za produkcję wiceprezes Bogusław Adamski.
Andrzej Markowski na razie nie wypowiada się na temat sytuacji stoczni i tego, jaki ma pomysł na ostatnie miesiące działalności firmy.
- Nie chcę się wymądrzać, potrzebuję kilku dni na zapoznanie się z dokumentami i sytuacją stoczni - mówi "Gazecie" Markowski.
Nowy prezes zapewnia jedynie, że na kierowanie zakładem zdecydował się "z pełną świadomością, że nie będzie to proste zadanie".
- Mam sentyment do stoczni - mówi Markowski. - Pracowałem w niej w latach 1968-1982, a potem kilka lat w latach 90. Dziś mogę złożyć tylko jedną deklarację: nie będę okłamywał związkowców i stoczniowców.
Szefowie związków zawodowych bardzo liczą na Markowskiego. Jego kompetencje są jednak mocno ograniczone. Wszystkie decyzje, które wiążą się z pieniędzmi, prezes musi konsultować z zarządcą kompensacji, czyli firmą, która nadzoruje proces demontażu i wyprzedaży stoczni.
- Rola prezesa jest jednak ważna, bo to od jego umiejętności może zależeć, czy uda się doprowadzić do budowy jeszcze dwóch kolejnych jednostek - mówi Krzysztof Fidura, szef Solidarności w SSN.
Markowski w latach 1998-2002, za rządów AWS, był prezesem Zakładów Chemicznych Police, spółki skarbu państwa. Stracił stanowisko, gdy wybory wygrał SLD. Potem, do sierpnia 2008, prezesował Szczecińsko-Polickiemu Przedsiębiorstwu Komunikacyjnemu.
- Myślę, że moje doświadczenie daje mi prawo do kierowania Stocznią Szczecińską - mówi Markowski.
Andrzej Kraśnicki jr {jathumbnail off}
