
Statek typu con-ro przy nabrzeżu wyposażeniowym. Jeśli uda się wydzierżawić stocznię, to do maja powstanie jeszcze jeden taki statek oraz kontenerowiec dla rosyjskiego armatora
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
W poniedziałek o północy minął termin składania przez pracowników Stoczni Szczecińskiej Nowa tzw. deklaracji dobrowolnego odejścia z firmy. Wnioski złożyło 3969 pracowników - czyli z oferty nie skorzystało tylko 14 osób. Podpis pod deklaracją oznacza, że jak tylko szefostwo stoczni uzna pracownika za zbędnego i wręczy mu wypowiedzenie, stoczniowiec otrzyma odszkodowanie. Wysokość zależy od stażu pracy. Najniższe to 20 tys. zł, najwyższe - 60 tys. zł. Wypłaty nie są opodatkowane, ale stoczniowcom nie będzie już przysługiwał zasiłek dla bezrobotnych.
Zarząd: Nic nie możemy, więc odchodzimy
Poniedziałek w stoczni dominował jednak zupełnie inny temat. Na popołudniowym spotkaniu ze związkowcami czteroosobowy zarząd poinformował, że w całości oddał się do dyspozycji właściciela zakładu, czyli Agencji Rozwoju Przemysłu. Szefowie stoczni oświadczyli ARP, że pozostaną na swoich stanowiskach tylko do 31 stycznia. - Po co komu zarząd, który nic już nie może? - pyta prezes Artur Trzeciakowski. - Generujemy tylko niepotrzebne koszty.
Niemoc zarządu wynika z powołania 21 stycznia tzw. zarządcy procesu kompensacji. Zarządca, którym jest Bud Bank Leasing, zgodnie ze stoczniową specustawą jest odpowiedzialny za majątek stoczni, jego podział, wyprzedaż i rozliczenie się z wierzycielami stoczni.
- Stocznia utraciła prawo do zarządu i dysponowania swoim majątkiem - mówi Trzeciakowski.
Ustawa co prawda nie zakłada likwidacji zarządu, ale szefowie firmy wszelkie decyzje niosące za sobą konsekwencje finansowe muszą konsultować z zarządcą. Problem w tym, że od 21 stycznia żaden przedstawiciel Bud Bank Leasing nie pojawił się w Szczecinie. Kierownictwo stoczni zostało więc sparaliżowane.
- Nie dziwię się decyzji zarządu - mówi Jacek Kantor, szef stoczniowej Solidarności '80. - Stocznia Szczecińska to spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Szefowie odpowiadają za to, co robią, własnym majątkiem. Kto by się zdecydował na takie ryzyko w sytuacji, gdy ustawa jest pełna niejasności, a zarządca nie dał im chociażby pełnomocnictw?
Artur Trzeciakowski zapewnia, że rezygnacja ze stanowisk nie oznacza konfliktu między szefami firmy a zarządcą czy też ARP.
- Gdybym był właścicielem stoczni, sam bym oczekiwał od zarządu takiego ruchu - mówi Trzeciakowski.
Szefowie firmy zapewniają tym, że nie zamierzają tak po prostu uciec z tonącego okrętu. - Wyraziliśmy wolę i zgodę na to, że jeśli będzie taka potrzeba, jesteśmy gotowi dalej pracować w stoczni - mówi prezes.
Decyzja zarządu nie oznacza, że jego członkowie dostaną przewidziane dla stoczniowców odszkodowania - zgodnie z ustawą, te pieniądze im nie przysługują.
SEC przestał grzać. Powód: milion złotych długów
Tymczasem rozkład stoczni jest już coraz bardziej widoczny. W poniedziałek ogrzewanie odcięła Szczecińska Energetyka Cieplna, której SSN winna jest milion złotych (rachunki nie są płacone od listopada).
- O spłacie zadłużenia może zdecydować tylko rada wierzycieli - tłumaczy Trzeciakowski.
Rada to reprezentacja wszystkich firm i instytucji, którym stocznia winna jest pieniądze. Na przychylną decyzję nie ma co liczyć. Brak ogrzewania to poważny problem. Część maszyn i urządzeń w halach musi mieć zapewnioną dodatnią temperaturę. Na mrozie ulegną uszkodzeniu.
- Znaleźliśmy rozwiązanie awaryjne - uspokaja Trzeciakowski. - W halach z tymi maszynami jest cieplej niż u mnie w gabinecie.
Bałagan wokół zarządzania bieżącą działalnością stoczni może zostać uporządkowany w środę. Na ten dzień jest zaplanowana wizyta w Szczecinie przedstawiciela zarządcy kompensacji. Od niego zależy decyzja o wydzierżawieniu części majątku stoczni Mostostalowi Chojnice (inwestor oczekuje, że zapadnie ona do końca tygodnia). Jeśli zgody na dzierżawę nie będzie, jeszcze w lutym z braku zajęcia przestanie pracować wydział kadłubowy stoczni. Unieruchomienie maszyn oznaczać będzie konieczność ponownej ich rejestracji przez Urząd Dozoru Technicznego.
- Ich stan jest taki, że nie wiem, czy to się w ogóle uda - przyznaje jeden ze stoczniowców.
Andrzej Kraśnicki jr {jathumbnail off}
