Trzeba je chronić, bo są nierozerwalnie związane z Sierpniem '80 i Solidarnością. A dzięki niej świat wie, że jest takie miasto jak Gdańsk - mówi prof. Janusz Rachoń, były rektor Politechniki Gdańskiej, senator RP.
Aleksandra Kozłowska: Wojewódzki konserwator zabytków Marian Kwapiński chce wpisać stoczniowe dźwigi na listę zabytków. Podoba się panu ten pomysł?
Prof. Janusz Rachoń: Oczywiście. Z posłem Arkadiuszem Rybickim myślimy o tym od jakiegoś czasu. Ale sprawa nie dotyczy tylko dźwigów, problem jest szerszy. Mianowicie - co chcemy zrobić z terenami postoczniowymi, jak ma wyglądać Młode Miasto. Pewne decyzje już są, wiadomo, że będzie Droga do Wolności, Europejskie Centrum Solidarności, centrum handlowe Stocznia. Ale co dalej? Droga do Wolności to piękne hasło, ale kto nią będzie chodził? Kogo przyciągnie supermarket czy biurowce? Tyle jest dzielnic na świecie, gdzie życie zamiera po godzinie 16, bo wszyscy pracownicy city wychodzą z biur, a na ulicach pozostaje pustka.
Dźwigi mają temu zapobiec?
- Mogą. Wszystko zależy od dobrego projektu. A tworząc go, musimy pamiętać, że Młode Miasto budujemy nie dla siebie, tylko dla przyszłych pokoleń. Dlatego pomyślałem, że w sprawę stoczniowych żurawi musimy zaangażować młodzież. I spotkało się to z dużym zainteresowaniem - studenci wydziału architektury, wydziału mechanicznego oraz oceanotechniki i okrętownictwa Politechniki Gdańskiej w ramach praktyk wakacyjnych wezmą udział w stoczniowych warsztatach - włączą się w inwentaryzację dźwigów, zastanowią się nad tym, jaką rolę powinny one pełnić w nowej dzielnicy. Pewną kontynuacją tego projektu będzie międzynarodowa konferencja, która odbędzie się prawdopodobnie we wrześniu. Chcemy zaprosić na nią studentów architektury z całej Europy, ze Stanów Zjednoczonych. Ciekawe będzie sprawdzić, jak oni to sobie wyobrażają. Bo co do tego, że dźwigi trzeba objąć ochroną, nie mam żadnych wątpliwości.
Dlaczego?
- Ze względu na wartość emocjonalną i symboliczną. W zeszłym roku byłem na międzynarodowej konferencji w Berlinie, podejmował nas burmistrz miasta. W powitalnym przemówieniu dużo mówił o tym, że to Niemcy zburzyli mur berliński, że od tego wydarzenia zaczęły się wszystkie przemiany w Europie. W przerwie podszedłem i opierniczyłem go: dlaczego ani słowem nie wspomniał o Solidarności, o Wałęsie? Trochę się speszył. Faktem jednak jest, że nie potrafimy wystarczająco dbać o etos Solidarności w Europie, nie pilnujemy, by wiedza o naszym udziale w upadku komunizmu była powszechna. Wracając do stoczniowych dźwigów: widać je na wszystkich zdjęciach dokumentujących tamte przełomowe wydarzenia. Nie mogą więc zniknąć z krajobrazu Gdańska.
Rozmawiała Aleksandra Kozłowska{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Dźwigi stoczni to nasza wizytówka
15 stycznia 2009 |
