Iran uruchomił „teherańską bramkę opłat” w Cieśninie Ormuz, pobierając od niektórych statków opłaty w juanach. To ruch strategiczny, ale - jak wskazują eksperci - jego trwałość i skutki dla światowej gospodarki mogą okazać się życzeniowym myśleniem Teheranu i pozostają niepewne.
W ub. tygodniu CNN, powołując się na wysokiego rangą irańskiego urzędnika podał, że Teheran rozważa umożliwienie przejścia przez Cieśninę Ormuz ograniczonej liczbie tankowców, jeśli ich załadunek jest rozliczany w chińskiej walucie – juanach.
Jak wynika z opublikowanych w tym tygodniu raportów Lloyd’s List Intelligence (brytyjskiej wywiadowni morskiej monitorującej światową flotę), Iran już wdrożył w Cieśninie Ormuz nieformalny system kontroli ruchu zwany „Tehran Toll Booth” (teherańska bramka opłat). Choć większość załóg 26 jednostek, które od 13 marca br. przeszły tym korytarzem, polegała na uzgodnieniach dyplomatycznych, Lloyd’s potwierdził, że co najmniej dwa statki (w tym jeden chiński) dokonały płatności za bezpieczne przejście, przy czym transakcje te rozliczono w juanach.
Bloomberg, powołując się na irańskiego deputowanego i członka komisji bezpieczeństwa narodowego, podał, że opłaty sięgały równowartości 2 mln dol. od statku. Część armatorów jest gotowa zapłacić to myto, bowiem, jak zwrócił uwagę w rozmowie z PAP dyrektor Centrum Badań nad Gospodarką Morską Uniwersytetu Gdańskiego dr hab. Ernest Czermański, koszt dziennego utrzymania średniej klasy statku, wliczając w to koszty kapitałowe, amortyzacji, załóg, które są przetrzymywane, to ok. 60 tys. dol. Wydatków tych nie ponosi załadowca, lecz są to straty armatora.
Harrison Prett, wicedyrektor Asia Maritime Transparency Initiative w amerykańskim think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, w komentarzu dla CNN ocenił, że pomysł na wprowadzenie opłat w juanach za przejście przez cieśninę to próba odejścia od konwencjonalnej blokady militarnej na rzecz aktywnego zarządzania ruchem statków. Według Pretta taka selektywna drożność tego szlaku morskiego de facto paraliżuje dostawy dla Zachodu, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo energetyczne Chinom i zmuszając armatorów do politycznych deklaracji poprzez wybór waluty transakcyjnej.
Jak wskazała w rozmowie z PAP Agata Łoskot-Strachota analityczka ds. bezpieczeństwa energetycznego w Ośrodku Studiów Wschodnich obecnie gra toczy się na dwóch poziomach – jeden to militarny, drugi ekonomiczny. W tym drugim zakładnikiem jest gospodarka światowa, w największym stopniu azjatycka, europejska i państw rejonu Zatoki Perskiej. Utrzymanie przez Teheran blokady lub narzucenie jego warunków na tranzyt oznaczałoby, że jeden kraj trzyma w szachu całą światową gospodarkę. W tych warunkach nie mogłoby być mowy o wygranej Stanów Zjednoczonych i Izraela.
W ocenie ekspertki kwestia Cieśniny Ormuz jest bardzo mocno wykorzystywana przez Iran i widać, że to działa. – Choć militarnie jest słabszy, wykorzystując wpływ blokady cieśniny na rynki, przejmuje strategiczną inicjatywę. Jednak zarówno wprowadzenie płatności w juanach, jak i w ogóle utrzymanie trwalszej kontroli na cieśniną, może się okazać życzeniowym myśleniem Teheranu – oceniła i dodała, że pewne rzeczy, jak na przykład blokada, są bezpośrednim efektem wojny i trwających działań wojennych. Jeśli jednak chodzi o czas powojenny, to jest tu bardzo dużo znaków zapytania. – Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby zostało to wprowadzone na trwałe i zostało utrzymane, zakładając, że celem jest wznowienie poziomu przesyłów i handlu do poziomów sprzed amerykańsko-izraelskiego ataku – podkreśliła Łoskot-Strachota.
Zapytana o skutki rozliczeń za tranzyt węglowodorów w chińskiej walucie odparła, że gdyby rzeczywiście zostały wprowadzone i były stosowane w większej liczbie transakcji, to – oprócz wymiaru symbolicznego – mogłoby to doprowadzić do osłabienia waluty amerykańskiej. – Więcej – zachwiałoby jej rolą w globalnym handlu – dodała i przypomniała, że podobne jednostronne działania widzieliśmy ze strony Rosji, gdy w 2022 r. pojawił się wymóg, żeby za gaz płacić w rublach i te firmy, które nie chciały się na to zgodzić ze względu na zapisy kontraktowe – np. PGNiG, ale też inne – odmówiły i przestały otrzymywać gaz. Zdaniem Łoskot-Strachoty była to próba instrumentalnego wykorzystania warunków dostaw, mająca na celu osłabienie euro i spójności UE.
Również zdaniem kolejnego rozmówcy PAP analityka ds. Bliskiego Wschodu, wykładowcy w Akademii Sztuki Wojennej Witolda Repetowicza, w założeniu Teheranu nie jest to kwestia wyłącznie symboliczna, lecz próba uderzenia w dolara. Ekspert zastrzegł jednak, że nie jest obecnie w stanie ocenić, czy możliwa do przeprowadzenia. – Póki co Iran pokazuje, że może kontrolować Cieśninę Ormuz, a wysłanie pięciu tysięcy żołnierzy oraz okrętów, w które Iran uderzy, nie jest pomysłem na sprawienie, że Teheran przestanie kontrolować to przejście – ocenił Repetowicz i dodał, że biorąc pod uwagę, że USA obecnie nie mają żadnych innych pomysłów, ta sytuacja może utrzymać się bardzo długo.
Strategiczny odcinek szlaku żeglugowego pomiędzy Zatoką Perską a Oceanem Indyjskim, którym przechodziło 20 proc. światowego paliwa, jest blokowany przez Iran od 28 lutego br., gdy państwo to zostało zaatakowane przez USA i Izrael.
Iran zagroził, że uderzy w jednostki próbujące przepłynąć przez Ormuz i przeprowadził kilka takich ataków. Władze w Teheranie deklarują równocześnie, że szlak nie jest całkowicie zamknięty i mogą przez niego przepływać statki państw, które współpracują w tym zakresie z Iranem.
Przedstawiciele irańskiego reżimu deklarowali, że przez cieśninę będą mogły swobodnie przechodzić jednostki krajów, które zerwą kontakty z USA i Izraelem. Media przekazywały niepotwierdzone informacje, że niektóre państwa, w tym Chiny i Indie, rozmawiają z Iranem o transporcie przez cieśninę.
