Ceny ropy naftowej rosną po tym, jak prezydent USA Donald Trump zwiększył presję na inne kraje, aby pomogły w ponownym otwarciu Cieśniny Ormuz. Iran z kolei grozi, że odpowie na każdy atak na swoje obiekty energetyczne - informują maklerzy.
Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na IV kosztuje na NYMEX w Nowym Jorku 99,34 USD - w górę o 0,64 proc. proc.
Brent na ICE na V jest wyceniana po 104,89 USD za baryłkę, wyżej o 1,70 USD, po wcześniejszej zwyżce o 3,3 proc.
W ciągu ostatnich 2 tygodni cena ropy wzrosła już o ponad 40 proc.
Inwestorzy oceniają działania USA po tym, jak prezydent Donald Trump przystąpił do wywierania presji na inne państwa, aby pomogły w ponownym otwarciu Cieśniny Ormuz.
- Żądam, by inne kraje przyszły i chroniły swoje terytorium, skąd biorą źródła energii - powiedział w niedzielę prezydent USA, domagając się pomocy w udrożnieniu Cieśniny Ormuz.
Donald Trump zdradził, że prowadzi rozmowy z około siedmioma krajami i choć podkreślał, że najwięcej ropy wypływającej z Zatoki Perskiej otrzymują Chiny, nie określił, czy Pekin jest wśród zainteresowanych krajów.
- Żądam, aby te kraje przybyły i chroniły swoje terytorium, bo to jest ich terytorium. To jest miejsce, z którego czerpią energię. I powinny przybyć i pomóc nam je chronić. Można by argumentować, że może w ogóle nie powinniśmy tam być, ponieważ jej nie potrzebujemy. Mamy dużo ropy naftowej - powiedział prezydent USA.
Donald Trump w tym kontekście wymienił też państwa NATO.
- Ameryka zawsze jest gotowa do pomocy NATO i pomaga im z Ukrainą, mimo że mamy ocean między sobą i to (wojna w Ukrainie) nas nie dotyczy - powiedział.
Przekonywał, że jest to małe przedsięwzięcie, bo irańskie wojsko zostało niemal zniszczone.
W sobotę Donald Trump napisał w swoim serwisie Truth Social, że "wiele krajów" wyśle okręty wojenne, by razem z USA zabezpieczyć cieśninę Ormuz, którą blokuje Iran.
Amerykański prezydent wyraził nadzieję, że swoje jednostki skierują też Chiny, Francja, Japonia i Wielka Brytania.
W wywiadzie dla "Financial Times" Donald Trump powiedział, że mógłby opóźnić planowany szczyt z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, jeśli Pekin nie pomoże odblokować szlaku wodnego w Zatoce Perskiej.
Prezydent Korei Południowej uważnie przeanalizuje apel prezydenta USA Donalda Trumpa o wysłanie okrętów wojennych do cieśniny Ormuz - poinformowało z kolei w niedzielę biuro Li Dze Mjunga. W sobotę Donald Trump ogłosił, że Korea Płd. obok innych państw wyśle swe okręty wojenne do zabezpieczenia cieśniny Ormuz.
- Będziemy ściśle kontaktować się w tej sprawie ze Stanami Zjednoczonymi i podejmiemy decyzję po wnikliwej analizie – poinformowało biuro koreańskiego prezydenta w specjalnym oświadczeniu.
Tymczasem dron zaatakował w niedzielę bazę w Kuwejcie, w której stacjonują razem ze sprzętem wojskowym włoscy i amerykańscy żołnierze.
Zaatakowana została baza Ali Al Salem w Kuwejcie. Dron uderzył w hangar, w którym znajdował się bezzałogowy statek powietrzny włoskich sił lotniczych. Nikt nie został poszkodowany.
Z kolei minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi oświadczył w sobotę na platformie X, że jeżeli ostrzelane zostaną instalacje energetyczne jego kraju, irańskie siły zbrojne zaatakują amerykańskie firmy w regionie i przedsiębiorstwa, w których USA mają udziały.
- Iran odpowie na każdy atak na swoje obiekty energetyczne – napisał minister po amerykańskich nalotach na obiekty wojskowe na wyspie Chark, irańskim hubie naftowym.
- Atak na wyspę Chark został przeprowadzony z terytorium sąsiednich państw. Stany Zjednoczone wystrzeliwują rakiety z sąsiedniego kraju, używając wyrzutni HIMARS – powiedział irański minister.
- Z całą pewnością odpowiemy na te ataki - podkreślił.
Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało, że siły amerykańskie uderzyły w ponad 90 celów militarnych na wyspie Chark.
- W ataku zniszczono składy min morskich, podziemne składy pocisków i wiele innych obiektów wojskowych - podało Dowództwo, podkreślając, że nie atakowało infrastruktury naftowej.
W sobotę Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował, że zaatakował oddziały amerykańskich banków w państwach Zatoki Perskiej - przekazała agencja Reutera. Był to odwet za ostrzał banków irańskich.
Analitycy wskazują tymczasem, że na rynkach ropy duża część premii geopolitycznej jest już w cenach.
- Duża część premii geopolitycznej została już uwzględniona w cenach ropy w ub. tygodniu - powiedział Haris Khurshid, dyrektor ds. inwestycji w Karobaar Capital LP.
- Inwestorzy czekają więc na wyraźniejsze oznaki faktycznej utraty podaży ropy, zanim ceny ropy znów znacząco wzrosną - dodał.
Khurshid wskazał, że po ataku na wyspę Chark, wygląda na to, że rynek ropy doświadcza raczej "zakłóceń cenowych niż pełnego szoku podażowego".
