Prawo, polityka

Niemieckie media zgodnie opowiadają się we wtorek za udziałem niemieckiej marynarki wojennej w ewentualnej misji w Cieśninie Ormuz. Miałaby ona chronić tankowce przed atakami Iranu. Leży to w interesie RFN, która jest gospodarczo uzależniona od eksportu.

"Iran raz po raz ostrzega Europejczyków przed wysyłaniem floty do Cieśniny Ormuz, gdzie chroniłaby ona tankowce. A Europejczycy akceptują to bez mrugnięcia okiem i próbują bagatelizować. Niewiarygodne" - dziwi się lewicowo-liberalny "Tagesspiegel", zwracając uwagę, że sytuacja w regionie i tak jest już napięta. Odpowiedzialność za to ponosi Iran.

"Szybka odpowiedź jest zatem konieczna: żeby odstraszyć. Ale też po to, żeby reżim w Teheranie nie myślał, że może Europie dyktować, jak ma się zachowywać. Misja obserwacyjna Bundesmarine nie wystarczy. Nie w przypadku Niemiec - mistrza świata w eksporcie. Minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer na pewno znajdzie jakąś działającą fregatę, żeby służyła do eskortowania i odstraszania. Wszystko jest lepsze, niż brak odpowiedzi" - uważa berliński dziennik.

Konserwatywny "Frankfurter Allgemeine Zeitung" stwierdza, że w Cieśnienie Ormuz ścierają się najróżniejsze interesy. "Irańczycy chcą zademonstrować Amerykanom i Europejczykom, że są tam u siebie i mogą wyrządzić szkody - zajmować statki, przetrzymywać je, czy nawet zatapiać. Amerykanie i Europejczycy nie mogą akurat w tym geopolitycznie ważnym punkcie na to pozwolić" - zaznacza dziennik z finansowej metropolii nad Menem.

"Reakcja Waszyngtonu na irańskie prowokacje jest ostrzejsza niż Londynu, Paryża i Berlina" - dodaje "FAZ", wyjaśniając, że prezydent Donald Trump jest gotów do bardziej zdecydowanych kroków, bo zależy mu na wywarciu maksymalnej presji na Teheran w związku z jego programem atomowym. Europejczycy ciszej potrząsają szabelką, bo zależy im na zachowaniu porozumienia nuklearnego z Iranem. Poza tym Wielka Brytania, Francja i Niemcy razem nie dysponują taką flotą, by w sposób wiarygodny grozić Iranowi.

"Socjaldemokraci i partia Lewicy w Niemczech tradycyjnie automatycznie odrzucają udział niemieckich marynarzy w ewentualnej misji w Zatoce Perskiej. Uzasadniają to polityką Trumpa. Ale właśnie ze względu na niego Europa powinna nauczyć się sama dbać o swoje interesy, do których należy również swoboda poruszania się i bezpieczeństwo na szlakach morskich. Jest to szczególnie ważne z punktu widzenia Niemiec. Berlin nie może bezczynnie przyglądać się, jak są zajmowane statki i to w dodatku przez jednostki rządowe" - podkreśla "FAZ".

Dziennik ironizuje, że Niemcy nie mogą w regionie "zwodować okrągły stół", kiedy Brytyjczycy i Francuzi wyślą tam fregaty.

Ekonomiczny "Handelsblatt" jest bardziej powściągliwy. "Jeśli żegluga morska jest zagrożona to rząd federalny nie może siedzieć bezczynnie. W żywotnym interesie Niemiec jako kraju, którego gospodarka jest uzależniona od eksportu, jest zachowanie wolnego przepływu towarów na morzach świata. A kiedy inne państwo europejskie prosi o wsparcie militarne w celu zabezpieczenia szlaków handlowych, to Niemcy zasadniczo jako wiarygodny sojusznik, powinny być gotowe wysłać Bundeswehrę na pomoc" - twierdzi dziennik z Duesseldorfu.

Zastrzega jednak, że zanim ruszą okręty i samoloty, sojusznicy powinni ustalić, co chcą dokładnie osiągnąć. "Tymczasem w przypadku Cieśniny Ormuz sytuacja jest niejasna. Nie wiadomo, czy nowy brytyjski rząd będzie chciał ją eskalować wspólnie z Trumpem, czy łagodzić wspólnie z Europejczykami. W tym drugim przypadku rząd (Niemiec) powinien wysłać żołnierzy w ramach europejskiej misji. W pierwszym jednak, wysyłanie marynarki wojennej byłoby niebezpiecznym awanturnictwem u boku Trumpa" - konkluduje "Handelsblatt".

Koalicja rządowa w RFN jest podzielona w sprawie udziału niemieckich żołnierzy w ewentualnej misji. Chadecy są gotowi ją rozważyć. Socjaldemokraci z kolei na tym etapie są jej przeciwni.

Z Berlina Artur Ciechanowicz

1 1 1

Źródło: