Terminal w Świnoujściu pozwala regazyfikować 8,3 mld m sześc. gazu, z czego niewielki udział stanowią dostawy z zagrożonego regionu; dostawy planowane na marzec są realizowane - poinformował PAP Biznes prezes Gaz-Systemu Sławomir Hinc. Dodał, że może okazać się, że uzupełnianie części dostaw z Kataru nie będzie konieczne.
Hinc poinformował też, że po oddaniu pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej (FSRU1) Gaz-System będzie w stanie obsłużyć dostawy dobowe przekraczające 200 mln metrów sześciennych wobec obecnych możliwości na poziomie ponad 170 mln metrów sześciennych gazu.
- Wojna w Zatoce Perskiej spowodowała, że Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie utraciły możliwość eksportowania LNG, a z krajów tych pochodziło około 20 proc. globalnego eksportu LNG. Większość tego eksportu była kierowana przede wszystkim do krajów Azji: do Indii, Pakistanu, Tajwanu, Chin. W mniejszej części ten gaz był kierowany do Europy, chociaż także do Europy płynął - powiedział PAP Biznes prezes Gaz-Systemu, Sławomir Hinc.
Jak jednak zauważył, ubytek tych 20 proc. światowej produkcji LNG wpłynął także na Europę.
- Niezależnie od tego, gdzie ten gaz jest fizycznie kierowany, to gdy z dnia na dzień ubywa 20 proc. światowej produkcji LNG, to oczywiście wpływa to na ceny, co widzieliśmy obserwując indeksy giełdowe - i to zarówno w Europie, jak i w Azji. Warto przy tym zwrócić uwagę, że w Europie i w Azji gaz zdrożał o ok. 60 proc., podczas gdy amerykański indeks Henry Hub odnotował około 10-proc. wzrost. Widzimy więc, że sytuacja ta miała odmienne skutki w różnych częściach świata - dodał.
Jak wyjaśnił, amerykański rynek jest w dużej części zaspokajany przez wydobycie krajowe, a Europa więcej gazu kupuje, stąd ubytek światowej podaży LNG wpłynął na zmniejszenie dostaw i większy wzrost cen w Europie.
Pytany o wpływ tej sytuacji na Polskę, odparł, że Polska jest bezpieczna i ma zapewnione dostawy.
- Terminal w Świnoujściu umożliwia regazyfikację 8,3 miliarda metrów sześciennych gazu, z czego niewielki udział stanowią dostawy z zagrożonego regionu. Pamiętajmy, że jeszcze niedawno, przed rozbudową, którą zakończyliśmy ponad rok temu, terminal mógł zregazyfikować nie więcej niż 6,3 mld metrów sześciennych gazu. Dostawy zaplanowane na marzec są realizowane - poinformował prezes Gaz-Systemu.
Przyznał jednocześnie, że ewentualne uzupełnienie dostaw gazu LNG w dostawach spotowych może odbywać się po innych cenach, zwrócił jednak uwagę, że wiosenny wzrost temperatur przekłada się na duży spadek zużycia gazu w Polsce, więc może się też zdarzyć, że uzupełnianie pewnej części dostaw z Kataru nie okaże się konieczne.
- Spadek zapotrzebowania z powodu wyższych temperatur w oczywisty sposób przekłada się na zmniejszenie potrzeb importowych. Dodam tylko, że średnio w styczniu i lutym zużywaliśmy w Polsce między 90 a 100 mln metrów sześciennych gazu ziemnego na dobę. Teraz ten poziom spadł do 50-55 mln (...). Jeśli więc nie dojdą do skutku któreś z planowanych dostaw gazu, to taka sytuacja będzie mniej dotkliwa i odczuwalna z punktu widzenia ciągłości dostawi i bilansowania systemu - podkreślił Hinc.
- Gdyby temperatura w kraju spadła bardzo istotnie, byłoby to bardziej odczuwalne. Ale rzeczywiście wejście w sezon wiosenno-letni powoduje, że jesteśmy w zdecydowanie lepszej sytuacji - dodał.
Podkreślił też, że LNG z Kataru to pewien ułamek importu, a spora część gazu dociera do Polski gazociągami, przede wszystkim dzięki połączeniu Polski z Danią i Norwegią, czyli dzięki gazociągowi Baltic Pipe.
- To gaz, który bez zakłóceń dociera z Europy - z Morza Północnego i z Morza Norweskiego. Tym gazociągiem płynie od 8 do 10 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie, a w okresie styczeń-luty był on w pełni wykorzystany. Tak więc jeśli chodzi o import, to jesteśmy w dużej części zabezpieczeni dzięki tym dostawom przez gazociąg podmorski - zaznaczył Hinc.
Jak dodał, dodatkowe połączenie z Niemcami powoduje, że Polska jest w stanie kupować gaz także na tamtejszym rynku.
- Nasze połączenia na granicy polsko-niemieckiej, a więc Mallnow i Lasów, dają nam możliwość przesłania z Niemiec do Polski ponad 10 mld metrów sześciennych gazu w skali roku, czyli drugie tyle, co przez Baltic Pipe - zauważył.
Pytany o to, czy na rynku niemieckim jest wystarczająco dużo gazu, by ewentualnie go odsprzedawać, odparł, że ogólnie Europa jest w nieco trudniejszej sytuacji, także ze względu na stopniowe „wyłączanie” rosyjskiego gazu, zarówno gazociągowego, jak i LNG.
- Polska podjęła tę decyzję już wcześniej, bo gaz z Rosji przestał do nas płynąć już w 2022 roku. Tak więc my jesteśmy już dobrze zbilansowani. Dostawy z Norwegii i przez terminal LNG oraz połączenia z Niemcami, Czechami i Słowacją powodują, że ze wszystkich tych kierunków jesteśmy w stanie kupować i sprowadzać gaz - zaznaczył.
Zwrócił też uwagę na magazyny gazu w Polsce, które zostały napełnione w 100 proc. jeszcze pod koniec września ubiegłego roku.
- W okresie zimowym, pomimo niskich temperatur i wysokiego zużycia gazu roztropnie korzystaliśmy z magazynów. W rezultacie, na początku marca ich wypełnienie wynosi ok. 48 proc., co w sytuacji przednówka wiosny stawia nas w bardzo bezpiecznej i komfortowej sytuacji. Dysponujemy bowiem jeszcze prawie połową pojemności naszych magazynów - podkreślił Hinc.
Pytany, czy wybuch wojny na Bliskim Wschodzie i problemy podażowe nie wzmacniają obaw o tzw. pułapkę gazową w polskiej energetyce, szef państwowego operatora gazociągów przesyłowych odparł, że jest „wręcz odwrotnie”.
- Właśnie ta sytuacja - zarówno bardzo trudnej zimy, bardzo niskich temperatur, jak i konfliktu w Zatoce Perskiej - pokazała, że jesteśmy w stanie nie tylko zaopatrzyć naszych odbiorców, ale jeszcze wspomóc eksportowo kraje sąsiadujące. Ani wysoki popyt zimą, ani ryzyka w podaży LNG w marcu nie spowodowały ograniczeń czy braku dostępu do gazu. Ten gaz jest może trochę droższy, ale mimo wszystko jest. W mojej ocenie, te ostatnie dwa i pół miesiąca dobitnie pokazało, że mimo, iż mogą występować zagrożenia czy potencjalne ryzyka, my umiemy je bardzo dobrze omijać - powiedział Hinc.
Poinformował, że obecnie polski system jest przygotowany, żeby w każdej dobie dostarczać ponad 170 mln metrów sześciennych gazu.
- Nawet w tej sytuacji bardzo wysokiego popytu na gaz zimą, dostarczaliśmy łącznie, wraz z eksportem, 115 mln metrów sześc. gazu na dobę. To był rekord. Teraz nasz system jest rozwijany, m.in. w okolicach połączenia z gazociągiem jamalskim w miejscowości Wydartowo, rozbudowujemy też podziemny magazyn gazu w Wierzchowicach. Te inwestycje powodują, że będziemy w stanie dostarczyć jeszcze więcej gazu niż wspomniane 170 mln metrów sześc. na dobę. Szacujemy, że po oddaniu FSRU będziemy w stanie obsłużyć dostawy dobowe przekraczające 200 mln metrów sześciennych - powiedział Hinc.
Dodał, że Gaz-System obsługuje wszystkie złożone wnioski przyłączeniowe spółek, które zamierzają wytwarzać energię elektryczną z gazu.
- Wydajemy warunki przyłączenia i na ich podstawie szacujemy, że przyłączymy od 15 do 20 GW mocy elektrycznych z gazu, co oznacza, że do nowych jednostek musimy dostarczyć - przy przeciętnej sprawności bloków - ponad 40 GWh gazu na godzinę. Jesteśmy w stanie obsłużyć tych klientów i dostarczyć im zdecydowanie więcej gazu niż ilość, na jaką opiewają wszystkie wnioski o przyłączenie kolejnych jednostek gazowych, jakie wpłynęły do Gaz-Systemu - dodał.
Zaznaczył, że obecnie w Polsce jest około 6 GW w elektrowniach gazowych, natomiast kolejne kilkanaście GW to projekty w różnych fazach rozwoju.
- Niektóre mają wydane warunki przyłączenia, w przypadku innych są już podpisane umowy przyłączeniowe, a dla jeszcze innych te przyłącza zostały już zrealizowane, choć te bloki jeszcze mogą być w trakcie budowy. W tej ostatniej grupie mamy na przykład Ostrołękę i Rybnik. To są nowe jednostki, które będą uruchamiane w najbliższych miesiącach. Mamy też wiele umów przyłączeniowych, które są na różnym etapie realizacji. Łącznie te wszystkie projekty to może być między 15 a 20 GW mocy zainstalowanej w elektrowniach gazowych - uściślił.
Julita Żylińska, Fot. Sławomir Lewandowski / PortalMorski.pl
