Europejska Rada Spedytorów (ESC) zwróciła się z zapytaniem do władz UE i USA, czy mogłyby ustanowić monitoring rynku kontenerowego, po powstaniu czterech dużych sojuszy spółek żeglugowych.
Program monitorowania obejmowałby dane i korelacje między popytem na transport oceaniczny i podażą usług a stawkami frachtu, system wczesnego zgłaszania zmiany usług, takich jak prędkości statków lub zawinięcia (lub omijania) portów.
Byłoby to swoiste obserwatorium jakości i niezawodności usług żeglugowych, dostępności miejsca, liczby bezpośrednich połączeń, używanych feederów (statków odwożących kontenery z hubów do mniejszych portów) i czasu tranzytu.
Podobny program monitorowania został zaproponowany przez Federalną Komisję Morską (FMC) USA dla nieistniejącego sojuszu P3, który miał skupić trzech największych armatorów.
Według ESC zachodzi obawa, że działalność sojuszy doprowadzi do ograniczenia wyboru oferty przez spedytorów i ich klientów. Choć z jednej strony będą one oferować szersze portfolio usług, to z drugiej strony - spadnie ogólna liczba portów, do których planują docierać swoimi statkami.
ESC potwierdza, że alianse armatorów sprzyjają poprawie ich efektywności finansowej. Jednak zdaniem spedytorów, armatorzy powinni podzielić się z nimi tą wyższą wydajnością i uzyskanymi korzyściami.
To może być cena, jaką przyjdzie zapłacić przewoźnikom za taką koncentrację transportu. Np. na liniach Azja – Europa, cztery alianse armatorów będę miały 97 proc. udziału w przewozach, ocenia Lloyd’s Loading List.
