Porty, logistyka
Gazprom umacnia swoją pozycję w Europie. Dzięki przychylności władz Niemiec i firm tego kraju Rosjanie zakończyli właśnie budowę gazociągu przez Morze Bałtyckie. Od października dzięki nowemu połączeniu mogą zwiększyć eksport swojego gazu na zachód o 27 mld m sześc. rocznie. Druga nitka będzie gotowa w 2012 roku

Gazociąg Nord Stream z Rosji przez Bałtyk do Niemiec uważany jest za jedną z najbardziej kontrowersyjnych inwestycji ostatnich lat w Europie. Powstał wbrew woli i interesom krajów nadbałtyckich i obawom o wpływ na środowisko. Nowe połączenie zwiększy uzależnienie Europy od dostaw z Rosji i może w krytycznych sytuacjach uniezależnić Rosjan od krajów tranzytowych – Polski czy Ukrainy.

Formalnie Rosjanie tłumaczyli budowę konfliktami z sąsiadami – Białorusią i Ukrainą. To przez nie „byli zmuszani" do zakręcenia gazowego kurka, przez co problemy z zaopatrzeniem miały kraje europejskie. Ale Gazprom i władze Rosji zapewniały, że Nord Stream nie jest wymierzony przeciwko komukolwiek, i deklarowały, że tranzyt przez Ukrainę i Białoruś – a także Polskę – już po uruchomieniu gazociągu bałtyckiego – się nie zmniejszy.

Gdyby tylko chodziło o zwiększenie eksportu, to tańszym i bardziej opłacalnym przedsięwzięciem byłoby ułożenie drugiej nitki rurociągu jamalskiego – biegnącego z Rosji przez Białoruś, Polskę do Niemiec. Eksperci szacowali, że skoro teren pod budowę drugiej nitki (równoległej do już istniejącej) jest przygotowany i wykupiony, to same prace kosztowałyby zaledwie ok. 2 mld dolarów. Na ułożenie Nord Stream przez Bałtyk wydano 5,4 mld euro, tyle samo ma kosztować druga nitka, która ma być gotowa w 2012 r.

Sojusz z Rosją bez unijnej dyrektywy

Ani protesty krajów bałtyckich, w tym Polski, ani pełne obaw o wpływ inwestycji na środowisko stanowisko Parlamentu Europejskiego nie wpłynęły na decyzje Rosjan i Niemców.

W konsorcjum Nord Stream uczestniczą nie tylko główni partnerzy Gazpromu z Niemiec – czyli energetyczny gigant E.ON Ruhrgas i chemiczny potentat BASF, ale też holenderska firma Gasunie oraz koncern GDF Suez. Wszystkie one będą korzystać z gazociągu. I, co istotne, nie będzie on – jak cała infrastruktura unijna – podlegał tzw. zasadzie TPA, czyli korzystać zeń mogą tylko uczestnicy konsorcjum. Formalnie dlatego, że przebiega przez Bałtyk, a nie przez kraje unijne, choć w praktyce dostarczać ma gaz właśnie do państw Wspólnoty. To zasadnicze odstępstwo od wymogów, jakie Komisja Europejska stawia wobec innych linii energetycznych i rurociągów transgranicznych, zapisanych przez Komisję Europejską w tzw. trzecim pakiecie energetycznym, który wszedł w życie w marcu 2011 r.

(...)


Agnieszka Łakoma
Czytaj więcej w "Rzeczpospolitej"{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter