Porty, logistyka
Resort skarbu powinien ujawnić szczegóły umów w sprawie stoczni i katarskiego gazu - pisze Witold Gadomski.

Stocznia
Szefem banku inwestycyjnego, który kupił stocznie w Szczecinie i Gdyni, jest syn premiera Kataru
Fot. Rafał Malko / AG

Opublikowany w sobotniej "Gazecie" tekst "A może Katar kupił stocznie, bośmy mu przepłacili za gaz?" wywołał burzę. W tekście postawiłem tezę, że zakup majątku stoczniowego przez tajemniczego inwestora jest powiązany z kontraktem gazowym, który spółka PGNiG zawarła z katarską spółką Qatargas. Zapłacone za majątek upadłych stoczni pieniądze - 380 mln zł - są małym pyłkiem w porównaniu z wartością 20-letniego kontraktu na gaz skroplony - 11 mld dol. według obecnej wyceny.

Mój informator z Ministerstwa Skarbu Państwa potwierdza. - Związek między tymi kontraktami jest faktem - mówi. - Należy się liczyć z tym, że inwestor zakup majątku stoczni potraktuje jako element kosztu zawarcia transakcji. Jest on na tyle mały, że nawet jeśli będzie tylko pozorował produkcję stoczniową, wyjdzie na swoje.

Nie udało nam się wczoraj dodzwonić do rzecznika MSP, rzecznika rządu i ludzi z otoczenia premiera Tuska. Rzecznik prasowa PGNiG Joanna Wasicka-Zakrzewska oświadczyła, że kontrakt gazowy jest dla Polski korzystny. Tak samo twierdzi polityk PO Andrzej Halicki, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Mam nadzieję, że pan Halicki zna szczegóły kontraktu, wie, kto Ministerstwu Skarbu i spółce PGNiG doradzał, zapoznał się z obecnymi trendami na rynku gazowym. Jeżeli nie, to jego stwierdzenie o korzystnym kontrakcie jest tylko propagandą. Jeżeli zaś ma wystarczające informacje, byłoby dobrze, gdyby się nimi podzielił z opinią publiczną, nie ograniczając się do deklaracji wiary w dobre intencje ministra Grada.

Zacznijmy od cen gazu i trendów rynkowych. Gaz naturalny, także w formie skroplonej, kupuje się albo w kontraktach wieloletnich, albo na rynku spotowym, gdzie cena zmienia się w zależności od popytu i podaży. Rynek terminowy ma tę zaletę, że można nieco złagodzić wahania cen, choć tylko w pewnych granicach. Ceny w kontraktach terminowych są na ogół powiązane z cenami ropy naftowej (brane są średnie z kilku kwartałów), dlatego nie można liczyć na to, że cena 550 dol. za tonę LNG, zakontraktowana przez Polskę, będzie stała. Jest to cena przy założeniu, że baryłka ropy kosztuje ok. 70 dol. Jeżeli kryzys gospodarczy się skończy i baryłka poszybuje ponad 100 dol., wzrośnie też cena gazu w katarskim kontrakcie.

Na rynku spotowym ceny zmieniają się częściej i są mniej powiązane z sytuacją na rynku ropy naftowej. Na ceny ropy wpływa siła naftowego kartelu OPEC. Podobnego kartelu nie ma (mimo prób podejmowanych m.in. przez Rosję) na rynku gazu i LNG. Z tego powodu w dłuższym okresie ceny LNG będą prawdopodobnie rosły wolniej niż ropy.

Istnieje też drugi powód. Jest nim znaczny wzrost wydobycia gazu naturalnego w USA za pomocą nowych technologii pozwalających na eksploatację złóż łupkowych. Według oficjalnych analiz amerykańskiej Energy Information Administration import LNG do USA będzie w długim okresie spadać do 15 mln ton w roku 2030. Już w tym roku import gwałtownie spadł, a ceny LNG na rynku spotowym kształtują się dziś na poziomie 4-4,5 dol. za MMBTU, czyli 204-235 dol. za tonę LNG - 2,5-krotnie mniej niż zapłacimy w kontrakcie katarskim.

Skoro według różnych analiz obroty na rynku spotowym będą rosły, a ceny nie będą podążały za ceną baryłki ropy, to po co było się spieszyć z zawarciem kontraktu 20-letniego?

Różne osoby związane z rządem mówią: Polska zapłaci wprawdzie za gaz więcej niż np. japońskie konsorcjum, ale to dlatego, że kontrakt zawarty przez Japończyków jest sześciokrotnie większy. To argument niezbyt logiczny. Japonia jest znacznie bardziej uzależniona od dostaw gazu niż Polska, a ponieważ jest wyspą, naturalnym rozwiązaniem są masowe zakupy LNG. Japończycy potrafią negocjować - przez kilka lat spierali się z Qatargasem w sprawie formuły cenowej, zanim zgodzili się na powiązanie z ceną baryłki ropy. Japończycy byli w gruncie rzeczy w gorszej pozycji negocjacyjnej niż my, bo są bardziej uzależnieni od importu, a mimo to zapłacą o ponad 100 dol. za tonę mniej niż PGNiG.

W tej sytuacji należy zadać kilka pytań:

1. Kto doradzał Ministerstwu Skarbu Państwa i PGNiG przy negocjowaniu kontraktu? Przy znacznie mniejszych kontraktach prywatyzacyjnych są doradcy wybierani w drodze publicznego konkursu.

2. Czy PGNiG rozważało możliwość kontraktów spotowych? A jeżeli tak, dlaczego ją odrzuciło?

3. Kto pokryje straty PGNiG spowodowane zakupem droższego gazu z Kataru? Przypomnijmy, że cena przed wpuszczeniem gazu do rur wyniesie 1,20 zł za m sześc., a po doliczeniu kosztów ponownej gazyfikacji 1,40-1,50, czyli o kilkadziesiąt groszy więcej niż wynosi obecna taryfa PGNiG.

4. No i na koniec pytanie podstawowe: kiedy Ministerstwo Skarbu ujawni szczegóły obu kontraktów - stoczniowego i gazowego?


Witold Gadomski
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter