Norwegia będzie kontynuować poszukiwania i wydobycie ropy i gazu na Morzu Barentsa mimo sprzeciwu UE i nie będzie budować nowych połączeń elektroenergetycznych z Europą - powiedział norweski minister energii Terje Aasland w poniedziałek w rozmowie z agencją Reutera.
Szef resortu podkreślił, że Norwegia chce utrzymać wydobycie i eksport ropy naftowej i gazu ziemnego mniej więcej na obecnym poziomie co najmniej do 2035 r. Wymaga to odkrywania nowych złóż i ich uruchamiania, a Morze Barentsa będzie w tym odgrywać kluczową rolę - dodał.
- Jeśli Norwegia ma pozostać długoterminowym dostawcą ropy i gazu do Europy, Arktyka musi być częścią tej dyskusji – przekonywał Aasland.
UE ze względów środowiskowych popiera obecnie zakaz nowych odwiertów w Arktyce. Według Reutersa rozważa jednak zmianę stanowiska w związku z obawami o bezpieczeństwo energetyczne Europy.
Aasland zaznaczył, że Norwegia ma suwerenne prawo do rozwijania złóż na Morzu Barentsa niezależnie od stanowiska Wspólnoty.
- Będziemy rozwijać te obszary, a wtedy od Unii będzie zależało, czy wprowadzi moratorium na zakup (wydobywanego tam - PAP) gazu lub ropy – dodał.
Szef norweskiego resortu energii zapowiedział też, że jego kraj nie będzie budować nowych transgranicznych połączeń elektroenergetycznych z Europą. Miały być one elementem koncepcji Norwegii jako „zielonej baterii” Europy. Norweskie elektrownie wodne miałyby zwiększać produkcję, gdy na kontynencie brakowałoby prądu, a ograniczać ją, gdy energii byłoby pod dostatkiem. Dzięki energetyce opartej na hydroelektrowniach Norwegia miałaby w ten sposób pomagać równoważyć europejski system.
- To była błędna idea – ocenił Aasland.
Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Norwegia stała się największym dostawcą gazu ziemnego do Europy i pokrywa około 30 proc. zapotrzebowania UE i Wielkiej Brytanii. Oficjalne prognozy przewidują jednak gwałtowny spadek produkcji w ciągu najbliższych kilku lat, jeśli nowe złoża nie zostaną odkryte i zagospodarowane.
Z Oslo Mieszko Czarnecki
