Inne

W ofercie wydawnictwa Finna w ramach "Serii z kotwiczką" ukazała się niedawno nowa pozycja autorstwa Samuela Eliota Morisona, amerykańskiego kontradmirała, oficjalnego historyka US Navy w II wojnie światowej i dwukrotnego laureata Nagrody Pulitzera. Tym razem Morison opisuje początek wojny amerykańsko - niemieckiej w szczególności walkę z U-bootami u wybrzeży USA i na Atlantyku.

Bitwa o Atlantyk to nie tylko najdłuższa bitwa drugiej wojny światowej, lecz także najważniejsza bitwa drugiej wojny światowej. Bez dostaw do Anglii nie byłoby drugiego frontu, nie byłoby też pomocy dla Rosji, która bez niej nie wiadomo czy oparłaby się Hitlerowi.

Pierwszy tom „Bitwy o Atlantyk” zawiera opis pierwszej fazy wojny Amerykanów z hitlerowskimi Niemcami. Nazywany jest on okresem „raju dla U-bootów”. Nieliczne niemieckie okręty podwodne, które zaatakowały okolice wschodniego wybrzeża amerykańskiego, a potem rejon Zatoki Meksykańskiej i Karaiby, odniosły tam oszołamiające sukcesy. Nie topiły każdego celu, jaki nawinął im się w peryskopie. Zwykle wybierali tylko zbiornikowce i to tylko te pełne. Na mniejsze statki i duże ale puste szkoda im było torped. Nic więc dziwnego, że Anglicy stanęli w obliczu kryzysu paliwowego...

Morison opisuje najbardziej wstydliwy okres w historii US Navy, gdy garstka U-bootów robiła rzeź przy brzegach Ameryki. Widać w nim niechęć do pisania o tym. Stara się znaleźć i uwypuklić jakoby barbarzyńskie metody działań U-bootów, na udowodnienie jednak tej tezy nie wystarcza mu argumentów. U-booty rozstrzeliwały statki nierzadko na oczach plażowiczów, którzy mieli nie lada atrakcję widząc wylatujące w powietrze statki na ich oczach. Nikt nie potrafi zrozumieć, dlaczego tak się stało.

Wojna już przecież trwała i Amerykanie przystępując do niej mogli korzystać od razu z doświadczeń Anglików. Ze swoją zarozumiałością nie chcieli na początku z nich korzystać. Życie zmusiło ich jednak do tego. Dopiero wydatna pomoc Anglików w szkoleniu i organizacji walki z U-bootami oraz wejście w życie systemu konwojów na przybrzeżnych wodach USA zlikwidowało ten”raj” dla U-bootów.

Morison wiele miejsca w książce poświęca na przedstawienie całej organizacji struktur do walki z U-bootami. Nikt tak szczegółowo tego nie opisał. Skupił się też raczej na działaniach strony amerykańskiej. Pokazuje więc tę wojną raczej jednobiegunowo. Owszem, korzysta także z przesłuchań powojennych Doenitza i zeznań oficerów z jego sztabu, ale jest to raczej wyjątek a nie reguła w tej książce.

Ze wszystkich tomów Morisona ten jest najmniej obiektywny w ocenach działań obu walczących stron. Nie wiadomo z czego to wynika. Być może autor miał „żal” do Niemców, że po prostu ośmieszyli oni de facto obronę przeciw podwodną amerykańską i że nikt nie zadał Amerykanom tak wielkich strat jak właśnie U-booty w II wojnie światowej.

Bo można wytłumaczyć straty w Pearl Harbour zaskoczeniem i podstępnym atakiem Japończyków. Jednak w momencie przystąpienia Amerykanów do wojny z Niemcami nie można przecież mówić o żadnym zaskoczeniu atakami U-bootów! Zadufani w sobie Amerykanie uważali, że wojna nie dotrze do ich wybrzeży, że będzie się toczyć gdzieś tam daleko w Rosji, w Europie, no ewentualnie na środku Atlantyku. Kompletny brak wyobraźni amerykańskich strategów!

Andrzej Ryba

1 1 1 1