Inne

- Załoga Stoczni Gdańsk, która domaga się wypłaty zaległych wynagrodzeń, nie będzie w poniedziałek strajkować - poinformował wiceprzewodniczący komisji zakładowej NSZZ "Solidarność" Karol Guzikiewicz.

- Przedstawiciele zarządu stoczni zapewnili nas, że rano dokonano przelewów i pieniądze na kontach pozostałych pracowników mają być po południu" - wyjaśnił związkowiec.

Stoczniowcy podjęli kilkugodzinny strajk ostrzegawczy w piątek i zawiesili go do poniedziałku rano. Domagają się wypłaty drugiej raty wynagrodzenia za sierpień.

Stocznia Gdańsk ma kłopoty finansowe. Pracownicy od maja otrzymują wynagrodzenie w ratach.

Rzecznik prasowy ukraińskiego udziałowca stoczni Jacek Łęski przyznał w piątek , że "zabrakło pieniędzy w kasie firmy" i przelewy pensji poszły do 700-osobowej grupy pracowników, a reszta załogi - ok.500 osób - ma je otrzymać w poniedziałek.

Agencja Rozwoju Przemysłu w zeszłym tygodniu uznała, że stocznia jest niewydolna, więc nie będzie się dalej angażować w pomoc dla przedsiębiorstwa. ARP, podobnie jak resort skarbu, nie widzi przed stocznią przyszłości.

Według ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego, nie można dalej angażować pieniędzy podatnika w to przedsięwzięcie. Zapowiedział też on, że wystąpi do Najwyższej Izby Kontroli o sprawdzenie całego procesu prywatyzacji Stoczni Gdańsk, a także "efektywności, skuteczności i racjonalności wydatkowania pieniędzy publicznych w tym zakresie".

Prezes ARP Wojciech Dąbrowski przypomniał, że kilka lat temu agencja udzieliła już stoczni pomocy w wysokości około 150 mln zł, a jej celem było zachowanie trwałej zdolności do konkurowania na rynku.

- Dziś widzimy, że ten cel nie został osiągnięty - powiedział. Jak podał, przychody stoczni ze sprzedaży za lata 2011-2012 i pierwszą połowę 2013 roku wyniosły około 540 mln zł, a wynik na sprzedaży minus 375 mln zł.
- To pokazuje całkowitą niewydolność działalności tego podmiotu - stwierdził. Dodał, że biznesplan przygotowany przez ukraińskiego akcjonariusza jest kompletnie nierealny.

Czy ukraiński udziałowiec otrzymał oficjalnie decyzję ARP, nie wiadomo. Dzisiaj Siergiej Taruta ma przyjechać do Polski.
- Od dłuższego czasu próbuje umówić się na spotkanie z ministrem skarbu - mówił nam Jacek Łęski, rzecznik prasowy Gdańsk Shipyard Group, należącej do Siergieja Taruty.

Teraz przyszłość stoczni leży w jego rękach. Jej upadłość nie jest wykluczona. W planie działań medialnych dla ARP, opracowanym przez firmę PR, napisano, że nie ma przesłanek pozwalających na dalsze dofinansowywanie stoczni przez ARP, w związku z tym należy się liczyć z jej upadłością, choć większościowy udziałowiec może chcieć finansować dalej stocznię.
Załoga stoczni liczy ok. 1500 pracowników. Premier Donald Tusk powiedział kilka dni temu, że jeżeli stocznia ogłosi upadłość, to państwo wypłaci stoczniowcom zaległe wynagrodzenia i będzie dla nich szukać pracy.

- Będziemy starali się wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia, żeby ludziom pomóc. Ale ja nie podejmę decyzji, że będziemy dosypywali bez końca pieniądze ukraińskiemu właścicielowi. Przecież ludzie by się za to na mnie w Polsce wściekli - ocenił Tusk. - Pełną odpowiedzialność za Stocznię Gdańsk ma właściciel prywatny.

Od roku udziałowcy stoczni bez efektów rozmawiają o sposobie jej finansowania. ARP nie godzi się na pompowanie kolejnych pieniędzy w firmę. Strona ukraińska twierdzi, że żadnych pieniędzy nie chce. Oczekuje tylko, że agencja zdejmie zabezpieczenia hipoteczne udzielonej wcześniej pożyczki, co pozwoli właścicielowi dysponować majątkiem, sprzedać go inwestorowi, a następnie leasingować. Majątek stoczniowy jest obciążony wpisami wierzycieli w księgach wieczystych.

Stocznia na spłatę zobowiązań potrzebuje ponad 180 mln zł.

To zarząd wie, czy w stoczni jest biznes
Z Jerzym Borowczakiem, posłem PO i byłym stoczniowcem, rozmawia Jacek Klein

Minister skarbu wspólnie z ARP zdecydował, że nie będzie dalszej pomocy dla Stoczni Gdańsk.

Z zewnątrz nie jest łatwo ocenić, jaka jest sytuacja stoczni, ale firma ma zarząd, dwóch właścicieli i to oni powinni zdecydować, czy biznes w stoczni jest jeszcze opłacalny. Rząd nie ma tutaj nic do powiedzenia, nie może niczego nakazać, nawet zależnej agencji. Nie uważam też, że ARP szkodzi stoczni, jak twierdzą stoczniowi związkowcy. Możemy tylko obserwować napływające informacje dotyczące firmy. Trzeba pamiętać, że nie został jeszcze rozliczony przez Komisję Europejską plan ratunkowy dla stoczni, zatem wciąż wisi nad nią widmo zwrotu pomocy publicznej.

Najbliższe dni przyniosą odpowiedź co do losów firmy?

Jest to całkiem prawdopodobne. Jakie mogą być rozwiązania? Na dzisiaj, nawet gdyby akcjonariusze zdecydowali się na proporcjonalne podniesienie kapitału, jak przewidywała jedna z wcześniejszych propozycji, byłoby to niewystarczające, aby utrzymać płynność finansową stoczni. Wydaje się, że potrzebne jest ok. 200 mln zł.

Jacek Klein

1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter