Ponad 24 godziny cztery chińskie okręty znajdowały się w rejonie japońskich wód terytorialnych. Spowodowało to protest w dniu wczorajszym, kiedy rząd w Tokio wyrażał wolę porozumienia z zamorskim sąsiadem.
Relacje pomiędzy drugą a trzecią gospodarką świata są napięte od kilku miesięcy z powodu spornego terytorium na Morzu Wschodniochińskim.
Chińskie okręty pojawiły się w rejonie niezamieszkanych wysp Senkaku (chińska nazwa Diayoutai) kontrolowanych przez Japonię, ale uznawanych przez oba kraje za własne.
W odpowiedzi rząd japoński wezwał chińskiego ambasadora, aby zaprotestować i nakazać opuszczenie spornych wód przez chińskie okręty.
Japońska straż wybrzeża podała, że okręty opuściły rejon wysp około południa.
To był najdłuższy pobyt chińskich jednostek od września ub. roku w tym rejonie odkąd Japonia z rąk prywatnego właściciela zakupiła kilka wysp, co podrażniło Chińczyków. Od kilku miesięcy marynarki wojenne oraz lotnictwo obu państw prowadzą grę "w kotka i myszkę" w rejonie wysp.
Chińskie MSZ milczy w tej sprawie. Jedynie Krajowa Agencja Oceaniczna (SOA), odpowiadająca za kontrolę wód podległych ChRL oświadczyła, że ww. jednostki wykonały jedynie misję patrolową.
Japoński premier Shinzo Abe zadeklarował wolę rozpoczęcia rozmów z Pekinem, jednocześnie odrzucając warunki na jakich miałby być toczony dialog
Źródło: maritime-executive.com
