Zakończyła się ogólnopolska akcja „Recykling Rejs - odzyskuj tworzywa sztuczne". Dominik Dobrowolski w ciągu trzech tygodni opłynął Polskę kajakiem. Zaczął w Tarnowie, skończył w Szczecinie.
Półtora tysiąca kilometrów szlakiem polskich rzek: Dunajcem, Wisłą, Brdą, Notecią, Wartą i Odrą przepłynął w ciągu dwudziestu dni Dominik Dobrowolski, wrocławski podróżnik i ekolog. Dziś dopłynął do brzegu Odry przy szczecińskiej Baltic Marinie. Tym samym zakończył wyprawę „Recykling Rejs - odzyskuj tworzywa sztuczne".
- Nie jestem profesjonalnym kajakarzem, a zwykłym 46-letnim ojcem dwójki dzieci. Chciałem pokazać, że jeśli ja potrafię pokonać 1500km kajakiem, to każdy z nas potrafi segregować odpady i nie wyrzucać ich gdzie popadnie. Każdego dnia pokonywałem do 100 km. Sama wyprawa to nie tylko wiosłowanie, ale przede wszystkim organizacja licznych spotkań. Obywały się one m.in. w Tarnowie, Sandomierzu, Warszawie, Włocławku, Toruniu, Bydgoszczy, Gorzowie. Opisywałem stan polskich rzek, opowiadałem o segregacji odpadów. Niestety, wciąż spora część śmieci trafia do wody, a także na dzikie wysypiska. Ponad 85% odpadów trafiających do Bałtyku pochodzi z rzek - mówi Dominik Dobrowolski.
Według niego poprawia się za to sytuacja ze ściekami komunalnymi w rzekach:
- Coraz więcej miast ma oczyszczalnie, choć jeszcze półtora roku temu nie miała jej Warszawa, co było wstydem na całą Europę. Dużym kłopotem są opakowania. Każdego roku około 5 mln ton odpadów przynosimy ze sklepów: kartoniki, butelki, torebki foliowe itp. Tylko od nas zależy, czy trafią one do odpowiednich pojemników, czy do środowiska. Odpady same w sobie nie są problemem, bo to są konkretne pieniądze w postaci surowca wtórnego. Jest nim brak wiedzy na ten temat - dodaje Dominik Dobrowolski.
Była to jego trzecia taka podróż współorganizowana z Fundacją PlasticsEurope Polska, organizacją reprezentującą producentów tworzyw sztucznych. Dwa lata temu przepłynął odcinek Wrocław-Szczecin, rok temu Oświęcim- Gdańsk.
- Paradoksalne jest, że ludzie potrafią przyjść na plażę obładowani ciężkimi butelkami z napojami, ale już nie potrafią zabrać ze sobą pustych i lżejszych. Między innymi na to uczulamy osoby, z którymi rozmawiamy podczas spotkań. Świadomość ludzi w Polsce się zwiększa. Może to dzięki „rewolucji" śmieciowej, czyli zmianie gospodarki zarządzania śmieciami, o której jest teraz tak głośno. Ludzie zaczęli się przejmować co się dzieje z opadami, za których wywóz płacą teraz więcej - mówi Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.
Tekst i fot: Szymon WASILEWSKI
