Magazyn branży morskiej

Zamów już dziś. Darmowa dostawa

kup teraz

Inne

Powstańcy bez problemów dotarli do Kopenhagi. W Malmo ekspedycja przeokrętowała się na duński szkuner Emilie. Na nim właśnie, 10 czerwca 1863 roku, wyprawa dotarła na miejsce desantu, na które wyznaczono miejscowość Schwarzort, położoną na terytorium Prus, około dziesięciu mil na południe od Kłajpedy. Po wstępnym rozpoznaniu, około godz. 20, Łapiński zarządził lądowanie na godz. 22.

Plan przewidywał, że pierwszy oddział uda się na brzeg i posunie w głąb lądu na 500 kroków. Potem obsadzi przyczółek, na którym lądować bądą kolejne transporty. Dla ułatwienia desantu, zająć miano znajdujące się na wybrzeżu rybackie łodzie. W ten sam sposób zamierzono zdobyć podwody, przy pomocy których oddział ruszyć miał ku granicy z Rosją. Po jej przekroczeniu powstańcy mieli rozpocząć działania bojowe.

Desant rozpoczął się ostatecznie pół godziny po godz. 22. Pierwsi powstańcy wsiedli do dwóch łodzi. Większa przywiązana była do mniejszej spełniając funkcję prowizorycznego holownika. Chodziło o to, aby łodzie nie pogubiły się w zalegających już ciemnościach. Emilie czekać miała nieopodal.

Tragedia u celu

Niestety, powstańcy mieli pecha. Tuż przed samym lądowaniem pogorszyła się pogoda. Od lądu zaczął wiać silny wiatr utrudniający desant. W swoich pamietnikach gen. Łapiński tak opisuje tę sytuację: “Ledwie byliśmy na paręset sążni od statku, gdy pierwsza fala uderzyła w łodzie. I jak gdyby tylko burza czekała na nas, wiatr zerwał się silny i woda coraz więcej się burzyła. Majtkowie naprężąli się przy wiosłach, ja kierowałem osobiście rudlem. Ale usiłowania nasze były nadaremne: wiedziałem, że zamiast zbliżać się do lądu, wiatr coraz silniejszy odpychał nas w morze, bałwany coraz gwałtowniej uderzały o łodzie i napełniały je wodą. Położenie było krytyczne, trzeba było wracać na statek, który nie pojmowałem z jakiej przyczyny, zmiast się nas blisko trzymać, odsadził się od nas na dobre pół mili morskiej. Dałem znak trwogi kilkoma strzałami z rewolweru, ale statek się nie zbliżał. Żołnierze wołali z wielkiej łodzi, że mają wody po kostki, niedługo, że po kolana, kazałem wodę wylewać manierkami, ale to niewiele pomogło bo co trochę wody wyczerpali, to nowy bałwan łódź napełniał.”

Dlaczego Emilie nie reagowała na wezwania lądujących? Powód okazał się banalny. Nieobeznani z morskim fachem powstańcy, zaraz po odpłynięciu pierwszych łodzi, wylegli z radością na pokład uniemożliwiając tym samym pracę załodze statku.

Tak walczymy z kwadrans, statek tymczasem jakby zgłupiał, obraca się to w tę to w ową stronę i nie zbliża się do nas – wspomina Łapiński. – Nareszcie zaczyna się zbliżać, już nie jest jak na sto sążni, wtem ogromny bałwan wali z boku na nas, przewraca wielką łódź, mniejsza utrzymana chwilowo wiosłami i rudlem w równowadze. Z okrzykiem żałosnym przeciągłym, z okrzykiem śmierci tak starsznym, żem zadrżał, ja co nie mam nerwów słabych i podczas całej katastrofy ani na chwilę nie straciłem spokoju, z okrzykiem, którego do śmierci nie zapomnę, trzydziestu sześciu moich najlepszych towarzyszy zanurza się we wzburzonych falach. Pierwsza łódź trzyma się jeszcze na powierzchni, ale lina przyczepiona do wielkiej łodzi ciągnie tył pierwszej na dół, zanurza go w wodę, podczas gdy przodek dębem się podnosi. Jeszcze sekunda, a wszyscy jesteśmy straceni. W tej chwili porywam topór leżący u nóg moich i z siłą i zręcznością, której w sobie się nie spodziewałem, przecinam linę, łódź sie podnosi, majtkowie się wyprężają i odsadzamy od miejsca katastrofy.”

Kiedy większa szalupa się wywróciła, mniejsza dobiła do statku. Pomimo podjęcia natychmiastowej akcji ratunkowej z jego pokładu, 24 powstańców nie udało się już uratować. 8 Polaków i 16 cudzoziemskich ochotników utopiło się niemal u samego celu podrózy. Jakby tego było mało, rozszalały już na dobre sztorm pognał Emilie w kierunku Połągi obsadzonej przez silny rosyjski garnizon.

1