- Jeżeli w kampanii wyborczej dziennikarze nadal będą bezkrytycznie powtarzali zarzuty, jakobym to ja doprowadził do upadku szczecińskiej stoczni, będziemy się za każdym razem spotykali w sądzie w trybie przyspieszonym - zapowiada Jacek Piechota, były minister gospodarki i kandydat na senatora z SLD.
Poszło o programy emitowane przez szczeciński oddział TVP w ubiegłym tygodniu. Według SLD świadczą one o zaangażowaniu się stacji w kampanię wyborczą po stronie PiS.
- Jeżeli w środę ich kandydat na senatora odwiedza stocznię, w czwartek telewizja powtarza relację z tej wizyty, a w piątek emituje jednostronny program na temat upadku przedsiębiorstwa, to chyba o czymś świadczy - mówi Jacek Piechota. - Wystąpię do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz do Rady Etyki Mediów ze skargami na takie zaangażowanie publicznej stacji po stronie jednego kandydata.
- Jestem członkiem rady programowej szczecińskiej telewizji i uważam, że profesjonalizm jest ważniejszy niż polityczne powiązania jej kierownictwa - mówi Albin Majkowski, sekretarz rady wojewódzkiej SLD.
Szczecińską lewicę najbardziej wzburzył program zatytułowany "Czy holding stoczniowy musiał upaść?", wyemitowany w piątek. Jako głównych winnych likwidacji szczecińskiej stoczni w reportażu wskazano rząd SLD i Jacka Piechotę, który był w nim przez niespełna 15 miesięcy ministrem gospodarki.
- Przedstawiono tylko opinie ludzi, których błędy, oprócz sytuacji zewnętrznej, doprowadziły do upadku holdingu - mówi Jacek Piechota. - I tylko jednego z wielu działających w stoczni związków: "Solidarności". A powinni się wypowiedzieć prezesi banków, bo to one na tym upadku poniosły największe straty. W programie nie ma słowa o tym, że Porta Holding była zadłużona na prawie dwa miliardy złotych. Zabrakło informacji, że kredyty były wzięte w całości, a statki zbudowane w połowie. Nie ma słowa, że o upadłości zadecydował niezawisły sąd. Winny jest Jacek Piechota. Szansa na jej uratowanie była w ramach projektowanego konsorcjum Polskie Stocznie. Ale potem były wybory wygrane przez PiS, który się skupił na Gdańsku, bo trzeba było ratować kolebkę. Powiem może niepopularną rzecz, ale dziś, po decyzji Komisji Europejskiej o niedozwolonej pomocy publicznej, nie widzę możliwości odbudowania stoczni w jej poprzednim kształcie. W Gdyni się z tym pogodzili i postoczniowe tereny są zagospodarowywane. U nas się rozdrapuje rany i straszy, że "my tu wrócimy".
Jarosław Spirydowicz{jathumbnail off}
Inne
Kampania stoczniowa. Piechota kontratakuje
26 lipca 2011 |
Źródło:
