Najstarszy budynek świnoujskiego portu zrównano z ziemią. Jeszcze w zeszłym roku tę unikatową kwarantannę z początku XX wieku podczas zwiedzania portu oglądali i fotografowali turyści. Budowle zniszczono, chociaż nie ma na razie żadnych konkretnych planów odnośnie wykorzystania miejsca, w którym stały…
Kwarantanna mieściła się przy wschodnim końcu Portu Handlowego Świnoujście. Wojewódzki Konserwator Zabytków nie wpisał tego obiektu do rejestru zabytków i obiekt można było zniszczyć.
– Nie rozpoczęliśmy procedury wpisywania tego obiektu do rejestru zabytków. Mamy na terenie województwie wiele obiektów, które wpisujemy do rejestru, ale w stosunku do tego nie mieliśmy takich planów – mówi Agnieszka Rychlicka z Wydziału Dokumentacji i Rejestru Zabytków.
Czy obiekt nie zasługiwał na uwagę? W zeszłym roku kwarantanna była główną atrakcją dla turystów, którzy w ramach Dni Zabytków dostali pozwolenie zwiedzenia portu.
– Naprawdę zniszczono te budynki? – nie kryje zaskoczenia pani Ania, jedna z uczestniczek tamtej wycieczki. – To był według mnie unikatowy obiekt. A do tego zlokalizowany na obrzeżach portu. Można było mieć nadzieję, że ocaleje.
– Budowę kwarantanny portowej rozpoczęto jesienią 1906 roku, a skończono dwa lata później – opowiadają pasjonaci historii ze Świnoujścia. – Powstało razem sześć budynków – pierwszy dla osób teoretycznie zdrowych, skierowanych na kwarantannę, drugi dla tych, których choroby nie rozpoznano, trzeci dla chorych ze zdiagnozowaną chorobą, a czwarty z urządzeniami do dezynfekcji. Piąty obiekt był pomieszczeniem gospodarczym, natomiast szósty – kostnicą. Obok był cmentarz. Wszystkie budynki wyposażono w toalety i łaźnie oraz osobne sale dla kobiet i mężczyzn. Było tutaj także niezależne ujęcie wody. Całość połączono siecią ścieżek. Zasadzono także drzewa i krzewy.
Z kwarantanną wiążą się ciekawe historie. Szybko pojawili się tutaj pierwsi chorzy. W 1910 roku na cmentarzu pochowano pierwsze osoby. Zmarły one na cholerę. W okresie międzywojennym przebywali tutaj ludzie cierpiący na choroby weneryczne.
– W szpitalu na wyspie Uznam brakowało już łóżek, żeby pomieścić żołdaków z tymi przypadłościami, więc otworzono tutaj oddział szpitalny – tłumaczą pasjonaci. – Był on niezbędny, bo w Świnoujściu przybywało coraz więcej żołnierzy, a zaraz za nimi także więcej prostytutek.
Po II wojnie światowej obiekt znajdował się w rękach Rosjan. Oni także mieli tutaj oddział dla żołnierzy z chorobami wenerycznymi. Później budynki przeszły w polskie ręce. Powstała tutaj szkoła przyzakładowa „Odry”. Po latach pracownicy pewnego przedsiębiorstwa kostnicę wykorzystywali jako… sypialnię, a na cmentarzu sadzili… warzywa. Podobno pomidory były naprawdę wielkie i smaczne. O budynki jednak nie dbano. Ocalały jedynie baraki dla chorych i kostnica. Ostatnio – decyzją ludzi z Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście – zburzono ostatnie obiekty kwarantanny. Stało się tak, mimo że nie ma obecnie żadnych konkretnych planów odnośnie tego miejsca.
– Obiekty te trzeba było rozebrać, bo groziły katastrofą budowlaną – twierdzi Wojciech Sobecki, rzecznik prasowy Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście.
Czy wcześniej została wykonana ekspertyza potwierdzająca, że te budynki rzeczywiście nadawały się tylko do wyburzenia? W. Sobecki powiedział nam, że takowa została wykonana przez specjalistów z ZMPSiŚ. Chcieliśmy ją zobaczyć, ale rzecznik odmówił stwierdzając, że jest to „wewnętrzna ekspertyza”.
Bartosz TURLEJSKI{jathumbnail off}
Inne
Turyści już nie zobaczą
30 marca 2011 |
Źródło:
