Inne
O ciekawym życiu marynarza, przygodach na morzu i polskiej marynarce mówi Józef Gawłowicz, emerytowany kapitan Żeglugi Wielkiej

Polskie porty morskie się rozwijają, potrzeba będzie więcej marynarzy. Czy jest to zawód, który może pan polecić młodym ludziom?

Józef Gawłowicz: Zdecydowanie tak. Spędziłem 42 lata na morzu i mogę powiedzieć, że moje życie było jak kolorowy film. Niczego nie żałuję. Pływając na statkach towarowych, zwiedziłem cały świat i przeżyłem mnóstwo przygód. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym pracować w innej branży.

Na statku może być niebezpiecznie?

Niebezpieczeństwo to część tego zawodu. Ja sam 24 razy uniknąłem tajfunu. Można powiedzieć, że w unikaniu tajfunów jestem już specjalistą. Nieraz zdarzało się walczyć na morzu o życie. Tak było np. wtedy, gdy płynęliśmy do Teksasu, a huragan Sergio spychał nasz statek na wybrzeże meksykańskie.

Z ogromnym trudem udało się nam wtedy wyjść z opresji.

Na statku spędza się długie miesiące, często w międzynarodowym towarzystwie. Czy różnice kulturowe między członkami załogi nie sprawiają kłopotów?

Marynarz, pływając po różnych zakątkach świata, spotyka się z różnicami kulturowymi na co dzień, więc trzeba się do nich przyzwyczaić. Przy odpowiednim podejściu z każdym można się dogadać. Kiedyś w meksykańskim porcie Manzanillo lokalni dokerzy za pół litra żubrówki podmienili dla nas ładunki. Kukurydzę pastewną, którą mieliśmy przewieźć do Japonii, Meksykanie załadowali na statek radziecki, a nam dali przeznaczoną dla Rosjan kukurydzę najlepszego gatunku. Kiedy przybiliśmy do japońskiego portu, odbiorcy tak się ucieszyli, że zaoferowali mi za tę lepszą kukurydzę gejszę na 48 godzin.

(...)

Adam Tycner
Czytaj więcej w "Rzeczpospolitej"{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter