W PRL-u fotografowanie statków było surowo zabronione. Były to "obiekty o znaczeniu strategicznym", a więc objęte tajemnicą.
Nieopatrzne uwiecznienie na kliszy choćby rybackiego kutra mogło skończyć się dla fotografa-amatora poważnymi kłopotami, aż do wizyty w sądzie w charakterze oskarżonego włącznie. Nic dziwnego, że w latach siedemdziesiątych cholera mnie brała, gdy stałem na główce wschodniego falochronu portu w Ustce, obserwowałem wychodzącą w morze z pasażerami białą, urodziwą Natalię i nie mogłem zrobić jej ani jednego zdjęcia! I to w dobie satelitów szpiegowskich, które z łatwością mogły wytropić najmniejszą knagę, choć raczej niekoniecznie by chciały na pokładzie naszej Natalii.
Na szczęście Natalia nie odpłynęła mi cała, bo jako długoletni kolekcjoner pocztówek z portretami statków i okrętów zdołałem zebrać niemal wszystkie widokówki z tym statkiem.
Przyznam się lepiej od razu - nigdy niestety nie wypłynąłem na Natalii w żaden z jej rejsów, choć raz, w sierpniu 1973 roku, o mały włos zabrałbym się wraz z grupą wczasowiczów w jeden rejs z Darłówka. Wypoczywałem wtedy w nadbałtyckich Dąbkach po szkolnych trudach i kierownictwo turnusu wpadło na pomysł zabrania lądowych szczurów w najprawdziwszy rejs po Bałtyku. Niestety wskutek braku zainteresowania (sic!) przygoda na pokładzie Natalii przeszła mi koło nosa, a jedyną pamiątką z tamtych czasów jest piękna, czarno-biała pocztówka, łowiona zresztą zawzięcie przez dobrych kilka dni.
W 1989 roku przełom objął także fotografowanie. Następcy dawnych WOP-istów i milicjantów - strażnicy graniczni i policjanci - przestali podejrzliwie patrzeć na rozmaitych hobbystów z aparatami. Jednocześnie miejsce Natalii w usteckim porcie zajęła na krótko siostrzana Helena. Nastał prawdziwy raj - fotopasjonaci ruszyli ławą do portu, by fotografować, co się da zobaczyć, w tym nową "miss" miejscowej białej floty. Znajomi mawiali wtedy o mnie, że "co mu z Natalią nie wyszło, to sobie na Helenie odbił".
Po Helenie pojawił się u ujścia Słupi między innymi dwukadłubowy Opal, jeden z całej serii katamaranów o nazwach kamieni szlachetnych. Także on okazał się wcale wdzięcznym motywem dla fotografów.
W ostatnim roku ub. stulecia zawitał do Ustki gość z Norwegii - katamaran Salten, który usiłował zdobyć dla ustczan duński Bornholm. On też przykuwał uwagę hobbystów.
Obecnie gratką dla lądowych szczurów jest rejs na usteckim "galeonie", na którym latem każdego roku goście z głębi kraju, a i spoza granic Polski, chętnie wypływają w morze, by fotografować wspaniałe zachody słońca.
I tylko dobrych widokówek z motywami usteckich statków jest co roku mniej. Widokówka znad morza w naszych oczach zmieniła się w kiczowaty gadżet, niemal obowiązkowo złożony z dwóch lub więcej motywów i nierzadko wątpliwie ozdobiony wstawkami graficznymi w rodzaju mapy polskiego wybrzeża Bałtyku, a przecież kolekcjonerzy morskich pocztówek bynajmniej jeszcze nie odeszli. Brakuje na widokówkach porządnych portretów statków, chociażby właśnie usteckich czy darłowskich.
(WMW)
