Inne
Nieuchronnie zbliża się moment, kiedy orłowski klif straci swój unikatowy charakter, a jego malowniczą pionową ścianę oglądać będziemy tylko na pocztówkach.

Orłowski klif to miejsce, które obowiązkowo musi odwiedzić i sfotografować każdy turysta przyjeżdżający do Gdyni. I dobrze, bo to malownicze miejsce niebawem może utracić swój unikatowy w skali kraju charakter.

Swoją wyjątkowość klif orłowski zawdzięcza niespotykanej gdzie indziej stromiźnie, przypominającej wręcz górskie urwisko. A ta powstała dzięki warstwom bardzo twardej gliny, chroniącej klif przed osypywaniem się ku morzu. Jednak, jak twierdzą fachowcy z Urzędu Morskiego w Gdyni, warstwa gliny jest coraz cieńsza. Kiedy jej zabraknie orłowski klif nie będzie wiele różnił się od tego, który oglądać możemy niemal na całej długości gdyńskiego i nie tylko wybrzeża.
Ostatnia faza może być bardzo gwałtowna.

- Co roku tracimy średnio od pół metra do 70 centymetrów orłowskiego klifu - mówi Andrzej Cieślak, główny specjalista w Inspektoracie Nadzoru Zabudowy i Zagospodarowania Przestrzennego Urzędu Morskiego w Gdyni. - Nie posiadamy dokładnych danych, ile gliny jeszcze zostało, ale nietrudno policzyć, iż jeśli to 20 metrów, to wystarczy jej na maksimum 40 lat. A im bliżej będzie do końca gliny, tym bardziej zachowanie klifu może nieprzewidywalne. Ostatnia faza tego procesu najprawdopodobniej będzie miała bardzo gwałtowny przebieg. A prościej mówiąc, kiedy gliny będzie już bardzo mało, w najmniej spodziwanym momencie, całość oderwie się od klifu i runie na plażę.

Czy miejsce, które inspirowało Stefana Żeromskiego podczas pisania "Wiatru od morza", można zachować dla naszych dzieci i wnuków?

- Ten klif różni się od innych nie tylko wyglądem - dodaje Andrzej Cieślak. - "Zwykłe" klify nie są wbrew pozorom niszczone przez morze, a przez wody gruntowe. Morze w ich przypadku tylko sprząta to, co spadnie na plażę. Klif orłowski natomiast, a przynajmniej ta część zbudowana z gliny, jest bardzo zwarta. Twardością przypomina wręcz skałę. Plaży pod nim praktycznie nie ma. I niszczy go morze. W zależności od nasilenia sztormów w danym roku, tracimy mniej lub więcej klifu. Jest sposób by się tak nie działo. Można wybudować progi podwodne, które chroniłyby brzeg, a zarazem i klif. Przy okazji załatwiłyby sprawę niszczenia miejsca, gdzie znajdowała się w ubiegłych latach letnia Scena Teatru Miejskiego. Takie właśnie, zbudowane z naturalnych głazów mamy kawałek dalej. Właśnie otrzymaliśmy opinię dotyczącą oddziaływania na środowisko. Jest pozytywna, nie zmieniły warunków panujących w tym miejscu przed ułożeniem progów.

Innym sposobem ochrony klifu orłowskiego, jednak bardziej inwazyjnym i zdecydowanie mniej estetycznym jest otoczenie go opaską ochronną. Jednak by zdała egzamin najprawdopodobniej musiała by być betonowa.

Tak czy inaczej w najbliższym czasie najprawdopodobniej nie będzie rozstrzygana kwestia, który ze sposobów ochrony klifu wybrać. Ponieważ rejon ten znajduje się już pod ochroną w ramach rezerwatu Kępa Redłowska. Paradoksalnie jednak zamiast pomóc, może mu to zaszkodzić. Bo rezerwat chroni nie tyle sam klif, co proces, który go tworzy. Ten sam, który doprowadzi w końcu do zniszczenia jego unikalnej formy.

Joanna Jarosik, Regionalny Konserwator Przyrody w Gdańsku, nie widzi potrzeby podejmowania działań stabilizujących klif.

- Niedawno opracowany i ustanowiony plan ochrony dla rezerwatu Kępa Redłowska, na którego opublikowanie właśnie czekamy, nie sygnalizuje takich zagrożeń - tłumaczy Joanna Jarosik. - Ponadto co najmniej od roku czynione są starania w celu utworzenia rezerwatu na obszarze morskim u stóp lądowego. Organizacje pozarządowe mają tu poparcie prezydenta Gdyni.

Rezerwat morski o utworzenie, którego stara się między innymi Greenpeace Polska, także paradoksalnie może bardziej zaszkodzić niż pomóc klifowi. Bo choć miejsce u jego podnóża ochroną objęte jeszcze nie jest, Greenpeace ma pełne poparcie zarówno władz Gdyni jak i mieszkańców miasta. W oczekiwaniu na zmianę przepisów, która wreszcie pozwoli na jego utworzenie (zgodnie z obowiązującymi rezerwat morski teoretycznie mógłby powstać, ale nie ma organu, który mógłby powołać go do istnienia, ponieważ władza Regionalnej Dyrekcji ochrony Środowiska posiadającej uprawnienia do tworzenia rezerwatów, kończy się na plaży, a Urząd Morski zawiadujący tym co dalej, nie może powoływać rezerwatów), miasto obiecało nie podejmować żadnych inwestycji, które byłyby sprzeczne z ideą powstania rezerwatu. Akwen znajdujący się u stóp klifu orłowskiego też jest unikalny. nazywany jest przez biologów morskim przedszkolem. Tu bowiem spędza swoje "dzieciństwo" większość gatunków mieszkających w Zatoce Gdańskiej i nie tylko.


Agata Grzegorczyk
{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter