W kwietniu w „Naszym MORZU”
Z dyrektorem Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni kmdr. por. dr. Sławomirem Kudelą rozmawia Tomasz Falba.
- Najbardziej spektakularnym sukcesem Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni w ostatnich miesiącach, było uratowanie przed zniszczeniem najstarszego polskiego okrętu kutra pościgowego Batory, który przez trzydzieści lat tkwił wbetonowany w nabrzeże portu wojennego w Helu. W grudniu ubiegłego roku jednostka stanęła przed muzeum. Należą się wam za to wielkie brawa. Ale potem przyszła ciężka zima,a wy nawet nie przykryliście okrętu plandeką, aby uchronić go przed śniegiem. Dlaczego?
- Nie był niczym przykryty, bo cały czas, nawet w czasie mrozów i śniegów, coś przy nim robiliśmy. Potrzebowaliśmy stałego dostępu do wnętrza. W takiej sytuacji przykrywanie go byłoby dla nas kłopotliwe, bo śnieg przywaliłby plandekę i nie moglibyśmy do niego dotrzeć. A poza tym proszę się nie obawiać. Nawet zima jak ta, która była w tym roku, nie jest mu w stanie zaszkodzić. Są to dla okrętu warunki naturalne. Przecież kiedy był w służbie, też nikt go na zimę niczym nie przykrywał i nic mu się jakoś z tego powodu nie stało.
- Kiedy zwiedzający będą mogli zobaczyć Batorego po remoncie?
- Lada moment (rozmawiamy w połowie marca – red.) rozpoczniemy ostatnie prace. Okręt zostanie najpierw zespawany (na potrzeby transportu został przecięty na pół – red.), a potem będą na nim instalowane wszystkie zdjęte do konserwacji elementy. Chcemy, aby na Noc Muzeów, która wypada w tym roku 15 maja, był już gotowy. Wtedy zostanie uroczyście włączony do zasobów naszego muzeum.
- Jak to będzie wyglądało?
- Pomysł jest taki, aby zrobić to o zmroku. Okręt zostanie podświetlony i może przy akompaniamencie wystrzałów armatnich ochrzczony butelką szampana. Oczywiście wszystkich zainteresowanych już dziś serdecznie zapraszam.
- Czy to co zobaczą, to już będzie docelowy wygląd Batorego?
- Na razie okręt zostanie odnowiony z zewnątrz. Będzie nadbudówka, bulaje, okna, maszty, relingi, knagi, łańcuchy itp. Ale nie zamierzamy na tym poprzestać. W tej chwili zbieramy materiały archiwalne na temat Batorego, których nie zachowało się niestety wiele. To utrudnia rekonstrukcję. W drugiej połowie roku chcielibyśmy rozpocząć odbudowę wnętrza sterówki. Potem spróbujemy zrobić to samo z pomieszczeniami załogi. Trzeba pamiętać, że w środku Batory został całkowicie wybebeszony, więc odtwarzamy go praktycznie od zera. Jest to wielkie wyzwanie nie tylko merytoryczne, ale także finansowe. Jestem jednak dobrej myśli. Docelowo marzy mi się, aby pokazać stan tego okrętu z września 1939 roku.
- W ubiegłym roku wzbogaciliście się jednak nie tylko o Batorego, ale także o jacht Bosman II. Czy planujecie powiększenie kolekcji o dalsze jednostki? Podobno chcecie przejąć motorówkę sanitarną Samarytanka, pierwszy statek zbudowany rękoma polskich stoczniowców, a znajdujący się obecnie na terenie Stoczni Gdynia.
- Rzeczywiście czynimy takie starania, zainspirowani m.in. publikacjami „Naszego MORZA”. Już od jakiegoś czasu przyglądamy się Samarytance, ale przed działaniem powstrzymywały nas do tej pory dwa czynniki. Po pierwsze uważaliśmy, że pierwszeństwo w jej przejęciu powinny mieć inne muzea, a po drugie statek ten nie jest tak ściśle związany z historią Marynarki Wojennej jak choćby Batory. Ponieważ okazuje się jednak, że chętnych do Samarytanki nie ma, możemy ją wziąć. Dla nas posiadanie tej jednostki byłoby wielkim zaszczytem. Mielibyśmy bowiem obok siebie najstarszy polski okręt i statek.
- Rośnie wam jednak konkurencja. Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu już tworzy Kołobrzeski Skansen Morski, gdzie obok siebie staną dwa okręty wycofane ze służby - patrolowiec Fala i okręt rakietowy Władysławowo. Więcej. Oni ogłosili już, że po wycofaniu ze służby okrętów podwodnych typu Kobben jeden z nich chętnie widzieliby u siebie (więcej na ten temat można przeczytać na str. 13). Dlaczego Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni nie jest zainteresowane pozyskaniem tego rodzaju obiektów?
- Przede wszystkim nie traktuję Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu jako konkurencji. To nasi partnerzy i brać muzealna, której życzę jak najlepiej. Cieszę się, że także na Wybrzeżu Środkowym mocno zostanie zaakcentowana historia Marynarki Wojennej. Ale Gdynia ma swoją specyfikę, a Kołobrzeg swoją. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w Gdyni nie ma możliwości stworzenia skansenu morskiego. Nie ma na tu na to ani miejsca, ani warunków. W Gdyni po prostu trudniej o wolne nabrzeża.
- Może zatem trzeba okręty ustawiać na lądzie? Jak Batorego czy Bosmana II?
- Tylko gdzie? Teren, na którym znajduje się nasza ekspozycja plenerowa praktycznie jest już zapchany. Wejdą tu tylko niewielkie jednostki, takie jak Samarytanka, która ma przecież zaledwie 15 metrów długości. Po jej ustawieniu już nic tam nie zmieścimy. Zaś innymi powierzchniami nie dysponujemy.
- Zatem co? Wycofywane ze służby okręty naszej Marynarki Wojennej będą cięte na złom, jak wcześniej choćby okręty podwodne Sęp czy Dzik, a wy nawet palcem nie kiwniecie, aby przejąć niektóre z nich?
- Nie kiwniemy, bo jesteśmy realistami. Jeśli znajdzie się ktoś, jakaś placówka czy instytucja, która będzie chciała zachować taką jednostkę, aby ją udostępnić zwiedzającym i będzie dysponować terenem, na którym to zrobi, to służymy wszelkim poparciem i pomocą. Nic więcej zrobić nie możemy. Trzeba umieć odróżniać fantazje od rzeczywistości.
- Ale przejęliście np. kiosk Dzika. Obiecaliście też, że go odpowiednio wyeksponujecie, a tymczasem stoi pod płotem i rdzewieje.
- Obiecaliśmy i zrobimy. Ale póki co zaangażowaliśmy się w projekt ratowania Batorego, który jest w tej chwili, z racji swojego wieku i historii, ozdobą naszego muzeum. Należy mu się pierwszeństwo. Dzik może jeszcze trochę poczekać. Nic mu się nie stanie.
- Nie ma pan wrażenia, że ekspozycja plenerowa, w takim kształcie, w jakim się ona teraz znajduje przypomina bardziej śmietnik niż muzeum? Rdzewiejące eksponaty, rzucone bez składu i ładu, wybite szyby w śmigłowcach czy samolotach. Dawniej wyglądało to zupełnie inaczej.
- Nie zgodzę się z pańskimi wrażeniami. Kiedyś eksponatów było mniej, a plac był większy. Dzisiaj i eksponatów jest więcej, i teren się skurczył. Być może z tego wynika wrażenie ciasnoty, choć na pewno nie śmietnika. Teren skurczył się, bo prawie połowa została zajęta przez nowy budynek. Obiekty zaś są przez nas co roku odnawiane i konserwowane, a ewentualne uszkodzenia naprawiane. Zaś sytuacje, o których pan mówi to często przykłady zachowań zwiedzających.
- Niektórzy twierdzą, że także wasze magazyny, w których przechowujecie eksponaty czy dokumenty nie są w najlepszym stanie.
- A niby skąd mieliby oni wiedzieć, w jakim stanie znajdują się nasze magazyny, skoro nigdy w nich nie byli, bo wstęp do nich mają tylko pracownicy muzeum? Oczywiście zupełnie szczerze przyznam, że eksponaty są u nas przechowywane w taki sposób ,na jaki pozwalają posiadane przez nas obiekty, w których jest po prostu dla nich za ciasno, ale wszelkie warunki w zakresie ich przechowywania są tam spełnione. Paranoja sytuacji polega na tym, że przez czterdzieści lat nie możemy się doczekać nowoczesnego budynku, siedziby z prawdziwego zdarzenia. Powstał, co trzeba koniecznie podkreślić, za społeczne składki, nowy gmach, ale nie mamy pieniędzy na jego wykończenie. Nikt nie chce nam pomóc w zmianie tego stanu rzeczy. A potem słyszymy, że zbiory są nieodpowiednio przechowywane.
- Ile potrzeba na dokończenie budowy?
- Około 15 milionów złotych. Gdzie tylko się da szukamy tych pieniędzy. Ostatnio pojawiła się pewna nadzieja. Złożyliśmy wniosek o fundusze unijne ze Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Został pozytywnie zaopiniowany przez ekspertów. Czekamy na decyzję marszałka województwa pomorskiego. Mamy nadzieję - korzystną dla nas. Ministerstwo Obrony Narodowej, któremu podlegamy, obiecało, że dołoży 30 procent sumy potrzebnej do zakończenia inwestycji. Jeśli będzie decyzja o przyznaniu środków, to wykończenie obiektu powinno potrwać około dwóch lat. Na pewno sytuacja gospodarcza kraju nie jest bez znaczenia, ale jak patrzę na budowę i rozwój innych powstających palcówek muzealnych – pęka serce…
- A po wybudowaniu – jakie to będzie muzeum? Pełne zakurzonych gablot czy multimedialna ekspozycja na miarę tego co możemy zobaczyć choćby w Muzeum Powstania Warszawskiego?
- Na pewno nie to pierwsze, bo byłoby to nieporozumienie. Oczywiście stawiamy na nowoczesne środki wyrazu. Gmach jest czterokondygnacyjny. Na dwóch pierwszych będziemy chcieli pokazać to co najpiękniejsze w historii polskiej floty wojennej. Do dyspozycji zwiedzających oddamy salę multimedialną na 120 miejsc. Zaś na ostatniej kondygnacji otwarta zostanie restauracja z widokiem na Gdynię i morze. Mamy nadzieję, że w takim kształcie obiekt ten spełni zarówno nasze ambicje muzealne jak i odpowie na oczekiwania społeczne.
- Ale pewne rzeczy można zrobić zanim uda się uruchomić nowy gmach. Macie np. bardzo bogate zbiory dokumentów. Dlaczego nie skanujecie ich i nie wrzucacie do Internetu, aby mogli się z nimi zapoznać wszyscy zainteresowani?
- Zbiory archiwalne to skarb każdego muzeum, także naszego. Od dwóch lat staramy się je zdigitalizować. Ale nie należy oczekiwać, że wszystkie nasze zbiory pojawią się w internecie. Żadna placówka muzealna na świecie nie udostępnia całości swoich zasobów w ten sposób. Poza tym jest to dla nas dodatkowe źródło dochodu. Proszę bardzo możemy udostępnić nasze archiwalia, ale za dostęp do nich trzeba będzie zapłacić. Część zbiorów będzie oczywiście pokazywana za darmo, ale nie wszystkie. My też musimy jakoś zarabiać na swoje utrzymanie. To jeden ze sposobów uzupełniania kasy.
- Największą waszą perełką jest okręt-muzeum Błyskawica. Tymczasem nawet nie jesteście jego właścicielami. Czy robicie coś, aby pozyskać go do swoich zasobów, aby być na jego pokładzie prawdziwym gospodarzem?
- To prawda, że sytuacja nie jest normalna. Właścicielem Błyskawicy jest Marynarka Wojenna. Okręt jest nam użyczony w części rufowej, gdzie organizujemy wystawy historyczne. Jest to jedyne dla nas miejsce w Gdyni, gdzie możemy to robić. W ubiegłym roku odbyła się w MON konferencja na temat przyszłości muzealnictwa wojskowego. My, jako najstarsze w Polsce muzeum morskie, wchodzimy w skład tego systemu. Postulowałem tam przejęcie Błyskawicy. Wcześniej, podobnie jak jej poprzednik niszczyciel Burza, była w naszej gestii przez ponad trzydzieści lat. Kiedy przedstawiłem wniosek o ponowne włączenie jednostki do naszego muzeum spotkało się to z ostrą krytyką części środowiska Marynarki Wojennej. Według niektórych dobrze jest jak jest, a zadaniem Błyskawicy powinno być przede wszystkim pełnienie funkcji reprezentacyjnych dla Marynarki Wojennej. A ja uważam, że te funkcje wzajemnie się nie wykluczają. Błyskawica może pełnić je obie, bez szkody dla którejkolwiek z nich.
- W listopadowym numerze „Naszego MORZA” także i my pytaliśmy się co dalej z Błyskawicą. Coś się od tego czasu zmieniło?
- Po tej publikacji otrzymałem bardzo dużo e-maili i telefonów na ten temat. Były głosy oburzenia, że chcę podporządkować sobie Błyskawicę, że jej nie utrzymam, że porywam się z motyką na słońce, że to skrzywdzi załogę itp. Jednak muszę przyznać, że po moich wyjaśnieniach większość rozmówców zmieniała ton wypowiedzi. W pewnym momencie nabrałem wątpliwości, co do swoich poglądów, podbudowały mnie jednak głosy, które popierały mój sposób myślenia, szczególnie ważne były dla mnie te ze strony oficerów MW. Podkreślam, że moja propozycja włączenia okrętu do Muzeum Marynarki Wojennej była zwykłą propozycją i wnioskiem praktyka, który od ponad piętnastu lat uczestniczy w życiu tej placówki. Był to wniosek, który przecież nie skutkował żadnymi decyzjami, głos w dyskusji i odpowiedź na pytanie o przyszłość Muzeum Marynarki Wojennej. Nie wiem kto będąc na moim miejscu odpowiedziałby, że nie chce powrotu Błyskawicy do muzeum. Trzeba również pamiętać, że taka decyzja i wynikające z niej rozwiązania organizacyjne mogą być zrealizowane bezwzględnie tylko przy pełnej akceptacji dowódcy Marynarki Wojennej, a więc mówienie o jakiś zamachach i podstępnym działaniu, bo i takie były głosy, są po prostu śmieszne i nieodpowiedzialne. Dlatego też decyzja o pozostawieniu naszych instytucji w aktualnym stanie organizacyjnym została przez muzeum przyjęta z szacunkiem i pełną pokorą. Nie my podejmujemy takie decyzje jak podporządkowanie Błyskawicy, jednak mamy prawo do wyrażania swoich opinii, bo między innymi po to jesteśmy. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, by zachować to co najpiękniejsze i ważne w działalności naszych instytucji. Musimy dbać o piękno tradycji i ukazywać wspaniałość historii tej niezwykłej formacji naszych Sił Zbrojnych, a czy będziemy razem, czy osobno, to w konsekwencji dziejowej w sumie nie ma takiego znaczenia.
- Ale kiedy Błyskawica była w waszej gestii, tak o nią „dbaliście”, że nawet nie wpisaliście jej do rejestru zabytków. Dlaczego?
- Błyskawica nie jest w naszej ewidencji, jest w składzie Marynarki Wojennej. Niezależnie jednak od jej umocowań prawno - organizacyjnych nie ma mowy, aby cichcem ktoś mógł ją pociąć na złom tylko dlatego, że nie figuruje w rejestrze zabytków. W ogóle takie myślenie to bzdura i nonsens. Inna rzecz, że Muzeum Marynarki Wojennej stało się muzeum z prawdziwego zdarzenia, czyli placówką działającą w oparciu o ustawę o muzeach, dopiero w 2007 roku, czyli zaledwie trzy lata temu! Wcześniej była to zwykła jednostka wojskowa, która tylko nosiła nazwę muzeum. Mieliśmy liczne zadania wojskowe wynikające z tej sytuacji. Muzealnictwo było tylko jednym z elementów naszej ówczesnej działalności. Nie w naszej gestii było wtedy podejmowanie takich decyzji jak wnioskowanie o wpis Błyskawicy do rejestru zabytków.
- Czy pańskim zdaniem Błyskawica, w takiej formie jak jest prezentowana dzisiaj, wykorzystuje wszystkie swoje możliwości?
- Uważam, że nie do końca. Wystawa eksponowana na okręcie powinna być bardziej nowoczesna. Dobrze byłoby wprowadzić trochę techniki i form multimedialnych podczas zwiedzania jednostki, jak na przykład symulować pracę turbin, alarmy bojowe, stworzyć salkę kinową, pokazać warunki życia na okręcie itp. Póki co, nie ma takich możliwości. Cieszmy się jednak tym co jest. Okręt i tak błyszczy pięknem i sławą, a wejście na jego pokład nadal i myślę, że długo jeszcze, będzie wspaniałym przeżyciem.
- Dlaczego do tej pory wokół muzeum nie udało się skupić środowiska pasjonatów zainteresowanych dziejami polskiej floty wojennej?
- Wracamy do początku naszej rozmowy. Mógłbym zorganizować np. dla nich jakieś spotkanie ale gdzie? Póki nie mamy nowej siedziby nie ma o tym mowy. A wynajmowanie czegoś poza muzeum kosztuje. I chociaż mamy bliskie kontakty z tymi środowiskami z całej Polski, to nie mamy jak z nimi współpracować w takim rozumieniu. Staramy się korzystać z ich możliwości przy okazji organizowanych przez nas imprez, a w zamian udostępniamy im naszą wiedzę, którą oni wykorzystują z kolei dla swoich potrzeb, np. rekonstrukcji mundurów.
- Wychodzi na to, że nic nie możecie zrobić, bo nie macie pieniędzy, siedziby i Błyskawicy. Czy to aby nie za łatwe tłumaczenie?
- Ale tak jest naprawdę. Brak rzeczy, które pan wymienił bardzo ogranicza nasze możliwości. To główne powody, dla których muzeum nie może się rozwijać tak jak powinno. Trzeba to wreszcie wyraźnie i mocno powiedzieć. Liczę, że w końcu, do odpowiednich ludzi dotrze to co mówię od kilku lat. Nasze muzeum może być jedną z największych atrakcji regionu. I nie tylko. W ciągu ostatnich dziesięciu lat zrobiliśmy dokładnie 111 wystaw w całym kraju, które cieszyły się tam dużym zainteresowaniem. Niech mi pan pokaże placówkę, która mając tak ograniczone możliwości jak my robi tyle co my. Nie rozumiem dlaczego decydenci nie chcą tego dostrzec.
{jathumbnail off}
Inne
Historia bez wsparcia
15 kwietnia 2010 |
