
- To właśnie on - mówi szef giżyckiego Almaturu, znanego na Mazurach ośrodka żeglarskiego, Grzegorz Winiarczyk, wskazując ręką odrapany kadłub jachtu, częściowo przykryty plandeką.
Jesteśmy rozczarowani. To naprawdę on? Ten słynny jacht z filmu Romana Polańskiego „Nóż w wodzie”? Wrak, który mamy przed sobą w niczym nie przypomina eleganckiej, przestronnej żaglówki, którą możemy oglądać w filmie. Jadąc tutaj słyszeliśmy co prawda, że jednostka jest w opłakanym stanie, ale żeby aż tak?
Rozmiar zniszczeń widać bardziej, kiedy wdrapujemy się na pokład jachtu. Aby zrobić zdjęcia odsłaniamy go zwalając na podłogę hangaru najpierw plandekę, potem resztki jakichś starych wykładzin i kilka innych rzeczy. Pod spodem żaglówka okazuje się zbiorem, jako tako tylko powiązanych ze sobą, spróchniałych desek. Szczególnie przygnębiające wrażenie robi kompletnie zdemolowane wnętrze. Przez szpary w dnie kadłuba widać betonową podłogę hangaru. Wszystko pokryte kurzem.
Gdyby ktoś chciał go odbudować musiałby zainwestować naprawdę duże pieniądze, może nawet kilkaset tysięcy złotych? Być może z oryginalnego jachtu, zbudowanego z dębowego drewna, zostałyby tylko pojedyncze elementy? Grzegorz Winiarczyk twierdzi, że pomimo tego i tak, od czasu do czasu, zgłaszają się chętni do kupienia łódki.
- Póki co takiej opcji nie ma - zapewnia prezes Almaturu. - Możliwe jest natomiast takie rozwiązanie: zgadzamy się na remont jachtu, w zamian za możliwość jego okresowego użytkowania, np. w sezonie letnim. Ale jacht musi pozostać w naszym ośrodku. Co do tego nie ma dyskusji.
Tomasz Falba
Więcej – w najnowszym numerze „Naszego MORZA”, od 15 listopada na rynku!
{jathumbnail off}
