W Stoczni Marynarki Wojennej ruszyła procedura zwolnień grupowych. W piątek o jej wszczęciu zarząd stoczni poinformował związki zawodowe. Zwolnionych ma zostać ponad 300 pracowników. - Zwolnienia w takiej skali są nie do zaakceptowania - mówi Mirosław Kamieński, przewodniczący Solidarności w Stoczni Marynarki Wojennej. - Zarząd chce zwolnić 30 proc. załogi, to zdecydowanie za dużo.
Związkowcy rozpoczęli negocjacje z zarządem. Zakończą się one na początku października.
- Na wypadek niepowodzenia rozmów przygotowujemy protesty - dodaje Kamieński. - Musimy się liczyć z tym, że w sposób dobitny będziemy musieli wystąpić w obronie miejsc pracy.
Stoczniowcy chcą także, aby ci, którzy będą musieli odejść ze stoczni, dostali odszkodowania podobne do tych, jakie były w stoczni Gdynia i Szczecin, a nie maksymalnie trzy pensje.
W ubiegłym tygodniu związkowcy spotkali się z wiceministrem skarbu Zdzisławem Gawlikiem i wiceministrem obrony Zenonem Kosiniakiem-Kamyszem.
- Gawlik zobowiązał zarząd stoczni i Agencję Rozwoju Przemysłu, aby skutki społeczne restrukturyzacji były jak najmniej dotkliwe. Przedstawiciel resortu obrony zadeklarował, że stocznia jest potrzebna do realizacji działań marynarki i jest wpisana w system obronności kraju - mówi Kamieński.
- Ucieszyliśmy się, że powróciliśmy do dialogu na szczeblu ministerialnym - mówi Tadeusz Szymelfenig, przewodniczący rady pracowniczej. - Zarząd jednak dialogu nie podjął.
Związkowcy argumentują, że zarząd nie przedstawił żadnego uzasadnienia przemawiającego za tak znacznymi zwolnieniami.
- Wielkość zwolnień ustaliliśmy na podstawie konkretnych wyliczeń dotyczących restrukturyzacji zatrudniania - mówi prezes stoczni Roman Kraiński. - Miesięcznie da to oszczędności rzędu 1,5 mln zł. A według zarządu oszczędności są konieczne, żeby stocznia zaczęła zarabiać. W innym razie niemożliwe stanie się zawarcie układu z wierzycielami i stocznia zostanie zlikwidowana.
W ubiegłym miesiącu zarząd z powodu utraty przez stocznię płynności finansowej zwrócił się do sądu o pozwolenie na zawarcie układu z wierzycielami stoczni. Ma on umożliwić przeprowadzenie restrukturyzacji stoczni. Sąd wyznaczył już nadzorcę, który przygotowuje wniosek o układ. Potrwa to ok. 3-4 tygodni.
Związkowcy chcą, aby zarząd poszukał oszczędności gdzie indziej.
- A gdzie mamy szukać oszczędności, skoro 65 proc. kosztów to koszty pracy - tłumaczy Kraiński. - Z pracowników produkcyjnych pracę straci kilkanaście osób. Zwolnienia będą dotyczyć pracowników nieprodukcyjnych, którzy stanowią połowę załogi. Taki stan jest niemożliwy do utrzymania.
Wodowanie
W środę w Stoczni Marynarki Wojennej odbędzie się wodowanie korwety ORP "Gawron".
Okręt z powodu problemów z finansowaniem ze strony MON budowany jest już od ośmiu lat. Zamówienia z MON stanowią 80 proc. przychodów stoczni. Kulejący budżet marynarki wpędza jednak stocznię w kłopoty finansowe. W 2005 r. stocznia została skomercjalizowana, ARP objęła 99 proc. akcji. Komercjalizacja z godnie z decyzją rządu nie miała prowadzić do prywatyzacji. Według związkowców najlepszym wyjściem było przekazanie przez ARP wszystkich akcji Ministerstwu Skarbu. Resort skarbu, który de facto poprzez ARP jest właścicielem stoczni, zlecił jednak przygotowania do jej prywatyzacji. ARP ogłosiła już przetarg na wycenę stoczniowego majątku.
Jacek Klein
{jathumbnail off}
Inne
Grupowe zwolnienia w Stoczni Marynarki Wojennej
15 września 2009 |
Źródło:
