Inne
Nie udało się w środę zakończyć procesu w sprawie pożaru w hali gdańskiej stoczni. Na wyznaczone przez sędziego badania zgłosiło się za mało poszkodowanych w tym pożarze osób. Sąd za naszym pośrednictwem apeluje, by nie ignorować badań

Do tragicznego pożaru w hali Stoczni Gdańskiej przy ul. Jana z Kolna doszło 24 listopada 1994 r. Tego dnia odbywał się tam koncert rockowy. W środku było około 800 osób. Ogień wybuchł jednocześnie pod drewnianą trybuną i na dachu budynku. Ludzie rzucili się do ucieczki, ale z pięciu drzwi ewakuacyjnych tylko trzy nie były zamknięte na kłódkę. W sumie śmierć poniosło siedem osób, a prawie 300 zostało poparzonych. Śledztwo wykazało, że przyczyną pożaru było podpalenie, ale sprawcy nie udało się ustalić. O "niedopełnienie obowiązków przy organizacji i zabezpieczeniu imprezy" oskarżono Jana S. - komendanta zakładowej straży pożarnej w SG, Ryszarda G. - pracownika technicznego obsługi produkcji stoczni oraz Jarosława K. i Tomasza T. - organizatorów koncertu z Agencji Reklamy FM. Grozi im do 8 lat więzienia.

Proces przed Sądem Okręgowym w Gdańsku toczy się już po raz trzeci. Pierwszy raz akt oskarżenia odczytano w 1997 r., ale po dwóch latach sprawę trzeba było zawiesić z powodu przewlekłej choroby jednego z oskarżonych mężczyzn. Po raz drugi proces ruszył na początku 2000 r. Jednak po 21 miesiącach - w listopadzie 2001 r. - został przerwany, bo sędzia Wojciech O. miał samochodową kolizję po pijanemu i został zawieszony w obowiązkach służbowych. Obecny proces trwa od 2002 r.

Sędzia Robert Studzienny już wiele miesięcy temu zakończył przesłuchiwanie ostatnich świadków i zamierzał wydać wyrok. Sprawę skomplikowała jednak wydana w marcu opinia lekarska, z której wynika, że na podstawie dostępnej dokumentacji medycznej nie da się stwierdzić, jak poważne obrażenia podczas pożaru odniosła część osób. - Od momentu sporządzenia aktu oskarżenia zmieniła się treść przepisów kodeksu karnego i konieczne jest dostosowanie treści oskarżenia do zaktualizowanych przepisów - poinformował sędzia i zarządził dodatkowe zbadanie 85 osób w Zakładzie Medycyny Sądowej. Lekarze mieli określić trwałość i skalę zeszpecenia ciał. Wyniki badań miały być przedstawione w sądzie w środę. Rozprawę jednak odroczono o kolejne trzy miesiące, bo na badania zgłosiło się tylko 36 osób. Zdaniem sędziego, to zdecydowanie za mało, żeby można było zakończyć proces. Kolejne badania sędzia wyznaczył na 24 i 25 sierpnia.

- Apeluję do poszkodowanych w pożarze hali stoczni osób, które odebrały skierowania na dodatkowe badania, żeby tego nie zbagatelizowały. Jeśli komuś nie pasuje wyznaczony termin badania, powinien poinformować o tym sąd - mówi sędzia Studzienny.

- Nie wierzę, że uda się przebadać wszystkie te osoby. Część z nich mieszka przecież za granicą, a innym nie zależy na zakończeniu tego procesu. Tym bardziej że wśród oskarżonych nie ma przecież prawdziwych sprawców pożaru. Ta sprawa nie skończy się chyba nigdy - załamuje ręce jeden z adwokatów.

Sędzia Studzienny uspokaja: - Nie będzie tak źle. Jeśli nie uda się objąć badaniami wszystkich poszkodowanych, sąd poprzestanie na opiniach dotyczących osób, które się na nie stawią.

Jego zdaniem, jest szansa, że na kolejnej rozprawie 16 września mogą rozpocząć się mowy końcowe stron.


Grzegorz Szar
o{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter