Bojownicy Huti, sojusznicy Iranu w Jemenie, muszą zaprzestać wszelkich działań zagrażających międzynarodowej żegludze i życiu marynarzy – oświadczyła w czwartek szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas.
Jak podkreśliła, niedawne groźby jemeńskich Huti, dotyczące nałożenia blokady morskiej na Arabię Saudyjską, „stanowią bezpośrednie zagrożenie dla stabilności regionu i oznaczają niebezpieczną eskalację”.
Huti poinformowali w czwartek, że zaatakowali dwa saudyjskie tankowce w ramach blokady morskiej Arabii Saudyjskiej, grożąc – jak podał Reuters - stworzeniem drugiego wąskiego gardła dla globalnych dostaw ropy, obok cieśniny Ormuz.
Kallas wyraziła przekonanie, że takie ataki są „niedopuszczalne” i zaogniają i tak już niestabilną sytuację w regionie.
- Żegluga nie może być zakłócana, zarówno w cieśninie Ormuz, jak i na Morzu Czerwonym – powiedziała szefowa dyplomacji UE.
Rozszerzenie konfliktu z Iranem na Morze Czerwone po zapowiedzianej przez jemeńskich bojowników Huti blokadzie saudyjskich statków w cieśninie Bab el-Mandab grozi spowolnieniem światowej gospodarki - oceniła w czwartek agencja Reutera.
Po zablokowaniu przez Iran cieśniny Ormuz Arabia Saudyjska, położona od wschodu nad Zatoką Perską, a od zachodu - nad Morzem Czerwonym, wykorzystywała ten drugi akwen do eksportu ropy, wysyłając codziennie około czterech milionów baryłek surowca przez cieśninę Bab el-Mandab. Jednak szlak, który początkowo wydawał się doskonałą alternatywą, stał się obecnie celem ataków.
Liczne statki, które mają przewieźć saudyjską ropę do azjatyckich odbiorców, unikają cieśniny blokowanej przez proirańskich Huti i kierują się na północ, przez Kanał Sueski, a następnie wokół Afryki.
Nie jest to jednak łatwe. Największe tankowce nie mogą przejść przez płytki Kanał Sueski z pełnym ładunkiem. Muszą u jego wejścia odpompować część ropy, pokonać kanał, a następnie ponownie załadować ten surowiec po drugiej stronie. Z powodu tych komplikacji podróż nie tylko trwa o co najmniej cztery tygodnie dłużej, ale też staje się znacznie droższa - podkreślił Reuters.
Z Brukseli Łukasz Osiński
