Ewentualne przemieszczenie do Zatoki Perskiej estońskich niszczycieli min, operujących na Bałtyku, to misja obliczona na dwa-trzy lata – stwierdził były dowódca marynarki wojennej Estonii kmdr Juri Saska.
Estoński wojskowy, który dowodził siłami morskimi w latach 2017-2024, skomentował środową wypowiedź ministra obrony Hanno Pevkura. Polityk zadeklarował możliwe wsparcie Tallinna w odblokowaniu Cieśniny Ormuz, o ile USA wystąpią z konkretną prośbą. Szef resortu obrony zwrócił uwagę, że choć marynarka wojenna Estonii nie jest zbyt duża, to ma na stanie niszczyciele min i jest częścią Grupy NATO ds. zwalczania min.
Według kmdr. Saski nawet wysłanie paru okrętów w rejon Zatoki Perskiej jest problematyczne. W wypowiedzi dla radia ERR wyjaśnił, że trzy niszczyciele min klasy Sandown, którymi dysponuje estońska marynarka wojenna od lat 2007-2009 r., są przystosowane do operowania na Bałtyku. Jednak, jak podkreślił, aby rozmieścić je w innym dalekim regionie konieczna jest ich modernizacja techniczna. Ponadto, jak zwrócił uwagę, Amerykanie i Brytyjczycy nie operują już w regionie Zatoki Perskiej jednostkami tej klasy, co utrudniłoby efektywne wsparcie.
Saska przypomniał, że jedyne okręty, jakimi dysponuje Estonia, są przydatne na Bałtyku, ale w praktyce zazwyczaj jeden z trzech niszczycieli min przynależy do Grupy NATO, drugi jest w konserwacji lub na manewrach, a tylko jeden jest dostępny przy zadaniach krajowych.
Według byłego dowódcy szybciej (niż okrętów) udałoby się osiągnąć gotowość grupy nurków, by wysłać ich w region Zatoki Perskiej.
