Żegluga

    Spółka Koreańsko-Polskie Towarzystwo Żeglugowe Chopol to relikt czasów, kiedy Polska Rzeczpospolita Ludowa i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna należały do tego samego bloku. Kraje współpracowały od lat 60., a w 1987 r. założyły spółkę, która miała transportować magnezyt z Korei do Polski, a z powrotem - koks. Umowę międzyrządową z pompą podpisano w lutym 1987 r. Ale wymiana magnezytu na koks trwała krótko. Spółka zaczęła żyć własnym życiem, a statki zaczęły wozić najróżniejsze towary między portami całego świata.

    Przyczółek kapitalizmu

     Ciche osiedle między wzgórzami parku krajobrazowego w Gdyni. W niewielkim budynku mieszczą się biura polskiego oddziału spółki Chopol. Dom jest wygodnie urządzony, nad biurami są mieszkania dla północnokoreańskich pracowników firmy. W biurze pełno pamiątek z kraju Kim Dzong Ila.

    Według akt złożonych w gdańskim sądzie gospodarczym udziałowcami spółki są rządy Polski i Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. W Polsce za działalność spółki odpowiada Ministerstwo Gospodarki Morskiej (wcześniej Ministerstwo Transportu i Budownictwa), a w Korei Ministerstwo Transportu Morskiego. We władzach zasiadają urzędnicy obu ministerstw. Z polskiej strony m.in. Janina Mentrak, dyrektor Departamentu Transportu Morskiego i Śródlądowego Ministerstwa Gospodarki Morskiej. Ze strony koreańskiej O Hwan Ryong, dyrektor Departamentu Współpracy Ekonomicznej Ministerstwa Transportu Morskiego. Główną siedzibą Chopolu jest Phenian, gdzie spółka wynajmuje biura w reprezentacyjnym pałacyku przy ul. Ginmaeuldong 1. - To nasz przyczółek - mówi dyrektor Zofia Rutkowska. - Jesteśmy jedyną firmą z polskim kapitałem, która jest obecna w Korei Północnej.

    Chopol jest właścicielem jednego masowca, który wozi towary po morzach Dalekiego Wschodu. - Pływa pod banderą Korei Północnej, cała załoga to północni Koreańczycy - odpowiada dyr. Rutkowska. - W tej chwili statek wychodzi z portu w Bangkoku i kieruje się do Wietnamu.

    Polacy nie wnikają w warunki, w jakich pracują Koreańczycy. - Koreański armator Tonghae nie informuje nas, ile zarabiają marynarze - mówi Zofia Rutkowska.

     Wiele pytań dotyczących działalności Chopolu musi pozostać bezodpowiedzi. - Tajemnica handlowa - odpowiada dyrektor, gdy pytamy o szczegóły działalności firmy.

    Nawozy i broń

     Północnokoreańskie statki są często wykorzystywane do przemytu narkotyków i broni. Tak było w wypadku statku "Pong Su". W 2003 r. władze australijskie udaremniły próbę przemytu 125 kilogramów heroiny, ukrytych na "Pong Su". Według doniesień prasy wśród zatrzymanych na statku był północnokoreański dyplomata z ambasady w Pekinie.

    W 1997 r. marynarka wojenna Sri Lanki zatrzymała należący do Chopolu statek "Pukchang". Płynął z Arabii Saudyjskiej do Indii - Oficjalnie - z ładunkiem nawozów sztucznych. Władze Sri Lanki podejrzewały, że na pokładzie północnokoreańskiego statku przemycana jest broń dla organizacji terrorystycznej Tamilskie Tygrysy, która prowadzi walkę z rządem. Organizacja liczy prawdopodobnie około ośmiu tysięcy bojowników i dąży do utworzenia na części Sri Lanki państwa zamieszkanego przez Tamilów. W walce Tamilskie Tygrysy stosują m.in. samobójcze zamachy bombowe.

    Przeszukanie statku nie potwierdziło podejrzeń i "Pukchang" mógł kontynuować podróż. Propaganda komunistycznej Korei oskarżyła później media o wykorzystywanie incydentu do izolacji Korei Północnej.

     Polska strona nie ma kontroli nad północnokoreańską załogą masowca ani nad tym, jakie towary mogą znaleźć się w jego ładowniach. Czy dyrektor Rutkowska nie boi się, że statek Chopolu zostanie wplątany w międzynarodowy skandal? - Nigdy nie było żadnych problemów - mówi. Kiedy pytamy o incydent z "Pukchangiem", pani dyrektor odpowiada: - Chodziło o jakieś techniczne sprawy.

    Zapewnia, że nie wiedziała o podejrzeniach władz Sri Lanki.

     W polskiej filii Chopolu na stałe pracuje dwóch przedstawicieli północnokoreańskiego udziałowca. To warunek umowy międzyrządowej:każde stanowisko w firmie jest podwójne, to znaczy piastuje je i Polak, i Koreańczyk. Firma ma nawet dwóch prezesów.

     Dyrektor Rutkowska zapewnia, że Koreańczycy mają ważne wizy i zezwolenia na pracę. Przyznaje jednak, że część rodzin Azjatów jest w Korei. To zabezpieczenie władz na wypadek próby ucieczki za granicę, która w kraju Kima jest poważnym przestępstwem.

    Chopol ma dobre relacje z oficjalnymi przedstawicielami kraju Kima. Rutkowska jest zapraszana na przyjęcia do północnokoreańskiej ambasady w Warszawie. - Poznałam ambasadora, przyrodniego brata Kim Dzong Ila. Co za klasa! - rozpływa się w pochwałach.

    Korea pod Wawelem

    Dyrektor Rutkowska przypomina sobie w czasie rozmowy z "Rz" ciekawy szczegół: azjatyccy pracownicy Chopolu w latach 90. mieli kontakty z rodakami mieszkającymi w Krakowie: - Wyjeżdżali tam na jakieś spotkania.

     Z informacji "Rz" wynika, że właśnie w latach 90. w Krakowie osiedliła się grupa północnych Koreańczyków. Wśród nich była siostra prokuratora generalnego Korei Północnej. Oficjalnie prowadzili restaurację, w rzeczywistości sprowadzali do Polski nielegalnych pracowników, którzy w niewolniczych warunkach pracowali na jednej z budów w Krakowie. Formalnie robotnicy byli pracownikami rządowego koncernu, którego filia miała działać w budynku północnokoreańskiej ambasady w Warszawie.

     Sprawa wydała się w czasie kontroli inspekcji pracy. Okazało się, że Koreańczycy są w Polsce nielegalnie i nie mają pozwoleń na pracę. - Zaraz potem służby cofnęły wszystkim prawo pobytu i kilka lat temu wszyscy wynieśli się z Polski - mówi Polak, który zetknął się z tą grupą. Pamiątką po ich pobycie jest koreańska restauracja dwieście metrów od Wawelu.

     Import nielegalnych pracowników to niejedyny, ani nie największy problem, jaki z działalnością obywateli północnej Korei mająpolskie władze. W tekście "Warszawski ślad" ("Rz" z 1.10 2001 r.) ujawniliśmy, że pod koniec lat 90. północnokoreański wywiad zorganizował w Warszawie tajne spotkanie. Uczestniczący w nim przedstawiciele bliskowschodnich i irlandzkich organizacji terrorystycznych rozmawiali z wywiadowcami Kima o współpracy. Według informacji "Rz" Koreańczycy pomagają w szkoleniu terrorystów, dostarczają im też broń i dokumenty. W zamian oczekują pomocy w werbowaniu agentów i rozprowadzaniu narkotyków oraz fałszywych banknotów studolarowych. Spotkania były obserwowane przez połączone siły polskich, amerykańskich i brytyjskich służb specjalnych. Z ich ustaleń wynikało, że bazą operacyjną oficerów północnokoreańskiegowywiadu była ambasada tego kraju na warszawskim Mokotowie.

    Od kilku lat problem z dyplomatami północnokoreańskimi ma także Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W publikacji "Nietykalni za koreańskim murem" ("Rz" z 22.05.2003 r.) opisaliśmy, jak ambasada wynajmuje swoje biura prywatnym firmom. Taka działalność jest niezgodna z prawem, ale polski MSZ jest w tej sprawie bezsilny.

    Dużo restauracji, a w kraju głód

    Pracownicy Chopolu niechętnie odpowiadają na pytania o sytuację wewnętrzną Korei Północnej. Niektórzy pracują na stałe w Phenianie, co dwa lata zarząd firmy uczestniczy też w zwoływanych tam walnych zgromadzeniach. - W biznesie nie ma miejsca namoralność - wzruszają ramionami.

     Aleksander Kowalski, były szef oddziału Chopolu w Phenianie, mówi, że mógł swobodnie poruszać się po kraju. - Nie było problemu, kiedy Polska była krajem komunistycznym, ale mieli pretensje, gdy zmieniliśmy ustrój - mówi. Kowalski mówi o "problemach" z zaopatrzeniem w żywność i obawach zwykłych Koreańczyków przed kontaktami z cudzoziemcami: - Ten ustrój prędzej czy później runie. To dobrze, że takie firmy jak Chopol będą tam wtedy obecne.

     Szefowa polskiego oddziału Chopolu była w Phenianie siedem, może osiem razy. - Zawsze towarzyszy nam opiekun, ale to zrozumiałe, bo ludzie nie znają języków - tłumaczy. Przekonuje, że w ciągu ostatnich lat Phenian się rozwinął. - Kiedyś było tam szaro, teraz jest więcej sklepów i restauracji.

    Wątpi w doniesienia międzynarodowych organizacji o panującym tam terrorze. - Wiele z doniesień, np. Amnesty International, jest przesadzonych - uważa, i dodaje: - Prasa często publikuje zdjęcia sprzed lat.

    Prawa człowieka łamane

    Mirella Panek z Amnesty International, organizacji walczącej o przestrzeganie praw człowieka: - Jesteśmy przygotowani na to, że różne rządy i organizacje twierdzą, że nasze doniesienia są przesadzone, ale tak nie jest. Korea Północna jest krajem szczególnie monitorowanym przez AI. Z jej raportów wynika, że w Korei nagminnie są łamane prawa człowieka. Komunistyczne władze są oskarżane o porwania obywateli Japonii, wspieranie przemytu broni i narkotyków oraz wsadzanie przeciwników systemu do obozów pracy. Fatalna sytuacja ekonomiczna doprowadziła do klęski głodu.

    O tragicznej sytuacji w Korei Północnej od lat alarmuje Human Rights Watch. Rezolucję potępiającą łamanie praw człowieka w Korei Północnej przyjęła też ONZ. Obie organizacje dysponują setkami relacji uciekinierów z Korei, z których wyłania się obraz kraju rządzonego w sposób krwawy i bezwzględny, pogrążonego w skrajnej biedzie.

    Czym zajmuje się Chopol

    Historia Koreańsko-Polskiego Towarzystwa Żeglugowego Chopol zaczęła się w latach 60. 19 listopada 1965 roku rządy PRL i KRLD podpisały porozumienie o utworzeniu Koreańsko-Polskiego Towarzystwa Maklerów Morskich. Po jego przekształceniu, w lutym 1987 roku, powstał Chopol. Według podpisanego 19 lutego 1987 roku porozumienia Chopol ma zajmować się: eksploatacją statków w przewozach ładunków handlu zagranicznego, dzierżawą statków, obsługą agencyjną statków i kupnem oraz sprzedażą statków. Średnie płace pracowników lądowych i pływających mają być ustalane na jednakowym poziomie. To jest jednak trudne, ponieważ Koreańczycy zatrudnieni w Phenianie otrzymują wypłaty w deputatach. Zarząd składa się z sześciu członków, po trzech z każdej strony. Każda strona mianuje jednego prezesa zarządu. Stanowiska obu prezesów są równorzędne.


Autor: BERTOLD KITTEL

Fot. Manasterski/DZIENNIK BAŁTYCKI

Comments are now closed for this entry

1 1 1 1

Źródło: