Budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej nabiera tempa, ale przed inwestorami i administracją wciąż poważne wyzwania. Doświadczenia Norwegii, Finlandii i innych europejskich krajów pokazują, czego Polska powinna się nauczyć, by uniknąć scenariusza Żarnowca 2.0.
5 sierpnia br. spółka Polskie Elektrownie Jądrowe przekazała firmie Bechtel teren pod budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Lubiatowie-Kopalinie. Zgodnie z harmonogramem, pierwszy z trzech reaktorów AP1000 o łącznej mocy 3750 MWe ma rozpocząć pracę w 2036 r.
Pełne uruchomienie wszystkich trzech bloków planowane jest na lata 2036–2038. Inwestycja ma wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne kraju, a zarazem stać się impulsem rozwojowym dla Pomorza. Jej skala oznacza jednak szereg wyzwań organizacyjnych, kadrowych i infrastrukturalnych.
O perspektywach rozwoju energetyki jądrowej oraz ryzykach związanych z budową pierwszej elektrowni atomowej w Polsce dyskutowano podczas Forum Gospodarki Morskiej w Gdyni, które w miniony piątek, 9 października odbyło się na terenie Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego.
– Państwo inwestuje olbrzymie pieniądze, dlatego potrzebujemy oparcia na doświadczeniach krajów, które od lat rozwijają energetykę jądrową – podkreślał prowadzący panel Tomasz Pelc, właściciel NEXUS Consultants, ekspert w obszarze energetyki.
W dyskusji wzięli udział m.in. przedstawiciele rządów Norwegii i Finlandii. Szczególnie ostrożne podejście do rozwoju energetyki jądrowej zaprezentował Jørgen Bjørndalen, przedstawiciel Norweskiej Komisji ds. Energetyki Jądrowej, współautor raportu oceniającego możliwości budowy reaktora w tym kraju. Ostatecznie, Norwegia zrezygnowała z tych planów, m.in. z powodu niskiej opłacalności. W przeszłości działały tam jedynie niewielkie reaktory eksperymentalne.
– Wiemy, jak działają elektrownie jądrowe, ale niewiele osób posiada wiedzę w tym zakresie. A ci, którzy ją mają, zazwyczaj mają już włosy w określonym kolorze – o ile w ogóle jeszcze jakieś im zostały - mówił Jørgen Bjørndalen.
- Gdybyśmy zdecydowali się na rozwój energetyki jądrowej w Norwegii, musielibyśmy położyć nacisk na edukację i przyciągnąć badaczy do opracowania odpowiednich programów kształcenia. Musimy też zadbać o to, by organy decyzyjne dysponowały wystarczającymi kompetencjami i zasobami do rozpatrywania wniosków oraz podejmowania trafnych decyzji co do tego, czy dany projekt jest dobry, czy też nie. To nie jest branża, w której można pozwolić sobie na popełnianie błędów.
W dalszej części dyskusji zwrócił uwagę na konsekwencje niewłaściwego przygotowania.
– Istnieje ryzyko przeprowadzenia tego procesu w zły sposób. W Europie mamy takie przykłady. Są to ryzyka związane z pośpiechem. Można doprowadzić do katastrofy technicznej i stracić zaufanie lokalnej społeczności.
Jednym z najważniejszych wyzwań będzie przygotowanie odpowiednio licznej i wykwalifikowanej kadry. Budowa elektrowni jądrowej zbiegnie się w czasie z realizacją innych dużych przedsięwzięć energetycznych i infrastrukturalnych w Polsce. Oznacza to dużą konkurencję o specjalistów.
– W jednym czasie będziemy budować elektrownię jądrową, realizować drugą fazę offshore’u, rozwijać niezbędną infrastrukturę przesyłową. Do tego obserwujemy boom stoczniowy. To oznacza olbrzymie „ssanie” na kadry. Żartem opowiadam, że headhunterzy będą niedługo ustawiać się przed przedszkolami, by wybierać najlepszych kandydatów – zauważył Tomasz Pelc.
W ciągu dziesięciu lat, do obsługi nowej serii reaktorów realizowanych wyłącznie przez francuski EDF potrzeba ok. 100 tys. młodych pracowników. Ok. 15 proc. z nich mają stanowić inżynierowie, a pozostali to specjaliści i fachowcy różnych branż, w tym spawacze.
– By wyszkolić jednego spawacza, który będzie potrafił zespawać układ pierwotny w reaktorze, potrzeba trzech lat. I mówimy tu o osobie, która ma już uprawnienia – mówił Thierry Deschaux, reprezentujący EDF, które ubiega się o udział w budowie drugiej polskiej elektrowni jądrowej.
– Do tych wymagań trzeba dostosować szkoły, zarówno wyższe, jak i średnie. Pamiętam, że jeżeli chodzi o rozwój kompetencji oraz łańcuchów dostaw w Hinkley Point C (w południowo-zachodniej Anglii – dop. red.), zaczynaliśmy siedem lat przed rozpoczęciem budowy.
Potrzebne będą jednak nie tylko odpowiednie kwalifikacje, ale również przygotowanie całego otoczenia inwestycji. Chodzi m.in. o transport, zaplecze mieszkaniowe i medyczne oraz sprawną współpracę instytucji i samorządów.
– Rzeczywistość nie znosi próżni. Gdy pojawia się popyt, znajdzie się też podaż. Co nie zwalnia nas z pracy w zakresie dostosowania edukacji do nowych potrzeb – odpowiadał Stanisław Szultka, dyrektor Departamentu Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.
– Kolejnym ważnym obszarem jest infrastruktura transportowa, ale również zaplecze potrzebne do obsługi pracowników, którzy będą zajmować się budową, w tym infrastruktura medyczna. Trzeci element to koordynacja działań samorządów lokalnych, przepływ informacji i wspólne planowanie. Od początku dużą uwagę poświęca się maksymalizacji korzyści płynących z tej inwestycji. Oczywiste jest, że należy zaangażować w ten proces lokalne przedsiębiorstwa. Naszą ambicją jest, by krajowe firmy nabywały kompetencje i mogły później uczestniczyć w realizacji inwestycji, np. w Wielkopolsce.
Szansą dla polskiej gospodarki może być doświadczenie zdobywane przez rodzime przedsiębiorstwa przy realizacji projektów jądrowych w Europie. Pewnym zasobem mogą okazać się również kompetencje polskich specjalistów pracujących w zagranicznych elektrowniach, np. w Finlandii. Ich wiedza może pomóc w przygotowaniu kadr i rozwijaniu krajowego łańcucha dostaw.
W Gdyni podkreślano jednak, że żaden kraj europejski nie jest w stanie przeprowadzić tak zaawansowanego projektu samodzielnie. Ostrzegano o ryzykach opóźnień w budowie, a co za tym idzie, wzroście kosztów realizacji.
Finlandia jest przykładem kraju, w którym energetyka jądrowa odgrywa istotną rolę w systemie elektroenergetycznym. W dwóch elektrowniach – w Loviisie i Olkiluoto – pracuje łącznie pięć reaktorów, które dostarczają ok. 40 proc. energii elektrycznej zużywanej w kraju.
Stabilne dostawy energii są ważnym atutem w przyciąganiu inwestorów, zwłaszcza tych planujących energochłonne przedsięwzięcia. Jednym z przykładów jest Google, który ogłosił inwestycje o wartości 30 mld euro w rozwój infrastruktury centrów danych.
Przedstawiciel fińskiego rządu podkreślał, że energetyka jądrowa stanowi obecnie jeden z filarów bezpieczeństwa energetycznego kraju.
– Nie mamy ropy czy gazu, dlatego musimy kupować za granicą. Ze względów prawnych nie możemy rozbudowywać energetyki wodnej, a w 2022 r. przestaliśmy kupować prąd z Rosji. Aby nasi mieszkańcy mieli dostęp do energii w dobrych cenach oraz aby mogła rozwijać się gospodarka, musimy znaleźć odpowiednie rozwiązania. To, czego potrzeba, to solidna podstawa. Energetyka wiatrowa pomaga nam jedynie w obniżaniu istniejących cen – podkreślał Antti Rahikka, radca handlowy w Ambasadzie Finlandii w Warszawie.
W zgodnej opinii panelistów, powodzenie tak zaawansowanych inwestycji zależy nie tylko od wyboru technologii, ale przede wszystkim od jakości przygotowania instytucjonalnego, legislacyjnego i organizacyjnego. W tym kontekście przedstawiciel EDF zwracał uwagę na potencjalne korzyści, wynikające z budowy kolejnych reaktorów w tej samej technologii, według powtarzalnego projektu.
– Nie wszyscy zauważyli, że w ostatnim czasie coś zniknęło z Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. W pierwszej wersji zapisano, że kolejne reaktory w Polsce będą w tej samej technologii. Tego zapisu już nie ma. Jako EDF jesteśmy w stanie zaproponować, by należały do serii jednostek, które zrealizowaliśmy we Francji lub będziemy budować w Europie, m.in. w Wielkiej Brytanii. Jeżeli zostaniemy wybrani jako partner dla drugiej elektrowni w Polsce, reaktory będą budowane równolegle z dwoma ostatnimi blokami w Bugey, niedaleko Lyonu. W ten sposób Polska może skorzystać z efektu seryjności, zarówno pod względem technologii, jak i kosztów – argumentował Thierry Deschaux.
– Bazując na doświadczeniach innych, staramy się robić wszystko, by zminimalizować ryzyka, o których dziś mówiono. Myślę, że ta dyskusja pokazuje, że świadomość ich występowania istnieje zarówno na poziomie regionalnym, jak i centralnym – podsumowywał dyrektor Szultka.
Budowa elektrowni w gminie Choczewo to przedsięwzięcie o szacunkowej wartości ok. 192 mld zł. Za realizację projektu odpowiada amerykańskie konsorcjum Westinghouse-Bechtel.
Zgodnie z obecnym harmonogramem rozpoczęcie zasadniczych prac budowlanych, których kluczowym momentem będzie wylanie pierwszego betonu jądrowego, planowane jest na 2028 r., a uruchomienie pierwszego bloku na 2036 r.
Równolegle przygotowywana jest koncepcja drugiej elektrowni jądrowej, która ma powstać w Wielkopolsce. Podczas Forum Jacek Bogusławski, członek zarządu województwa wielkopolskiego, mówił o planach rozwoju tego przedsięwzięcia. Wybór technologii i partnera będzie jednym z kluczowych etapów dalszych przygotowań.
Tekst i zdjęcia: Karol Uliczny


