Rosyjskie MSZ wezwało w środę ambasadora Danii w Moskwie Rolfa Holmboe w związku z incydentem z połowy września, gdy rosyjski okręt wystrzelił flary w kierunku śmigłowca duńskich sił powietrznych na Morzu Bałtyckim - przekazała agencja AFP.
Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych złożyło na ręce ambasadora protest, w którym stwierdziło, że duński śmigłowiec podczas incydentu z 14 września "wykonał nieprofesjonalne i prowokacyjne manewry". Wcześniej, nazajutrz po incydencie, duńskie MSZ wezwało na rozmowę ambasadora Rosji w Kopenhadze Władimira Barbina.
Jak podały w komunikacie z 15 września duńskie siły zbrojne, do zdarzenia doszło na wodach międzynarodowych na południe od duńskiej wyspy Falster podczas rutynowej misji fotograficznej. Rosyjski okręt wystrzelił dwie flary, a jedna z nich przeleciała bardzo blisko duńskiego śmigłowca. Duński minister obrony Jeppe Bruus informował po incydencie, że rosyjska jednostka nie kontaktowała się przed wystrzeleniem flar z duńskim śmigłowcem.
Rosyjskie MSZ twierdzi, że "maszyna niebezpiecznie się zbliżyła i przeleciała nad rosyjskim okrętem na wysokości, która stwarzała bezpośrednie zagrożenie dla żeglugi", a wszelkie ostrzeżenia rosyjskiej załogi przekazane na międzynarodowych częstotliwościach zostały zignorowane - przekazała AFP.
W komunikacie zamieszczonym na stronie ministerstwa strona rosyjska twierdzi też, że jej jednostka wystrzeliła flary, ale w kierunku przeciwnym do tego, z którego nadlatywał duński śmigłowiec. MSZ potępiło także oskarżenia wysuwane przez Danię.
Moskwa zagroziła, że "powtarzanie tego typu nieostrożnych działań może doprowadzić do eskalacji i stworzyć ryzyko poważnego incydentu".
Szef dyplomacji Danii Lars Lokke Rasmussen ocenił w połowie września incydent jako „niedopuszczalny» i zaznaczył, że „zagrożone mogło być ludzkie życie». Z kolei szef duńskiego resortu obrony określił je mianem „skrajnie nieprofesjonalnego».
