Stocznie, Statki
- Marek Sterlingow rozmawia z Romanem Gałęzewskim o atmosferze w polskich stoczniach i przyczynach ich problemów

Marek Sterungow: Kto jest winny kłopotów polskich stoczni? Bo politycy obwiniają się nawzajem i, prawdę mówiąc, nic z tego nie rozumiem.
Roman Gałęzewski, przewodniczący "S" w Stoczni Gdańskiej: To trzeba od początku...
Od 1980? Ratunku.
- No to zacznijmy chociaż od 2005 r. My uważaliśmy wtedy, że jedynym ratunkiem było oddzielenie się Stoczni Gdańskiej od Gdyńskiej. Chodziliśmy więc razem ze związkowcami z Gdyni od polityka do polityka i namawialiśmy do tego kroku.

Z kim rozmawialiście?
- Z Kaczyńskimi, Tuskiem, Borusewiczem, a nawet z SLD. Kaczyńscy się zgodzili. Po wyborach poszliśmy jeszcze raz do Tuska i zapytaliśmy, co on na to. Odparł, że będzie nam kibicował, ale to nie on rządzi. Poprosiliśmy, żeby, jak PiS będzie za, to żeby PO dla zasady nie było przeciw. Powiedział: dobra, nie będziemy się sprzeciwiać. I w zasadzie słowa dotrzymał. Byliśmy też u marszałka Borusewicza. On stwierdził, że skoro jest to ekonomicznie słuszne i związkowcy z obu zakładów są za, to on się zgadza.

Czyli od 2005 r. nic nie stało na przeszkodzie, by Stocznia Gdańsk rosła w siłę i samodzielnie się rozwijała?
-Potrzebny był jeszcze poważny inwestor.

Nowy minister skarbu rozpoczął intensywne poszukiwania i ostatecznie znalazł ISD, spółkę-córkę ukraińskiego Donbasu.
- Umowa prywatyzacyjna była bardzo dobra. Donbas wykupił nasze akcje od Stoczni Gdynia, co poprawiło ich sytuację, oraz zobowiązał się do inwestycji u nas na 700 mln zł, a nawet obiecał spłacić te 30-40 mln pomocy publicznej. Oczywiście były też gwarancje zatrudnienia dla całej załogi, podwyżki itd. Mieliśmy szansę stać się największą i najnowocześniej szą stocznią w tej części Europy. Niestety. Konstanty Litwinów, prezes ISD, zaczął się zastanawiać. Bo zobaczył, że innym stoczniom rząd daje miliardy, a on nie dostał nic. Więc też zażądał pomocy.

Ale nic nie dostał.
- Nie. Kaczyński powiedział, że nie ma mowy. Nie da ani złotówki. Byliśmy u niego z delegacją związku, ale usłyszeliśmy, że nie może nam pomóc, bo zostanie rozszarpany przez opozycję, że rozdaje pieniądze.

Eee... Jarosław Kaczyński nie wyglądał na premiera, który nadmiernie przejmuje się opozycją.
- Tam były też i inne względy. Kaczyński, właściwie to obydwaj bracia Kaczyńscy byli bardzo sceptycznie nastawieni do Donbasu. Że niby to kapitał rosyjski, że nie wiadomo, czy to dobre dla Polski. Bardzo długo robili wszystko, by stocznię sprzedać komuś innemu. No, ale Donbas dał takie warunki, jak nikt inny. Nie mogli odmówić.

Czyli jednak aż tak sceptyczni nie byli.
- Pamiętam rozmowę z prezydentem Lechem Kaczyńskim na ten temat. Przekonywałem go, że Ukraińcy to dobry inwestor. A on mi na to, czy ja jestem pewien, że oni tam będą statki produkować? Powiedziałem, że tak, widziałem plany inwestycyjne, nie mam co do tego wątpliwości. A on się zaśmiał: "Żebyś się tylko nie zdziwił". Jarosław miał podobne nastawienie. Dlatego pieniędzy nie dali, a Litwinów przestał inwestować w Stocznię Gdańską.

Ale przecież jest umowa prywatyzacyjna z zobowiązaniami Donbasu. Oni mogą się z tego wycofać?
- Moim zdaniem nie mogą. Jak to zrobią, to zgodnie z umową będą musieli zwrócić akcje stoczni. Mają jeszcze chyba rok na wywiązanie się z tych ustaleń. No chyba że do tej umowy podpisano jeszcze jakiś aneks. Ale tego już nie wiem.

To co złego zrobiła PO? Przecież macie do nich pretensje, a nie do PiS.
- Zaraz po zmianie rządu Litwinów dotarł do ministra Grada i znów poprosił o pomoc.

W sumie zrozumiale. Dlaczego tylko jego stocznia ma działać w warunkach rynkowych?
- Pewnie tak. To racjonalne działanie. Ale PO zrobiło błąd. Grad mu powiedział tak: Dostaniecie pomoc, ale jak kupicie też Stocznię Gdynia.

Dlaczego był to błąd?
- Bo Litwinów obrósł w piórka. Zrozumiał, że rząd ze stocznią Gdynia jest pod ścianą i zaczął sam też licytować. Chce teraz dostać jak najwięcej. Jak w pokerze. Wie, że napięcie rośnie. Do Urzędu Wojewódzkiego już poszły pisma, że będą zwolnienia grupowe: trzy tysiące w Gdyni i tysiąc w Gdańsku. U nas zarobki się zmniejszyły a miały wzrosnąć. W środę był u nas dziki strajk. Pod stocznią PiS urządza polityczne wiece i też podkręca atmosferę. A przecież w kasie stoczni jest teraz 300 mln zł. Ludzie jednak nie dostają na czas pieniędzy i są coraz bardziej poddenerwowani. To jest presja na rząd, by działał po myśli Donbasu.

Dlaczego Solidarność atakuje PO?
- Ta wojna z rządem była w sumie niepotrzebna. Po wyborach ktoś z Platformy palnął, że teraz "to my się przyjrzymy tej podejrzanej prywatyzacji". Ja byłem w szpitalu, nieprzytomny. Karol [Guzikiewicz, wiceprzewodniczący zakładowej "S" - red.] to nerwus, zaraz się podkręcił. Od słowa do słowa.. I zaczęła się wojna z PO. Gdybym wtedy nie był nieprzytomny, może to by się jakoś inaczej potoczyło. Oczywiście teraz jak jest tak jak jest, to ja jestem po stronie kolegów. Trudno, stało się.

Dlaczego rząd jest pod ścianą ze Stocznią Gdynia? W najgorszym razie ogłosi upadłość i stocznię kupi ktoś za złotówkę. Nie trzeba będzie nic dopłacać.
- Związkowcy tego nie zaakceptują, bo stracą wszystkie przywileje pracownicze. PiS jeszcze podgrzeje atmosferę i będzie awantura na całą Polskę, łącznie z marszami przez Warszawę i wiecami.

Ale upadłość byłaby dobrym rozwiązaniem?
- Ja jako związkowiec, nie mogę tak stwierdzić. Ale... tak obiektywnie patrząc, to upadłość byłaby lepsza niż Donbas jako właściciel. Bo jak oni to kupią, to z czegoś będą musieli zrezygnować. Albo inwestycji w Gdańsku, albo z wykorzystania mocy produkcyjnych w Gdyni.

Czy znalazłby się dobry inwestor na Gdynię po upadłości?
- Moim zdaniem tę stocznię powinien dostać Sojka [prezes Stoczni Remontowej-red.]. To jedyny w Polsce menedżer, który zna się na tym, co robi. Stocznia Remontowa funkcjonuje znakomicie. Przejęli już Stocznię Północną, dzierżawią tereny od Stoczni Gdynia. Oni teraz już budują 15-16 statków rocznie.

No to dlaczego nie kupi Stoczni Gdynia już teraz?
- Mówiłem, że to dobry menedżer. Po upadłości to mu się opłaca. Teraz nie. Dlatego nie będzie się pakował w kłopoty. Oni tak powoli wszystko przejmuje. Połowa naszych najlepszych ludzi pracuje już u niego. Z czasem będzie przejmował pochylnie, doki.

To dlaczego nikt z nim nie rozmawia?
- Ja rozmawiałem.

No, ale czy związkowcy powinni się tym zajmować? Od tego jest właściciel. Może właśnie ten bagaż - silne, upolitycznione związki-jest głównym problemem stoczni?
- My się naprawdę staramy koncentrować na sprawach socjalnych. My marzymy o tym, by zająć się tylko organizacją wycieczek i dbaniem o warunki pracy ludzi. Powiem więcej, my zgadzaliśmy się na obniżenie płac, naprawdę się steraliśmy by nie być problemem.

Czemu więc tak głośno przeciwko wszystkiemu zawsze protestujecie, oskarżacie, dajecie się wodzić za nos politykom.
- To nie jest tak. Nie chcemy, żeby ludzie stracili pracę.

Przecież w przemyśle okrętowym jest bardzo dobra koniunktura. Czy jest problem bezrobotnych stoczniowców?
- Teraz rzeczywiście nie. Każdy znajdzie pracę bez problemu. Jak nie w Polsce, to za granicą. Ale za rok, dwa jak koniunktura się zmieni, to ten problem wróci na pewno. Poza tym proszę pamiętać. Każdy zatrudniony w Polsce stoczniowiec generuje 4-5 stanowisk pracy w przemyśle około stoczniowym.

Czy ministrowi Jasińskiemu należy się Trybunał Stanu?
- To jest działanie bez sensu. Idąc tą drogą, to przed Trybunałem można by postawić wszystkich ministrów skarbu, łącznie z obecnym. Każdy popełnił jakiś błąd, ale w gruncie rzeczy wierzę, że każdy z nich chciał dobrze. Poza tym doraźna polityka powoduje, że wszyscy szukają tylko możliwości dokopania innym, a nie zastanawiają się nad rozwiązaniem problemu.

Jaki jest teraz najbardziej prawdopodobny rozwój wypadków?
- Połączenie się Stoczni Gdańsk z Gdynią. Zwolnienie ok. 4 rys. osób. Z czasem dojdzie do wyprzedaży majątku stoczni Gdańsk. W ciągu 5-6 lat Stocznia Remontowa odkupi wydział K-l i malarnię.

A najlepszy scenariusz? Ten z prezesem Sojką?
- Możliwe. Ale jako związkowcowi, trudno mi go rekomendować. To muszą poprzeć koledzy z Gdyni.

Pomorski przemysł miał już kiedyś jednego prezesa-cudotwórcę. Mówię o Januszu Szlancie.
- Bo to był bardzo dobry menedżer. Myśmy w Gdańsku go krytykowali, bo on chciał dobrze dla Gdyni, a nas traktował nieco instrumentalnie. Ale tak prawdę mówiąc, to zazdrościliśmy Gdyni takiego szefa.

Jemu się nie udało. Odszedł w atmosferze skandalu, dalej ma jakieś sprawy w sadzie. Dlaczego Sojce miałoby pójść lepiej?
- Szlanta nie miał pieniędzy. A bez pieniędzy... Sojka jest w innej sytuacji jest dużo ostrożniejszy. Stocznia Remontowa też już jest na innym etapie rozwoju. To starszy gość, związany z gdańskim przemysłem okrętowym od zawsze. Jemu nie zależy na szybkim efektownym zysku, on buduje firmę od podstaw.

Rozmawiał Marek Sterlingow

Komentarze

0 PRECZ Z TYM MIESZACZEM Z GDAŃSKIEJ
On nie dba o pracowników tylko o swój tyłek.
12 wrzesień 2008 : 10:48 SG | Zgłoś
0 a kto to jest ?
A kto to jest Ten Pan ,co zbudowal ,gdzie nabieral doswiadczenia by wypowiadac sie w tej sprawie ?
12 wrzesień 2008 : 11:26 buli | Zgłoś
0 Poprawcie
Koszmarne błędy w nazwiskach! Sterungow? Sojka?
12 wrzesień 2008 : 12:40 dziennikarz | Zgłoś

Comments are now closed for this entry

1 1 1 1

Źródło: