Stocznie, Statki
MORDERSTWO Z PREMEDYTACJĄ

Minister skarbu państwa Aleksander Grad poinformował, że Stocznia Gdańsk posiada tzw. nielegalny, bo zaciągnięty bez zgody Komisji Europejskiej dług publiczny (uprzywilejowane kredyty, poręczenia i gwarancje rządowe pobrane po 1 maja 2004 r. przez Stocznię) w wysokości ok.742,9 mln zł.

W związku z tym, że Stocznia nigdy nie otrzymała tak wysokiej pomocy, za którą to można było zbudować nową, nowoczesną stocznię produkcyjną, 5 czerwca br. stoczniowcy z NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdańsk złożyli do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku "Powiadomienie o popełnieniu przestępstwa" z prośbą o pilne wyjaśnienie, gdzie podziały się te setki milionów zł oraz ewentualne ukaranie winnych, którzy te pieniądze roztrwonili lub sfałszowali dokumenty dłużne. Minęło sześć tygodni, wyjaśnienie nie wpłynęło.

Nieporozumienia wokół Stoczni Gdańskiej

Jak informowały media, unijna komisarz ds. konkurencji pani Noelie Kroes domaga się zamknięcia dwóch z trzech pochylni w Stoczni Gdańskiej lub zwrotu 743 mln złotych pomocy, jaką stocznia otrzymała od maja 2004 r.(...). Okazuje się jednak, że stanowisko Komisji Europejskiej zawarte w liście z 19 lipca 2007 r. zostało przekazane nieprecyzyjnie. Komisarz Noelie Kroes stwierdziła w rzeczywistości, że Stocznia Gdańsk SA jest położona obszarze kwalifikującym się do objęcia pomocą na mocy art. 87 ust. 3 lit. a) Traktatu WE. Przypomina, że od dnia wstąpienia Polski do UE (od 01.05.2004 r.) zgodę na udzielenie tzw. pomocy publicznej może wydać wyłącznie Komisja Europejska oraz że w kwietniu 2004 r. Stocznia Gdańska Grupa Stoczni Gdynia SA (obecnie Stocznia Gdańsk SA) zwróciła się z wnioskiem o zatwierdzenie przez KE pomocy państwa na restrukturyzację o wartości nominalnej 192,5 mln zł. Owe 192,5 mln zł jest tzw. kwotą wnioskowaną, która do chwili wszczęcia przez KE postępowania wyjaśniającego w czerwcu 2005 r. została zrealizowana w minimalnym procencie, w przeciwieństwie do innych dużych stoczni, posiadających olbrzymie zadłużenie.

Stocznia Gdańska - centrum kosztów

Z chwilą wszczęcia postępowania wyjaśniającego wszelkie procedury związane z przyznawaniem pomocy publicznej zostały wstrzymane. Dlatego ewentualny zwrot pomocy publicznej może dotyczyć kwoty uzyskanej, a nie wnioskowanej. Jednocześnie "zapomniano", że Stocznia Gdańska przez 8 lat była firmą w Grupie Stoczni Gdynia, firmą, z której zrobiono tzw. centrum kosztów. Oznacza to, że spółki tej Grupy przelewały na Stocznię Gdańską swoje straty, a Stocznia Gdynia chciała wymazać Stocznię Gdańską z mapy gospodarczej Polski.

Monopol mają mieć stocznie niemieckie

Głęboko wierzę w to, że pani komisarz ds. konkurencji Noelie Kroes dobrze zna żelazne, niepodważalne reguły ekonomii, wie o tym, że istnieją granice, przy których produkcja przestaje być opłacalna, wie że kraje UE wpompowały setki milionów euro w inwestycje, podźwignęły w ten sposób swój przemysł stoczniowy i dalej go wspierają.

Stocznie niemieckie, np. w Rostoku, po wpompowaniu w nie olbrzymich pieniędzy (posiadają kryte pochylnie), są drogie i nie znoszą konkurencji. Stąd polityka UE, wyniszczająca polskie stocznie. Komisarz Kroes, a także dyrektor Humber Drabbe dobrze wiedzą, że ograniczenie produkcji polskich stoczni, usprawiedliwiane pomocą państwa, która zakłóca konkurencję na unijnym rynku, jest stwierdzeniem-wytrychem mającym usankcjonować nieudzielenie tzw. pomocy publicznej, a tym samym uniemożliwić konkurencję polskim zakładom ze doinwestowanymi stoczniami UE. Nie jest więc przypadkiem, że przy tych samych światowych cenach statków morskich i podobnych cenach materiałów, maszyn i urządzeń, polscy stoczniowcy pracujący w stoczniach UE zarabiają wielokrotnie więcej niż zarabiali w Polsce.

Przykładem interwencjonizmu UE (tak potępianego przez Unię w odniesieniu do Polski), tym razem w branży lotniczej, jest pomoc finansowa, jakiej kilka lat temu udzielono największemu francuskiemu koncernowi lotniczemu produkującemu samoloty AIRBUS, gdy firmie groziła upadłość, a tysiące ludzi znalazłoby się na bruku.

Zielone światło dla Malty, czerwone dla nas

Jednym z koronnych argumentów podnoszonych przez Unię Europejską jest kwestia wydajności, tyle że nie mówi się tego, w jaki sposób ta wydajność jest liczona. Nie ujawnia się także faktu, że produkcja jest rozkooperowana, tzn. gdy sekcje kadłubowe oraz całe kadłuby wykonywane są np. w bułgarskich, rumuńskich czy też polskich stoczniach (kiepsko płatna tzw. czarna robota) - to po dostawie ich do zachodnich armatorów, przy minimalnym własnym nakładzie pracy, wyposażano je do końca, uzyskując w ten sposób dużą wartość skumulowaną. Wartość ta odniesiona do niskiego nakładu pracy daje duży wskaźnik wydajności, rzekomo świadczący o lepszej wydajności pracy zatrudnionych tam pracowników (często polskich stoczniowców).

Takie kraje UE jak Niemcy, Włochy i Malta pomagają swoim stoczniom. W Niemczech istnieje nawet grupa banków tzw. KG zajmująca się dofinansowaniem stoczni. Osoby fizyczne, kupując długi oraz akcje zadłużonych stoczni, dzięki temu uzyskują ulgi i umorzenia podatkowe.
We Włoszech dopłaca się do budowy lokalnych promów pasażerskich. Nawet Malta uzyskała na 12 lat zgodę UE na dofinansowanie swoich stoczni. Polsce tego prawa nie dano.

Niewygodny symbol?

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Stocznia Gdańska, oprócz zakładu budującego statki, była również tym zakładem, w którym w 1980 r. powstała "Solidarność", ruch społeczny, który w efekcie doprowadził do bezkrwawej rewolucji zmieniającej oblicze Europy i całego świata. To m.in. dzięki temu rozpadło się sowieckie imperium zła. Nie ma jednak nic darmo. Za nieugiętą postawę stoczniowców, od Grudnia 1970 r., Stocznię Gdańską i jej załogę tępiono jak najgorszą zarazę. Komunistyczny rząd premiera Mieczysława F. Rakowskiego i jego następcy z SLD, dwukrotnie likwidowali Stocznię Gdańską (w 1988 r. i 1996 r.), nie inwestowano w nią, zamykano wydziały produkcyjne, jak np. Wydział Budowy Kadłubów K2, zamykano pochylnie, nie oddłużano jej w przeciwieństwie do innych stoczni, państwowe banki (bo wówczas prywatne były za biedne) odmawiały udzielania stoczni kredytów, jednym słowem dobijano ją. W rezultacie Stocznia Gdańska jest jedną z tych firm, które poniosły największe koszty transformacji gospodarki w Polsce.

Obecnie Stocznia Gdańsk jest własnością ukraińskiej firmy ISD (według niepotwierdzonych informacji z końca lipca, możliwa jest fuzja ISD z jedną z rosyjskich spółek Romana Abramowicza), która przeprowadza niezbędną modernizację i kosztem zamknięcia wszystkich stoczniowych pochylni statki mają być budowane w suchym doku w Stoczni Gdynia. Może to spowodować dla setek stoczniowców utratę pracy.

Edward Roeding

Autor jest mgr inż., ekonomistą, wynalazcą (wersji statków: kontenerowców i ro-ro z rampą spiralną), pracownikiem Stoczni Gdańskiej, członkiem Komisji Rewizyjnej Sekcji Branżowej Przemysłu Okrętowego przy Regionie "Solidarności" oraz członkiem Polskiego Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. E. Kwiatkowskiego.

źródło: Tygodnik Nasza Polska

Komentarze

0 Przeczytajcie raport NIK z marca 2007 roku
... tam jest cała prawda o przemyśle stoczniowym i jego restrukturyzacji. Tam są winni całej sytuacji.
18 sierpień 2008 : 10:08 pies na komuchów | Zgłoś
0 siedziała na sośnie!
18 sierpień 2008 : 15:35 leśniczy | Zgłoś
0 Ach ta zła Unia!
Zupełnie jakbym słuchał Rydzyka i Leppera. "Ta zła UNIA, NIE CHCEMY JEJ" ... a potem Rydzyk pierwszy wyciągnął łapę po dotację "na wody geotermalne", a rolnicy i lepperowcy tak samo - podobnie, większość rolników skorzystała z tych dopłat. A Stocznię nam chcą udu....pić - A NAJWIĘCEJ KRZYCZĄ CI CO SIEDZĄ W ŚRODKU I ZARAZ MOGĄ STRACIĆ CIEPŁE POSADKI.
18 sierpień 2008 : 15:51 realista | Zgłoś
0 Goła prawda
W końcu ktoś napisał to o czym wszyscy od lat mówią. Niestety taka jest goła prawda o polskich stoczniach. A Stocznię Gdańską po połączeniu z gdyńską czeka los podobny do tego, który chciano jej już wcześniej zgotować. Marnie to widzę.
18 sierpień 2008 : 21:06 stoczniowiec | Zgłoś
0 Co za bzdura...
Stocznie polskie już dawno winny były upaść, może to by je uzdrowiło?
Autor nie ma kompetencji ani doświadczenia w NORMALNEJ stoczni, by wypowiadać się w ogóle na tematy ekonomiczne.
Zapytajcie się jakiegokolwiek pracownika polskich stoczni przynoszących od dawna corocznie zyski, co sądzi o możliwościach naszych NARODOWYCH stoczni.
Odpowiem za nich: można tylko rozpiep...ć... Niestety ...
19 sierpień 2008 : 15:38 Jando | Zgłoś
0 re: Co za bzdura...
Komentarz usunięty z powodu złamania regulaminu.
19 sierpień 2008 : 22:58 Guest | Zgłoś
0
1. Cała gama nieprawdziwych stwierdzeń chyba wynikających z braku znajomości realiów ekonomii funcjonowania światowych stoczni.
2. Kto blokuje lub zabrania stosować ten "zachodni" sposób budowy statków, tj. współpraca z prywatnymi małymi firmami (polskimi, ukraińskimi, bułgarskimi, czy rumuńskimi). Przecież głównie przeszkody stawia NSZZ i inne ZZ. A więc kto to biadoli.
3. Taki fachowiec, wykształcony, wynalazca, działacz winien być zapatrzony w USA (jak koledzy z PiS-u). Tam tacy przede wszystkim budują, w stoczniach, czysty kapitalizm. Bez dotacji, bez decyzji w rękach działaczy ZZ, za to pod "twardą ręką" prezesów. Bardzo proszę zapoznać się z sposobem funkcjonowania stoczni z USA, Japonii, Chin, Wietnamu, Korei, Filipin, Nigerii, RPA itd.
20 sierpień 2008 : 06:49 PJ | Zgłoś

Comments are now closed for this entry

1 1 1 1