
Wiceszef "S" Stoczni Gdańsk Karol Guzikiewicz wczoraj w Sejmie
Fot. Krzysztof Miller / AG
- To ja spaliłem Donalda Tuska. I spalę jeszcze raz, dopóki nie przeprosi stoczniowców- oświadczył Karol Guzikiewicz, wiceszef "S" Stoczni Gdańsk, na wczorajszym posiedzeniu sejmowych komisji sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
Kilka minut wcześniej Guzikiewicza oglądali posłowie i dziennikarze na policyjnym filmie z warszawskiej demonstracji 29 kwietnia. Widać na nim, jak związkowiec, nie mogąc utrzymać płonącej kukły, rzuca nią w stronę policjantów, a potem pociera poparzone przez zapalone szmaty ramię. Multimedialną prezentację przygotowała Komenda Stołeczna Policji.
Komisje zwołano na wniosek PiS, który zażądał, by policja wytłumaczyła, jakich środków użyła tego dnia przeciw związkowcom. - Akcja policji była brutalna, użyte środki niewspółmierne, co skutkowało poszkodowanymi. Widzieliśmy obrazki jak ze stanu wojennego, tylko w kolorze. Stoczniowcy doznali poparzeń dróg oddechowych. Te wydarzenia miały miejsce w przeddzień 20. rocznicy odzyskania niepodległości, a obrazki były, jakbyśmy tej niepodległości nie odzyskali - mówiła Beata Kempa z PiS (ale jeszcze przed pokazem policyjnego filmu).
Stanowisko policji przedstawiał komendant stołeczny insp. Adam Mularz. Wyjaśnił, że demonstracja odbywała się przed Pałacem Kultury, gdzie obradował kongres Europejskiej Partii Ludowej, w którym brało udział 19 premierów. Policja i BOR miały zapewnić VIP-om bezpieczeństwo. Dlatego oddzielono Pałac podwójnym płotem.
Policyjna prezentacja pokazała, że związkowcy sforsowali pierwszą linię barier. Gdy doszli do drugiej, podeszli policjanci. Demonstranci próbowali rozerwać ogrodzenie. Bili policjantów drzewcami i rzucali w nich petardami. Policjanci odganiali ich pałkami, po kilku minutach polali demonstrantów palącym żelem pieprzowym. Żaden policjant nie przeszedł poza barierę. - Żelu pieprzowego użyto, gdy była obawa, że związkowcy przekroczą barierę bezpieczeństwa i BOR będzie musiał użyć swoich środków do ochrony obradujących - mówił Mularz. Pokazał atest na żel pieprzowy i oświadczył, że jest on przez policję stosowany od 2005 r., powoduje lekkie poparzenia i można go zmyć wodą.
Według policji obrażenia demonstrantów pochodziły od petard i płonących opon. Organizatorzy demonstracji nie zapewnili żadnej ochrony.
- To kłamstwo. Mieliście tarcze, mogliście wypchnąć stoczniowców, ale użyliście czegoś, czego nikt w Polsce nie używał - oświadczył Guzikiewicz. Przyznał, że związkowych służb porządkowych nie było, bo "nie dojechały".
Popierali go posłowie PiS. Jarosław Zieliński stwierdził, że pokazane przez policję fragmenty były tendencyjnie dobrane.
Wojciech Czuchnowski{jathumbnail off}
